Japonia – Tokio, Kioto

Japonia

kwiecień 2026

Dzień 1

🇯🇵 Japonia. Dzień pierwszy – Tokio.
 
Z Monachium do Tokio lecieliśmy około 12,5 godziny, pokonując dystans ponad 9 000 kilometrów ✈️. Trasa prowadziła slalomem między obszarami konfliktów — pod Ukrainą i nad Iranem — a po drodze mijaliśmy m.in. Morze Czarne, pustynię Gobi, Pekin i Koreę Południową 🌍
 
Na miejscu mój zegarek wskazywał 00:30, ale po zmianie czasu nagle zrobiła się 7:30 rano — więc…jakby jedna noc została wyjęta z życia ⏳
 
Jak przywitała nas stolica? Niebieskim niebem, niezwykłą czystością i… ciepłymi sedesami 🙂
 
Trzeba przyznać, że japońskie toalety to osobny świat — pełen przycisków, funkcji podgrzewania i muzyki wybrzmiewającej z aparatury sedesowej 🤔
 
Z lotniska do centrum jechaliśmy koleją jednoszynową (monorail) 🚄, która porusza się po jednej szynie, często poprowadzonej wysoko nad ziemią — dzięki temu ma się wrażenie, jakby pociąg płynął w powietrzu między budynkami. Przyglądaliśmy się niezliczonej ilości ogromnych wieżowców 🏙️, które odsłaniały przed nami pierwsze oblicze Tokio.
 
Czas do zameldowania się w hotelu spędziliśmy w Parku Ueno 🌸, położonym niedaleko naszego miejsca noclegowego. Choć szczyt kwitnienia sakury w Tokio przypada na drugą połowę marca, nadal można bylo poczuć ten niezwykły klimat.🌺
 
Przypominam, że w piątej części „Hologramowego Świata” to właśnie do tego miejsca zwabiły mnie kwitnące wiśnie, prowadząc w głąb podziemnego świata korzeni — sieci mikoryzowej 🌿, gdzie po raz pierwszy doświadczyłam świadomości przyrody.
W Tokio spędzimy pięć dni, podążając szlakiem moich bohaterów… póki co znikam do łóżka , gdyż oczy same się zamykają ☺️

Dzień 2

„Słyszę odgłosy bitwy. Spoglądam w dół. Gdzie jestem? Na polu zauważam samurajów w zdobionych zbrojach, ich miecze iskrzą w słońcu. Z mgły wyłania się baner z rodowym herbem Ieyasu Tokugawy – jednego z najwybitniejszych daimyō [czyli feudalnych władców] w historii Japonii. Jego wojownicy właśnie wygrają bitwę. Tak, to bitwa pod Sekigaharą ! Jest rok 1600.
[…]
Spoglądam na Tokugawę; ten jednoczy kraj, rozpoczynając tym samym okres rządów szogunatu. Potomni nazwą okres jego rządów złotym wiekiem.
–Wiekiem pokoju, stabilności oraz rozwoju kulturalnego w historii Japonii – przypominam sobie i zanurzam się w tamtym okresie
–Synu, czas zacząć budowę Zamku Edo. Japonia potrzebuje solidnej siedziby, należy podkreślić wielkość kraju. – Tokugawa przedstawia swoje wizje młodzieńcowi, który kłania się, uderzając czołem w podłogę.
–Ojcze, dopilnujemy, by zamek Edo stał się sercem naszej władzy; nie twierdzą strachu, lecz bastionem rozwoju oraz kultury. Przyrzekam, że twierdza ta przyczyni się do rozkwitu naszej wielkiej Japonii.
Widzę, że Zamek Edo rozkwita. Na dziedzińcu gromadzą się samurajowie, demonstrują sztukę wojenną podczas ceremonii otwarcia swojej pierwszej szkoły. Podziwiam artystów i miłośników sztuki z całej Japonii, jak również uczestników festiwalu tanabata, którzy wspólnie świętują. Podekscytowana, zaczynam krążyć nad twierdzą Edo. Czuję moc oraz potęgę tego miejsca, przyszłej stolicy Japonii. Wydaje mi się nawet, że jakoś tajemniczo na mnie oddziałuje.”
fragment „Świadomość Wszechświata”
 
Dzisiaj przeszliśmy 23 kilometry 🚶‍♀️Na zdjęciach:
 
👍Senso-ji Temple
Najstarsza świątynia buddyjska w Tokio, założona w 628 roku i poświęcona bodhisattwie Kannon. Została zniszczona podczas II wojny światowej i odbudowana po 1945 roku. Wejście prowadzi przez bramę Kaminarimon z charakterystycznym czerwonym lampionem oraz ulicę Nakamise — jedną z najstarszych ulic handlowych w Japonii.
 
👍Imperial Palace Tokyo
Znajduje się na terenie dawnego Zamku Edo, który od XVII wieku był siedzibą siogunów Tokugawa. W 1873 roku główna część zamku spłonęła. Po restauracji Meiji teren przeznaczono na rezydencję cesarską. Obecny kompleks pałacowy odbudowano po zniszczeniach II wojny światowej i dziś pełni funkcję oficjalnej siedziby cesarza Japonii.
We wschodniej części kompleksu pałacowego znajdują się ogrody cesarskie z kwiatami, drzewami, trawnikami oraz zachowanymi fragmentami murów i fundamentów dawnego Zamku Edo.
 
👍Ginza
Dzielnica powstała po wielkim pożarze w 1872 roku jako nowoczesna, zachodnia część Tokio. Z czasem stała się centrum handlu i luksusu. Dziś to jedna z najdroższych lokalizacji w Japonii, znana z ekskluzywnych sklepów, domów mody i nowoczesnej architektury.
 
👍Ulice Tokio 🏙️
W stolicy Japonii znajduje się ponad 150 budynków powyżej 150 m, a najwyższe z nich przekraczają 250–300 metrów. Większość powstała po 1960 roku, szczególnie w okresie boomu gospodarczego lat 80. i 2000., i należy do najnowocześniejszych na świecie — są projektowane z myślą o trzęsieniach ziemi, z elastycznymi konstrukcjami i zaawansowanymi systemami bezpieczeństwa.

Dzień 3

Dzisiaj zobaczyliśmy jeden ze 100 aktywnych wulkanicznie obszarów Japonii. Miejsce oddalone jest od Tokio o ok. 100 kilometrów i wciąż zieje parą oraz gazami, choć ostatnią dużą erupcję odnotowano tu 3 tys. lat temu.
Trzeba przyznać, że doświadczenia były niezwykłe – mgła i mżawka mieszały się z siarkowymi wyziewami, tworząc nad ziemią surrealistyczne kłęby mokrego dymu o intensywnym zapachu siarki. Na całe szczęście ten nieznośny aromat nie był wyczuwalny w restauracji, gdzie serwowano jeden z najdziwniejszych przysmaków Japonii. Chodzi o jajka gotowane w gorących źródłach siarkowych, które zabarwiają się na czarno. Według legendy zjedzenie jednego jajka wydłuża życie o 7 lat… więc zjedliśmy po dwa. Kolejne dwa planujemy jutro 🙂
 
Gdyby nie kapryśna pogoda, przejechalibyśmy się jeszcze kolejką gondolową nad doliną wulkaniczną, skąd przy dobrej widoczności można podziwiać górę Fuji. Niestety kolejka była zamknięta, a Fuji zniknęła za ścianą mgły i deszczu… Cóż, spróbujemy jeszcze wypatrzyć ją później – póki co musiały wystarczyć koszulki z jej wizerunkiem 🙂
 
Do Hakone jechaliśmy wycieczką zorganizowaną, więc droga – mimo deszczu – była ciekawa. Przewodnik zabawiał nas opowieściami o Japonii, a po drodze zatrzymywaliśmy się w interesujących miejscach, m.in. w tradycyjnej wiosce Oshino Hakkai, położonej między jeziorami Kawaguchi i Yamanaka – którą widać na zdjęciach.

Dzień 4

Był maj 1869 roku, gdy jako qubit świadomości – najmniejszy byt wszechświata – oglądałam koniec szogunatu w Japonii. Oddziały lojalne cesarzowi Meiji zdobyły twierdzę Goryokaku, a samurajowie, którzy przez wieki sprawowali władzę, składali broń. Wielu z nich – nie godząc się z porażką – popełniało seppuku, zgodnie z kodeksem honorowym.
Przejęcie władzy przez cesarza Meiji zamknęło epokę sakoku – ponad dwustuletnią izolację kraju od reszty świata. Kończył się czas odcięcia i zacofania. Japonia weszła w okres budowy nowoczesnego państwa.
„Zauważam, że to pod jego skrzydłami Japonia przekształca się z zacofanego państwa feudalnego w potęgę przemysłową i militarną. Przez trzydzieści lat dokonuje on zmian, które innym krajom zajęłyby sto pięćdziesiąt, albo i więcej lat. W miejscu małych, biednych manufaktur jak grzyby po deszczu wyrastają nowoczesne fabryki, rozległe terytoria pokrywają sieci kolejowe. Na wzór zachodnich monarchii uchwalona zostaje konstytucja, która znosi system klasowy. Budowane są szkoły; w ich ławkach zasiadają dzieci z rodzin chłopskich, rzemieślniczych oraz kupieckich, a nie tylko samurajów. Kraj wymienia się wiedzą kulturalną i technologiczną z całym światem.”
 
Na zdjęciach:
 
⛩️ Meiji Shrine – świątynia shintō w Tokio, zbudowana w 1920 roku po śmierci cesarza Meiji i jego żony. Powstała, by oddać cześć władcy, który zmienił Japonię i wprowadził ją w nowoczesność. Japończycy wierzą, że ich duchy (kami) są tu obecne, dlatego świątynia jest miejscem modlitwy, wdzięczności i próśb o pomyślność. Przy wejściu ustawione są beczki z sake i winem – tradycyjne dary ofiarne. Cały teren otacza ogromny, sztucznie posadzony las, oddzielający to miejsce od miasta.
 
🚶‍♂️ Shibuya Crossing – najbardziej ruchliwe przejście dla pieszych na świecie, położone przed stacją Shibuya. Jednocześnie może przez nie przechodzić kilka tysięcy osób. Ruch zatrzymuje się ze wszystkich stron, a piesi ruszają jednocześnie w różnych kierunkach. To symbol współczesnego Tokio – jego tempa i organizacji.
 
🐕 Hachikō – pies rasy akita, który codziennie odprowadzał swojego właściciela na stację Shibuya i wracał, by go odebrać. Po jego śmierci w 1925 roku przez prawie 10 lat przychodził tam każdego dnia. Stał się symbolem wierności; jego pomnik stoi dziś przy stacji.
 
🏙️ Ulice Tokio – zabudowa jest bardzo gęsta, budynki stoją blisko siebie i często powstają na niewielkich działkach, dlatego wiele z nich jest wąskich i wysokich. Nie ma jednego stylu architektonicznego – każdy budynek wygląda inaczej. W wielu miejscach linie elektryczne prowadzone są nad ulicami, a nie pod ziemią, co jest rozwiązaniem praktycznym w kraju narażonym na trzęsienia ziemi.

Dzień 5

Tokio i wyspa Odaiba
 
Choć Japonia wybrzmiała w 5. części Hologramowego Świata, to prawdę mówiąc – w mojej duszy zagrała znacznie wcześniej…
 
Już w 2021 roku napisałam kilka rozdziałów książki o tym kraju, której jednak nigdy nie dokończyłam…
 
Akcja tej opowieści toczyła się wokół 🗼 Tokyo Skytree i okolicznych dzielnic, choć fabuła była zanurzona głęboko w historii i przyszłości Japonii…
 
Dziś, ze łzami w oczach i kołaczącym sercem, wracałam do tamtych bohaterów i scen…To niewiarygodne, jak silnie działa na mnie wyobraźnia. ✨
 
Do dzielnicy Asakusa, gdzie stoi Skytree, udaliśmy się pieszo.Znałam te ulice bardzo dobrze – mieszkali tu moi bohaterowie.
Choć w rzeczywistości byłam tam pierwszy raz…
Przeszliśmy przez most nad 🌊 Sumida River, którym w myślach podążałam setki razy……i dopiero wtedy naprawdę dotarliśmy do wieży.
__
 
🗼 Tokyo Skytree to 634-metrowa wieża nadawcza i jeden z symboli nowoczesnego Tokio.
Została otwarta w 2012 roku i jest najwyższą na świecie konstrukcją tego typu.
 
Jej stabilność zapewnia nowatorski system betonowego rdzenia, który redukuje drgania podczas trzęsień ziemi, a trójkątna podstawa płynnie przechodzi wraz z wysokością w kształt koła.
 
Na wysokości 350 i 450 metrów znajdują się tarasy widokowe, z których przy dobrej pogodzie można dostrzec nawet górę Fuji. 🗻
To jedno z najbardziej imponujących osiągnięć inżynieryjnych współczesnej Japonii.
 
🌊 Sumida River to jedna z najważniejszych rzek Tokio, przepływająca przez centrum miasta i uchodząca do Zatoki Tokijskiej.
Ma około 27 kilometrów długości i przez stulecia była głównym szlakiem transportowym dawnego Edo.
Wraz z rozwojem kolei i dróg jej znaczenie zmalało, a dziś pełni przede wszystkim funkcję rekreacyjną – jest miejscem spacerów i rejsów.
__
Po zwiedzeniu Skytree wodnym autobusem popłynęliśmy na Odaiba, która pokazuje najbardziej futurystyczne oblicze Tokio, gdzie na tle Rainbow Bridge ogladaliśmy wieczorny pokaz tańczących fontann przy muzyce.
 
Na zdjęciach widać:
🌉 Rainbow Bridge – wielopoziomowy most, jeden z symboli miasta, rozpoznawalny dzięki swojej lekkiej, białej konstrukcji nad zatoką
 
🗽 Statue of Liberty – około 15-metrowy pomnik, będący symbolem relacji Japonii z Francją (ustawiony w 1998 roku podczas „Roku Francji w Japonii”, programu kulturalnego między tymi krajami)
 
🤖 Ogromnego robota Gundam – kilkunastometrową, ruchomą instalację, ikonę nowoczesnej Japonii
 
🏢 Fuji Television – budynek oparty na stalowej konstrukcji ramowej, z zawieszoną kulą obserwacyjną między dwoma trzonami
Do centrum wróciliśmy automatyczną kolejką 🚝 Yurikamome Line, która porusza się bez maszynisty, po betonowej estakadzie (bez klasycznych szyn), prowadząc nad zatoką między mostami i zabudową Tokio / film zamieszczam w osobnym poście/.
Yurikamome Line – autonomiczna kolejka bez maszynisty i bez klasycznych torów. Nocą sunie po betonowej estakadzie zawieszonej nad wodami Zatoki Tokijskiej i wije się między mostami a futurystyczną zabudową Tokio.

Dzień 6

Jutro opuszczamy stolicę i ta myśl wciąż krążyła nad moją głową. Bo z jednej strony żal tego ogromnego, tętniącego życiem miasta, a z drugiej – czekają już inne zakątki Japonii.
 
Wędrując więc ulicami, uchwyciłam się nadziei, że jeszcze tu wrócę – na ostatni wieczór i ostatnią noc… I tak spijałam każdą chwilę dzisiejszego dnia, idąc kilometr za kilometrem – aż nazbierało się ich prawie 22. 🚶‍♀️
 
Na zdjęciach utrwalone chwile:
🇵🇱 Polskie flagi przed parlamentem Japonii
Z okazji wizyty polskiego premiera w Tokio okolice gmachu parlamentu zostały ozdobione naszymi barwami. Duma rozpierała serce. Sami zobaczcie na zdjęciach 🇵🇱
 
🏙️ Mori Tower
Nowoczesny, 238-metrowy wieżowiec w dzielnicy Roppongi, z platformą widokową na 52. piętrze (Tokyo City View) oraz przestrzenią wystawienniczą Mori Art Museum, gdzie prezentowana jest współczesna sztuka z całego świata.
 
🗾 Omotesandō – jedna z najbardziej prestiżowych ulic Tokio: szeroka, elegancka, pełna wyjątkowej architektury i markowych sklepów. Aleję wytyczono w latach 1912–1926 jako główną drogę prowadzącą do Meiji Shrine (Meiji Jingū), świątyni poświęconej cesarzowi Meiji i cesarzowej Shōken. Dziś porównywana jest do paryskich Pól Elizejskich.

Dzień 7

Tej nocy (z 14/15 kwietnia) w Takayamie – górskim miasteczku na wyspie Honsiu – trwa jeden z najpiękniejszych festiwali Japonii: Takayama Matsuri 🎎✨
 
To święto religijne związane z sanktuarium Hie Shrine (Sannō-sama), odprawiane jako rytuał modlitwy o pomyślność i dobre zbiory, organizowane nieprzerwanie od XVI wieku.
Po ulicach suną misternie zdobione platformy yatai 🎏 – prawdziwe dzieła sztuki, na których można zobaczyć tradycyjne mechaniczne lalki karakuri. Ciągną je mieszkańcy ubrani w historyczne kimona, a całość przypomina podróż w czasie do epoki Edo.
 
Dlatego nie mogło nas tu zabraknąć…
Z samego rana wsiedliśmy do Shinkansen 🚄 – najszybszych pociągów na świecie, potem przesiedliśmy się do ekspresu Hida Limited Express i tak w 4 godziny pokonaliśmy ponad 500 kilometrów, by dotrzeć do celu.
Droga była przepiękna – mijaliśmy zielone doliny, górskie rzeki i majestatyczną górę Fuji 🗻
 
🎎 Na święto Takayama Matsuri zdążyliśmy w samą porę…
Wielkie, oświetlone wozy już sunęły przez miasto, a dźwięki fletów rozchodziły się ponad naszymi głowami. Otaczali nas ludzie w tradycyjnych japońskich strojach, lampiony rodem z czasów Edo i setki, a może tysiące kramów z lokalnymi przysmakami.
Powiem jedno – było nieziemsko 💫
 
Miałam wrażenie, że z każdej strony wciąga mnie żywa historia, zanurzona w nowoczesnej oprawie..
 
W Takayamie spędzimy 4 noce 🌸
🎎 Takayama Matsuri – jeden z najsłynniejszych festiwali Japonii, rytuał modlitwy o pomyślność i dobre zbiory, organizowany nieprzerwanie od XVI wieku.
Na nagraniu widać ogromne, oświetlone platformy yatai, które powoli suną przez miasto przy dźwiękach fletów.
 
Całość jest bardzo spokojna, wręcz dostojna – bardziej przypomina rytuał niż dynamiczny festiwal. Dla nas było to zaskakujące doświadczenie… zupełnie inne, niż można się spodziewać.
🎎 Takayama Matsuri w Takayamie (Japonia, wyspa Honsiu).
 
Shishimai – rytualny taniec mitycznego lwa, który odwiedza domy, przynosząc szczęście i ochronę.
🎎 Takayama Matsuri – jeden z najsłynniejszych festiwali Japonii (wyspa Honsiu), rytuał modlitwy o pomyślność i dobre zbiory, organizowany nieprzerwanie od XVI wieku.
 
Na nagraniu widać jedną z lokalnych procesji zmierzających do Sakurayama Hachimangu Shrine, gdzie składane są modlitwy i domyka się rytuał. W pochodzie idą także osoby przebrane za shishimai – mityczne lwy, oczyszczające przestrzeń i przynoszące pomyślność.

Dzień 8

Takayama to niewielkie, około 90-tysięczne miasto położone w japońskich Alpach, w górskiej dolinie. Choć teren ten był zamieszkany już w okresie prehistorycznym, jako osada rozwinął się dopiero w średniowieczu.
 
Dzisiaj znane jest w całej Japonii z kilku powodów:
🏮 jednej z najlepiej zachowanych historycznych zabudów z okresu Edo (XVII–XIX w., czasu izolacji Japonii i rządów siogunatu Tokugawa) – z drewnianymi domami kupieckimi, wąskimi uliczkami dzielnicy Sanmachi Suji oraz dawnymi magazynami i warsztatami rzemieślniczymi.
 
🎎 festiwalu Takayama Matsuri, uznawanego za jeden z najpiękniejszych w Japonii, organizowanego dwa razy w roku – wiosną i jesienią. To właśnie tutaj można zobaczyć autentyczne rytuały religijne związane z lokalnymi świątyniami, a nie ich inscenizacje.
 
🏡 pobliskich wiosek Shirakawa-go i Gokayama, wpisanych na listę UNESCO ze względu na doskonale zachowaną, oryginalną zabudowę z kilkusetletnimi domami gasshō-zukuri – o stromych, krytych strzechą dachach, charakterystycznych dla tego regionu Japonii
 
Na zdjęciach uliczki Takayamy, sanktuarium Hie Shrine, muzeum Yatai Kaikan oraz obrzędy festiwalu Takayama Matsuri.
Jutro wypożyczamy samochód i wyruszamy na spotkanie z historią w przepięknej, alpejskiej przyrodzie. 🌿🏔️

Dzień 9

Shirakawa-go i Gokayama
 
Wypożyczyliśmy kei car – małe, pudełkowate auto, które wypełnia japońskie ulice.
Nie bez powodu: jest zwrotne, oszczędne i idealne do codziennego poruszania się po mieście.
 
A dla nas? Kierownica po prawej stronie i zupełnie inna obsługa skrzyni biegów – automat z dźwignią przy kierownicy 😄
I tak wyruszyliśmy w Alpy Japońskie, a dokładniej w pasmo Hida.
 
Droga prowadziła przez piękne góry i blisko 70 tuneli, w tym słynny Hida Tunnel o długości 10,7 km. To była podróż, w której krajobraz zmieniał się co kilka minut – doliny, rzeki i strome zbocza 🌿🏔️
 
🏡 Shirakawa-go
To jedna z najbardziej znanych wiosek wpisanych na listę UNESCO.
Już sam wjazd robi wrażenie – długi most prowadzący nad turkusową rzeką, która towarzyszyła nam przez dużą część trasy, wijąc się między górami.
Na miejscu stoją charakterystyczne domy gasshō-zukuri – z bardzo stromymi, krytymi strzechą dachami, które pozwalały przetrwać ciężkie, śnieżne zimy.
Widok całej doliny z tymi domami jest absolutnie niepowtarzalny.
 
🏔️ Gokayama
Tu wszystko zmienia się jeszcze bardziej – droga zaczyna się piąć wysoko w góry, wąska i kręta, prowadzi przez surowy, dziki krajobraz.
Widoki są spektakularne – w oddali widać całe pasma białych gór na tle intensywnie niebieskiego nieba.
Również wpisana na listę UNESCO, ale znacznie spokojniejsza i mniej turystyczna niż Shirakawa-go.
 
To właśnie tutaj jedliśmy jedne z najlepszych rzeczy w Japonii – chrupiącą tempurę, zupę z makaronem soba i lokalne pikle 🍜🥢
 
Pogoda zrobiła nam tego dnia prawdziwy prezent…Bezchmurne niebo, ostre światło i góry, które wyglądały jak wycięte z obrazu.
 
 
 
 
 

Dzień 10

Przez ponad 100 lat, od XV do początku XVII wieku, Japonia była krajem podzielonym i pogrążonym w chaosie. Rządzili nią daimyō (feudalni władcy), z których każdy dbał przede wszystkim o własne interesy. Trwały nieustanne wojny między rodami samurajów o władzę i terytorium.
 
W 1600 roku, po zwycięstwie nad rywalami, Tokugawa Ieyasu zdobył decydującą przewagę nad innymi władcami Japonii, a wkrótce potem ogłosił się siogunem (wojskowym władcą Japonii). Jego rządy zakończyły okres wojen i zapoczątkowały epokę Edo – ponad 250 lat pokoju, stabilności i rozwoju kultury Japonii.
Aby kontrolować cały kraj, Tokugawa stworzył sprawny system administracyjny, który zajmował się poborem podatków, finansami, policją, sądownictwem oraz zarządzaniem lasami. W tym celu wysyłał swoich urzędników z Edo (dzisiejszego Tokio) do regionów pozostających pod jego bezpośrednią kontrolą. Jednym z takich miejsc była Takayama Jinya.
 
Na zdjęciach:
📜 Takayama Jinya (1692–1868) – dawna siedziba administracji szogunatu w regionie Hida. To tutaj, przez 176 lat, urzędnicy wysyłani z Edo zarządzali regionem: pobierali podatki, prowadzili sądy, kontrolowali gospodarkę i zasoby naturalne. To jedyny taki obiekt w Japonii.
 
Wnętrza ukazują m.in. sale urzędowe i sądowe, magazyn ryżu, tradycyjny pokój gościnny (zashiki), salę konferencyjną oraz ogród w stylu japońskim z okresu Edo. Wszystkie pomieszczenia wyłożone są matami tatami, dlatego zwiedzający muszą chodzić boso.
 
⛩️ Hida Kokubun-ji Temple – jedna z najstarszych świątyń w regionie, założona w VIII wieku. Jej najbardziej charakterystycznym zabytkiem jest trójkondygnacyjna pagoda, jedyna taka w regionie Hida ( z 1821 roku). Na terenie świątyni rośnie również monumentalne drzewo miłorzębu, liczące ponad 1200 lat.
 
🪷 Genkō-ji, Hikaru Museum i stare miasto – na zdjęciach widać również buddyjską świątynię z cmentarzem Genkō-ji, budynek Hikaru Museum oraz ulice starej części miasta z tradycyjną drewnianą zabudową.
I tak kończy się nasz pobyt w tym malowniczym, górskim zakątku Japonii.
Jutro pakujemy walizki i ekspresową kolejką Hida ruszamy do Nagoi, a stamtąd shinkansenem do Kioto👍
 

Dzień 11

Nagoya przywitała nas nowoczesnym dworcem, zatłoczonymi ulicami i lśniącymi wieżowcami. Przyznam, że po kilku dniach spędzonych w cichej, górzystej przestrzeni- i podróży przez zieloną, soczystą przyrodę- poczuliśmy się trochę przytłoczeni.
 
Przez godzinę krążyliśmy z dwiema walizkami w poszukiwaniu miejsca, gdzie moglibyśmy je zostawić. Wszystkie lockery bagażowe i pobliskie przechowalnie były zajęte. Na szczęście przygarnęła je przechowalnia w pobliskim Marriott… 🙂
 
Dzięki temu udało nam się zobaczyć jeden z najważniejszych zabytków miasta.
 
>>Na zdjęciach:
 
🚄 widoki z trasy Takayama–Nagoya
 
🏯 Zamek Nagoya – dawna rezydencja rodu Tokugawa i symbol potęgi tego regionu.
Został zbudowany na początku XVII wieku na polecenie Tokugawy Ieyasu jako ważna twierdza kontrolująca szlaki między Edo a Kioto. Przez wieki był siedzibą jednej z najważniejszych linii rodu Tokugawa.
Zamek został zniszczony podczas II wojny światowej i odbudowany w drugiej połowie XX wieku. Jego najbardziej charakterystycznym elementem są złote ornamenty w kształcie delfinów (shachihoko) na dachu, symbolizujące ochronę przed pożarem i potęgę władzy.
 
🌆 Ulice miasta – widok z poziomu chodników i z 15. piętra hotelu.
Nagoya to jedno z największych miast Japonii, położone w centralnej części wyspy Honsiu, nad zatoką Ise. Liczy ponad 2 miliony mieszkańców, co czyni je czwartym co do wielkości miastem w kraju.
 
To także jedno z najważniejszych centrów przemysłowych Japonii – właśnie tutaj powstała firma Toyota, a w mieście znajduje się jej muzeum, które można zwiedzać.
Niestety tym razem zabrakło nam na to czasu, gdyż czekało już na nas Kioto…🙂

Dzień 12

Kioto przez ponad 1000 lat (794–1868) było stolicą kraju i siedzibą cesarzy, dlatego do dziś uznawane jest za duchowe i kulturowe serce Japonii. Miasto słynie z ogromnej liczby świątyń – znajduje się tu ponad 1600 miejsc kultu buddyjskiego i 400 chramów shintō.
 
Są one bardzo różnorodne – od niewielkich, ukrytych między zabudową miasta, po rozległe, monumentalne kompleksy świątynne. Wiele z nich zostało wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Dzisiaj odwiedziliśmy kilka najważniejszych, a i tak przedreptaliśmy prawie 20 kilometrów…
 
A jakie wrażenie zrobiło na mnie miasto? Mieszane. Choć Kioto liczy około 1,5 miliona mieszkańców, odniosłam wrażenie, że poza centrum – tą najbardziej turystyczną częścią – jest dość prowincjonalne i momentami mało wyraziste. Może dlatego, że nie znajdziemy tu nowoczesnych wieżowców, a zabudowa w wielu miejscach ma już za sobą lata świetności.
 
Na zdjęciach m.in.:
 
🏯 Nijō-jo Castle – zamek z początku XVII wieku, zbudowany na polecenie Tokugawy Ieyasu jako rezydencja sioguna w Kioto. Słynie z tzw. „słowiczych podłóg”, które skrzypią przy każdym kroku, ostrzegając przed intruzami. To tutaj w 1867 roku ostatni siogun oddał władzę cesarzowi, kończąc epokę Edo.
 
⛩️ Higashi Hongan-ji – jedna z największych świątyń buddyjskich w Kioto, związana ze szkołą Jōdo Shinshū (buddyzmu Czystej Krainy). Imponuje ogromną drewnianą konstrukcją i surową, monumentalną przestrzenią.
 
⛩️ Nishi Hongan-ji – druga z głównych świątyń tej samej szkoły buddyzmu, wpisana na listę UNESCO. Znana z bogato zdobionych wnętrz i pięknych drewnianych pawilonów, stanowi ważne centrum religijne.
 
🌊 Rzeka Kamo – przepływa przez centrum Kioto i jest jednym z ulubionych miejsc spacerów mieszkańców. Wzdłuż jej brzegów toczy się spokojne, codzienne życie miasta.
 
🏮 Pontocho Alley – wąska, klimatyczna uliczka pełna tradycyjnych restauracji i drewnianej zabudowy. Wieczorem nabiera wyjątkowego charakteru, z lampionami i atmosferą dawnego Kioto.
Shotengai – zadaszone pasaże handlowe w Kioto.
 
To tradycyjne ulice handlowe, przykryte dachem, które ciągną się przez setki metrów, a czasem nawet kilometry. Nie są galeriami handlowymi, lecz zwykłymi miejskimi ulicami, na których od pokoleń toczy się codzienne życie.

Dzień 13

„– Co się dzieje? – zdezorientowana rozglądam się dookoła, próbując rozpoznać teren. Wygląda na to, że znajduję się w gęstwinie. Otaczają mnie czterdziestometrowe, zielone łodygi, zakończone morzem wąskich liści. Rośliny delikatnie kołyszą się na wietrze, tworząc wysoko nade mną ogromny parasol, przez który przebija się słońce, a jego promienie malują na ziemi wzory.
Te przedstawiają jakiś spektakl. Zerkam na cienie – mam wrażenie, że o czymś opowiadają.
– O czym? – zastanawiam się. – Co to za dziwne miejsce? Gdzie jestem?
– W lesie bambusowym w Arashiyama w Kioto. Otaczają cię jedne z największych bambusów na świecie – Phyllostachys edulis – jakiś głos dochodzi z oddali. Rozglądam się, jednak nikogo nie dostrzegam.
Czuję natomiast delikatny, orzeźwiający zapach świeżego bambusa, który uspokaja zmysły. Słyszę też muzykę.
– Kto gra? – pytam zaintrygowana.
– To my – odpowiada las. – Trzaskają nasze łodygi, które wznoszą się ku niebu. Rośniemy bardzo szybko – nawet trzydzieści centymetrów na dobę – dlatego pękają nasze segmenty. Słyszysz także odgłosy korzeni, które pod ziemią szukają wody i minerałów.”
 
>>Fragment mojej książki „Świadomość Wszechświata”<<
I dziś… stoję dokładnie w tym miejscu. Wokół mnie tłumy, trudno o ciszę, która może wybrzmieć między mną i drzewami. A jednak wystarczy zatrzymać się na moment, spojrzeć w górę, by zrozumieć, że wszystko dzieje się po coś.
– A więc jestem tutaj – mówię. – Jak to możliwe? Czy mnie słyszycie?
 
Oprócz lasu bambusowego Arashiyama zobaczyliśmy dzisiaj jeszcze kilka innych miejsc. To była zorganizowana, jednodniowa wycieczka.
 
Na zdjęciach:
🎋 Las bambusowy Arashiyama – jego początki sięgają okresu Heian (794–1185), kiedy okolica była miejscem wypoczynku arystokracji, a bambus sadzono jako element ogrodów i krajobrazu. Dziś jest jedną z najpopularniejszych atrakcji Kioto.
 
Ścieżka prowadząca przez bambusowy zagajnik ma około 500 metrów długości i łączy okolice świątyni Tenryū-ji z rejonem rzeki Katsura. W 1996 roku dźwięki poruszających się na wietrze bambusów zostały wpisane przez japońskie Ministerstwo Środowiska na listę „100 pejzaży dźwiękowych Japonii”.
 
🌿 Okochi Sansō Garden – ogród dawnej rezydencji aktora filmowego z początku XX wieku, położony tuż przy lesie bambusowym. To starannie zaprojektowana przestrzeń z widokami na góry, ścieżkami prowadzącymi przez różne krajobrazy i miejscami do zatrzymania się.
 
🌉 Most Tenryū-ji (Togetsukyō Bridge) – jeden z symboli Arashiyamy, rozciągający się nad rzeką Katsura. Z mostu rozpościera się widok na góry i naturę zmieniającą się wraz z porami roku.
 
⛩️ Fushimi Inari Taisha – jedna z najważniejszych świątyń shintō w Japonii, znana z tysięcy czerwonych bram torii tworzących długie, wijące się ścieżki na zboczu góry Inari. Każda z nich jest darem wiernych i symbolem modlitwy o pomyślność.
 
🦌 Nara – dawna stolica Japonii w latach 710–794, zanim funkcję tę przejęło Kioto. To tutaj powstały jedne z najstarszych i najważniejszych świątyń w kraju.
W kadrze pojawia się monumentalna brama prowadząca do świątyni oraz zabudowania sakralne oglądane z zewnątrz.
 
Miasto znane jest przede wszystkim z wolno spacerujących jeleni, uznawanych za święte zwierzęta i symbol opieki bogów. Przechadzają się między ludźmi, jakby od zawsze były częścią tego miejsca, tworząc wyjątkowy, niemal nierealny klimat.

Dzień 14

Gejsze w naszej kulturze często kojarzone są błędnie – jako symbol egzotyki czy towarzystwa dla mężczyzn. Tymczasem w Japonii od wieków pełnią zupełnie inną rolę.
 
Pojawiły się w okresie Edo (XVII–XIX wiek) jako profesjonalne artystki, których zadaniem było umilanie spotkań poprzez muzykę, taniec, śpiew i rozmowę. Były wykształcone, zdyscyplinowane i niezależne – przechodziły wieloletnie szkolenie, ucząc się nie tylko sztuki, ale także zasad zachowania i prowadzenia konwersacji.
W Kioto do dziś funkcjonują jako geiko, a ich uczennice – maiko – kontynuując tę tradycję. Spotkania z nimi należą do jednych z najbardziej elitarnych doświadczeń w Japonii – krótkie występy czy pokazy kosztują około 5 000–17 000 jenów, natomiast kolacje z ich udziałem to już wydatek rzędu 40 000–80 000 jenów.
 
Wieczory z udziałem gejsz odbywają się najczęściej w tradycyjnych herbaciarniach i trwają około 1–2 godzin – obejmują rozmowę, taniec i muzykę. Koszt takiego spotkania, dzielony między gości, wynosi zazwyczaj od kilkudziesięciu tysięcy jenów za osobę i rośnie wraz z liczbą artystek.
 
Na zdjęciach:
🏮 Gion (dzielnica gejsz) – najbardziej znana historyczna część Kioto, rozwijająca się od XVII wieku w pobliżu świątyni Yasaka. To centrum kultury gejsz i ich uczennic. Znajdują się tu tradycyjne herbaciarnie (ochaya), gdzie odbywają się spotkania z ich udziałem – przy muzyce, tańcu i rozmowie – oraz teatr Gion Corner.
Spacerując po Gion, można je spotkać – pojawiają się nagle i znikają równie szybko. Nie wolno robić im zdjęć na ulicy – pilnują tego strażnicy, a same gejsze często zasłaniają twarz dłonią.
 
✨ Kinkaku-ji (Złoty Pawilon) – świątynia zen z końca XIV wieku (1397), pierwotnie rezydencja sioguna Ashikagi Yoshimitsu. Po jego śmierci przekształcona w świątynię. Dwie górne kondygnacje pokryte są płatkami złota. Obecny budynek jest rekonstrukcją z 1955 roku po pożarze.
 
🌿 Ginkaku-ji (Srebrny Pawilon) – powstał w XV wieku (1482) jako willa sioguna Ashikagi Yoshimasy. Wbrew nazwie nigdy nie został pokryty srebrem. Jest jednym z najważniejszych przykładów architektury okresu Muromachi i związanej z nim estetyki zen. Kompleks wpisany jest na listę UNESCO.

Dzień 15

Dzisiaj wybraliśmy się na kilkugodzinną wycieczkę do Osaki. Przyznam, że nie liczyłam na jakieś wielkie „wow”… No bo ile można zobaczyć w tak krótkim czasie w trzecim co do wielkości mieście Japonii (po Tokio i Jokohamie)? W Osace żyje ponad 2,7 miliona ludzi, a cała aglomeracja liczy ponad 19 milionów mieszkańców.
Ale myliłam się – i to bardzo…
 
Wystarczyło przejść się ulicami dzielnicy Dōtonbori, by poczuć magię neonów, kolorów i tętniącego życia. To właśnie tutaj spróbowaliśmy jednego z najbardziej charakterystycznych dań ulicznych – takoyaki, czyli kulek z ciasta z kawałkami ośmiornicy w środku.
 
Potem wystarczyło zanurzyć się w jednym z największych oceanariów na świecie, aby poczuć ciszę i siłę podwodnej przestrzeni.
I już wiem, że posmakowałam miasta, które jest wyjątkowe – dynamiczne, kontrastowe i pełne zupełnie różnych wymiarów, które istnieją obok siebie.
 
Na zdjęciach:
🌆 Dōtonbori – dzielnica rozwinięta wzdłuż kanału z początku XVII wieku, który powstał jako część infrastruktury handlowej miasta. Z czasem okolica stała się centrum teatrów kabuki i rozrywki, a dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów Osaki. Charakterystyczne są ogromne, trójwymiarowe reklamy (np. krab czy sushi) oraz neonowy szyld biegacza Glico, obecny tu od 1935 roku.
 
🐠 Osaka Aquarium Kaiyukan – otwarte w 1990 roku, należy do największych oceanariów na świecie. Ekspozycja obejmuje różne regiony Pacyfiku – od Antarktydy, przez wybrzeża Japonii, aż po Chile. Centralny zbiornik ma ponad 9 metrów głębokości i mieści około 5 400 ton wody, a jego głównym mieszkańcem jest rekin wielorybi – największa ryba świata.
 
W oceanarium można zobaczyć m.in. pingwiny z Antarktydy, wydry morskie, płaszczki, a także rzadziej spotykane gatunki, jak samogłów (Mola mola) – jedna z najbardziej niezwykłych ryb świata. Zwiedzanie prowadzi spiralnie w dół, przez kolejne warstwy oceanu.
Osaka dzisiaj.
Most nad kanałem w Dōtonbori.
 
Wokół tłum, światło neonów i nieustanny ruch – miasto w swojej najbardziej intensywnej odsłonie.
Osaka Aquarium Kaiyukan dzisiaj.
🐟 Samogłów (Mola mola) – jedna z najbardziej niezwykłych ryb świata. Ma spłaszczone, niemal okrągłe ciało i wygląda, jakby była „niedokończona”.
To najcięższa ryba kostnoszkieletowa – dorasta do około 3 metrów długości i może ważyć nawet 2 tony. Samice należą do najbardziej płodnych zwierząt na Ziemi – jednorazowo składają nawet 300 milionów jaj.
Choć wygląda nieporadnie, potrafi nurkować na duże głębokości, a często można ją zobaczyć przy powierzchni, gdzie „wygrzewa się” w słońcu.

Dzień 16

Ostatni dzień naszej obecności w Kioto przyniósł deszcz. I dobrze.
Łatwiej było zatrzymać się na chwilę i zająć bardziej przyziemnymi sprawami – pakowaniem, praniem, poszukiwaniem nail studio czy wymianą voucherów na bilety.
 
Przyjemniej było też po prostu usiąść z kawą i zanurzyć się w chwili – gdzieś pomiędzy wrażeniami z tej dalekiej podróży… odpocząć.
 
Po drodze trafiliśmy jeszcze na niewielką wystawę prac japońskiego artysty Kazuhi­sy Kusaby – intensywną, kolorową i zupełnie inną niż spokojna przestrzeń świątyń.
Przed nami kolejny etap – Hiroshima. Jutro rano wyruszamy.
 
Na zdjęciach: ostatni zabytek Kioto, który udało nam się dziś zobaczyć.
⛩️ Tō-ji Temple – świątynia założona w 796 roku, należąca do szkoły buddyzmu Shingon. Została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako część zabytków historycznego Kioto i do dziś pełni funkcję ważnego ośrodka religijnego.
Najbardziej charakterystycznym elementem Tō-ji jest pięciokondygnacyjna pagoda – wieża, w której dawniej przechowywane były relikwie Buddy.
 
Z wysokością około 55 metrów stanowi najwyższą drewnianą konstrukcję tego typu w Japonii. Jej pięć kondygnacji odnosi się do pięciu elementów: ziemi, wody, ognia, wiatru i przestrzeni, tworząc pełnię wszechświata w filozofii buddyjskiej. W Japonii zachowało się zaledwie około 20–25 takich pagód, co podkreśla wyjątkowość tego miejsca.
 
W Kondō (Głównej Hali) znajduje się monumentalny posąg Buddy Yakushi (Buddy Medycyny), pokryty złotem. Towarzyszą mu dwaj bodhisattwowie oraz potężne postacie strażników, tworzące rozbudowaną scenę o silnym, niemal teatralnym wyrazie.
 
Buddyzm należy dziś do głównych religii Japonii – deklaruje go około 70–80% społeczeństwa, choć w praktyce przenika się on z rodzimym shintō, które stanowi najstarszą tradycję religijną kraju.

Dzień 17

Shinkansen zawiózł nas do Hiroszimy. Podróż była przednia – dosłownie – bo siedzieliśmy w pierwszym wagonie, na miejscach nr 1 A i B. Pogoda sprzyjała oglądaniu widoków za szybą, więc nie mogłam oderwać wzroku od tego, co mijało za oknem. To już ostatnia nasza podróż tą koleją w Japonii, więc chciałam nasycić się chwilą…
 
A Hiroszima? Choć mamy na poznanie miasta cztery dni, już na „dzień dobry” uwiodła nas przepięknym ogrodem Shukkei-en.
 
Ale przyznam szczerze – w odbiorze tego miejsca jest coś jeszcze… niewypowiedziany ciężar związany z wybuchem bomby atomowej w 1945 roku. Ta emocja tak silnie oddziałuje na wyobraźnię, że niemal w każdym spojrzeniu wracam myślami do tamtych chwil.
 
Na zdjęciach:
🚄 Shinkansen – japońska kolej dużych prędkości, działająca od 1964 roku. Pociągi osiągają prędkości do 300–320 km/h i słyną z niezwykłej punktualności. To jeden z symboli nowoczesnej Japonii.
 
🌿 Shukkei-en Garden – ogród założony w 1620 roku przez lokalnego daimyō Asano Nagaakirę. Zaprojektowany jako ogród krajobrazowy, w miniaturze odtwarza naturalne pejzaże – góry, doliny i rzeki. Centralnym punktem jest staw, wokół którego prowadzą kręte ścieżki i mostki, odsłaniające zmieniające się widoki. Ogród został poważnie zniszczony podczas wybuchu bomby atomowej w 1945 roku, ale później został odbudowany i dziś znów zachwyca harmonią oraz spokojem.
 
🕊️ Pomnik Sadako Sasaki – niewielka rzeźba spotkana na ulicy Hiroszimy, nawiązująca do historii dziewczynki, która przeżyła wybuch bomby atomowej, a kilka lat później zmarła na skutek choroby popromiennej. Motyw papierowego żurawia, który składała, stał się symbolem nadziei i pokoju, obecnym dziś w wielu miejscach miasta.

Dzień 18

6 sierpnia 1945 roku o godzinie 8:15 rano na Hiroszimę zrzucono bombę atomową. Do końca 1945 roku zginęło około 140 tysięcy ludzi – niemal połowa populacji miasta. W kolejnych latach, na skutek promieniowania, zmarły dziesiątki tysięcy następnych osób. Obecnie łączną liczbę ofiar szacuje się na około 350 tysięcy.
Dzisiaj byłam w Hiroszimie, by zmierzyć się z przeszłością…
„Dziwne, ale nie odchodzę. Z własnej, nieprzymuszonej woli krążę nad zgliszczami Hiroszimy. Niczym obłąkane zwierzę kluczę pośród pustki i ciszy, która zionie śmiercią.
– Dlaczego – pytam siebie – wciąż tu jestem? Czego szukam?
Nie znajduję odpowiedzi, lecz czuję, że jakaś energia przyciąga mnie, zatrzymuje w tym miejscu. Boję się, że to ciemna strona mojego ja. Ludzkie ego, które obudziło się nagle, aby uświadomić mi moją własną destrukcyjność oraz niszczycielski potencjał; jakby najciemniejsze aspekty mojej duszy przejęły nade mną kontrolę, ukazując mi najmroczniejsze zakamarki ludzkiej natury.
– Kim jestem i komu mam dostarczyć informację… – boję się.
Właśnie oglądam obrazy popromienne, namalowane na ścianach i chodnikach miasta. To sylwetki mieszkańców, zwierząt i roślin, złapane w ostatnich chwilach życia. Widzę także odbicia maszyn, które nie zdążyły dokończyć pracy.
– Świat cieni – wzdycham. – Ciekawe, dlaczego powstał? O czym ma nam powiedzieć?
– Powstał, aby ostrzegać przyszłe pokolenia. Uświadomić im skalę zniszczeń i zbrodni, które mogą nadejść, jeśli ludzkość się nie zmieni – odpowiada jakiś niebieski qubit, który krąży obok.
– A zmieni się? – podejrzliwie spoglądam w jego stronę.
– Oczywiście. Spójrz tylko.”
 
Fragment mojej książki „Świadomość Wszechświata”
W 1950 roku populacja Hiroszimy wynosiła już około 280 tysięcy mieszkańców – niemal tyle, co przed wojną. Dziś miasto zamieszkuje blisko 1,2 miliona ludzi. To nowoczesna, tętniąca życiem aglomeracja. Wysokie budynki, galerie handlowe, tramwaje, łódki na rzece… zwyczajne życie, które toczy się jak wszędzie.
 
Na zdjęciach m.in.
🌳 Park Pokoju (Peace Memorial Park) – rozległa przestrzeń w centrum miasta, zaprojektowana jako miejsce pamięci i refleksji. Na jego terenie znajdują się liczne pomniki i miejsca upamiętnienia ofiar.
 
📍 Hypocenter (punkt zero) – miejsce, nad którym eksplodowała bomba atomowa, oznaczone dziś tablicą w przestrzeni miasta.
 
🪦 Memorial Cenotaph – łukowy pomnik z księgami zawierającymi nazwiska ofiar. Ustawiony w osi, z której widać Kopułę Bomby Atomowej.
 
🔥 Flame of Peace – płomień palący się nieprzerwanie od 1964 roku. Zgaśnie dopiero wtedy, gdy na świecie zniknie broń nuklearna.
 
🏚️ Genbaku Dome – ruiny budynku zachowane w stanie zbliżonym do tego z dnia wybuchu. Jeden z najważniejszych symboli Hiroszimy.
 
🏛️ Peace Memorial Museum – muzeum pokazujące skalę zniszczeń i ludzkich tragedii po wybuchu bomby atomowej. Znajdują się tu fotografie ofiar, relacje świadków, osobiste przedmioty mieszkańców, fragmenty zniszczonych budynków oraz multimedialne prezentacje. Pokazano także ślady pozostawione przez wybuch, w tym tzw. „cienie” utrwalone na kamieniu i innych powierzchniach.
 
🕊️ Hiroshima National Peace Memorial Hall – miejsce wyciszenia i pamięci, poświęcone wszystkim ofiarom bomby.
 
⛪ Memorial Cathedral for World Peace – katolicki kościół odbudowany po wojnie. Katolicy stanowią w Japonii około 0,3% społeczeństwa.
 
🏯 Zamek w Hiroszimie – pierwotnie z XVI wieku, zniszczony podczas wybuchu i odbudowany po wojnie.
 
🏟️ Edion Peace Wing Hiroshima – nowoczesny stadion piłkarski otwarty w 2024 roku, symbol współczesnego miasta.
Hiroszima – 6 sierpnia 1945, godz. 8:15.
 
Symulacja wybuchu bomby atomowej: miasto przed, w chwili eksplozji i po niej.
Makieta z Peace Memorial Museum.

Dzień 19

Odkąd przybyliśmy do Hiroszimy, wciąż myślałam o ogromnej metalowej kopule, która góruje nad miastem. Nie sposób jej nie zauważyć. Znajduje się na jednym ze zboczy, pośród zielonych drzew. Z daleka przypomina coś pomiędzy gigantyczną bombą a nowoczesną interpretacją buddyjskiej pagody. Hiroshima Peace Pagoda – podpowiedział ChatGPT, a Google Maps pokazywał około kilometra pod górę… więc ruszyliśmy.
 
Schody ciągnęły się bez końca – przez ciasne zabudowania, potem las, a dalej między dziesiątkami czerwonych bram torii (鳥居), które wyznaczają świętą przestrzeń w religii shintō. Po drodze trafiliśmy też na pozostałości bunkrów i stanowisk przeciwlotniczych z czasów II wojny światowej.
 
A kiedy w końcu dotarliśmy na szczyt… widok dosłownie zapierał dech. Cała Hiroszima rozciągała się pod nami – spokojna, zielona, zupełnie inna niż jej przeszłość.
 
Popołudnie spędziliśmy w dzielnicy Yokogawa, gdzie trafiliśmy na Fushigi Festival – coroczne, trochę surrealistyczne wydarzenie pełne ulicznych występów i bardzo swobodnej atmosfery. Było w tym coś jednocześnie chaotycznego i pięknego. Nawet deszcz, który zaczął padać, kompletnie nam nie przeszkadzał – wręcz dodał klimatu.
Na koniec dnia – uczta dla ducha w Hiroshima Museum of Art.
 
Na zdjęciach:
📍 Hiroshima Peace Pagoda / Futabayama Peace Tower
Zbudowana w 1966 roku na szczycie Futabayama jako buddyjska stupa pokoju. Powstała, by modlić się za ofiary bomby atomowej i o świat bez wojny. W środku znajdują się relikwie Buddy podarowane m.in. z Indii, Sri Lanki i przez buddystów z Mongolii; w przedniej części stoi też posąg Buddy ze Sri Lanki.
 
⛩️ Hiroshima Tōshōgū Shrine
Świątynia shintō z XVII wieku, poświęcona Tokugawie Ieyasu. To właśnie w jej stronę prowadzą czerwone bramy torii na zboczu. Zniszczona w 1945 roku, została później odbudowana.
 
🎭 Fushigi Festival, Yokogawa
Coroczny lokalny festiwal w dzielnicy Yokogawa. „Fushigi” znaczy „dziwny/tajemniczy” — i taki jest klimat: uliczne występy, muzyka, sztuka, trochę chaosu i dużo swobody.
 
🖼️ Hiroshima Museum of Art
Muzeum otwarte w 1978 roku, stworzone jako symbol odbudowy miasta przez sztukę. Skrywa ponad 90 oryginałów impresjonistów i postimpresjonistów, m.in. Moneta, Renoira, Degasa, Pissarra, Sisleya, Cézanne’a, van Gogha oraz Picassa — kolekcję wartą dziś grubo ponad miliard dolarów.
🎭 Uliczne występy podczas Fushigi Festival w artystycznej dzielnicy Yokogawa w Hiroszimie.
🎭 Uliczne występy podczas Fushigi Festival w artystycznej dzielnicy Yokogawa w Hiroszimie.

Dzień 20

Wiele niezwykłych rzeczy słyszeliśmy o tej niewielkiej wysepce położonej niedaleko Hiroszimy. Internet wabi bramą torii, która podczas przypływu wygląda, jakby unosiła się na wodzie, a turyści opowiadają o niezwykłych widokach ze szczytu Świętej góry Mount Misen. Rankiem wsiedliśmy więc do tramwaju, który zawiózł nas wprost do portu nad Morzem Wewnętrznym Seto, a stamtąd promem przepłynęliśmy na wyspę.
I co się okazało?
 
Brama torii rzeczywiście stała w nieco wilgotnej lagunie, więc ludzie bez problemu podchodzili do niej. Po ulicach, sklepach i parkach spacerowały japońskie jelenie, a dwie kolejki linowe śmigały nad górami, transportując turystów niemal pod sam szczyt.
 
Wsiedliśmy. Już z wagoników widoki zapierały dech w piersiach… ale Mount Misen był jeszcze wyżej i kusił.
Wzięliśmy więc nogi za pas i ostatni kilometr pokonaliśmy pieszo. Na górze chwila zachwytu – a potem 2,5 kilometra w dół, przez las i ogromne kamienne schody, z powrotem do miasteczka.
 
Tam przywitała nas brama torii zanurzona już w wodzie i morze lśniące w promieniach popołudniowego słońca.
I czego chcieć więcej od życia?
 
Na zdjęciach:
📍 Miyajima
Niewielka wyspa i miasteczko oddalone o ok. 20 km od Hiroszimy. Nie została zniszczona podczas wybuchu bomby atomowej w 1945 roku, ponieważ znajdowała się poza strefą największych zniszczeń. Dzięki temu część zabudowy ma historyczny charakter, choć wiele domów było z czasem odnawianych.
 
⛰️ Mount Misen
Święta góra o wysokości 535 m n.p.m., najwyższy punkt wyspy. Na szczyt prowadzą szlaki piesze oraz dwie kolejki linowe (gondolowa i przesiadkowa).
Wzdłuż szlaku ciągną się ukryte w lesie świątynie i małe miejsca kultu – kamienne figurki, kapliczki oraz ciche, niemal mistyczne zakątki.
 
⛩️ Itsukushima Shrine – brama torii
Jedna z najsłynniejszych bram torii w Japonii – ma ok. 16 m wysokości i stoi w płytkiej zatoce. Podczas przypływu sprawia wrażenie „pływającej”, a przy odpływie można podejść do niej suchą stopą.

Dzień 21

Nasza podróż po Japonii dobiega już końca. Pakujemy walizki i jutro wylatujemy z Hiroszimy do Tokio, gdzie spędzimy ostatnią dobę w kraju kwitnącej wiśni. Potem długi lot do Polski, przez Frankfurt.
 
Jak minął nam dzisiejszy dzień?
Odwiedziliśmy Iwakuni – niewielkie miasteczko, które słynie nie tylko z jednego z najstarszych i najpiękniejszych mostów w kraju, ale także z białych węży, uznawanych w Japonii za święte. Ale po kolei…
 
Największą atrakcją Iwakuni jest Kintai Bridge – niezwykły, drewniany most o pięciu łukach, uznawany za jeden z najpiękniejszych w Japonii. Został wybudowany w 1673 roku i mimo licznych odbudów wciąż zachwyca swoją formą i lekkością.
To właśnie przy nim odbędą się jutro obchody japońskiego święta Shōwa Day. Mostem przejdzie pochód samurajów i ludzi w historycznych strojach, będą bębny taiko i tradycyjne tańce – jak za czasów epoki Edo. Do miasteczka przybędą tysiące osób – aż szkoda, że nie będzie nas wśród nich… ale cóż, nie można mieć wszystkiego 🙂
 
Za to dzisiaj, korzystając z ciszy i pięknej pogody, zwiedziliśmy Iwakuni Castle, wzniesiony w XVII wieku przez daimyo Kikkawa Hiroie. Na szczyt góry wjechaliśmy kolejką linową, a następnie spacerową trasą dotarliśmy do zamku i punktów widokowych.
Odwiedziliśmy też muzeum białych węży – wyjątkowych stworzeń, które w Japonii uznawane są za święte i utożsamiane z boginią Benzaiten – patronką bogactwa, sztuki i wody.
To był spokojny, trochę refleksyjny dzień (choć nad głową co jakiś czas przelatywały bojowe myśliwce). Przespacerowaliśmy ponad 16 kilometrów, podziwiając rzekę Nishiki, mosty i zielone wzgórza prowadzące od dworca aż do centrum miasta.
 
Na zdjęciach:
📍 Uliczki Iwakuni
Miasto w prefekturze Yamaguchi o powierzchni ok. 870 km² i populacji ok. 130 tys. mieszkańców. Przez miasto przepływa rzeka Nishiki, a w jego pobliżu znajduje się także baza wojskowa US Marine Corps Iwakuni – jedna z ważniejszych amerykańskich w Japonii.
 
🏯 Iwakuni Castle
Zamek stoi na górze Shiroyama (ok. 200 m n.p.m.) i oferuje panoramę doliny rzeki Nishiki oraz mostu Kintai. Wewnątrz znajduje się niewielkie muzeum prezentujące zbroje samurajskie, broń oraz eksponaty związane z rodem Kikkawa.
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Malta – Valetta

Malta - Valetta

luty 2026

Dzień 1

W natłoku zdarzeń, w wirze codziennych spraw, tak łatwo zapomnieć o chwili tylko dla siebie.
 
Dlatego wyrwaliśmy trzy dni z codzienności… i polecieliśmy na Maltę ✈️
 
Ciekawe, czym zaskoczy nas ta wyspa🧐
 
PS. Na szczęście walizka doleciała razem z nami 🙂

Dzień 2

Spacerując wąskimi uliczkami próbowaliśmy nie myśleć o wielkich sprawach tego świata — w szczególności o konflikcie na Bliskim Wschodzie.
 
Uchwycić się nadziei, że będzie dobrze. Bo przecież musi.
 
Na zdjęciach:
1️⃣ Valletta 🏛️ – miasto zbudowane w XVI wieku przez Rycerzy Zakonu św. Jana. Wzniesiono je z lokalnego wapienia, który nadaje budynkom złocisty kolor – szczególnie piękny w słońcu. Nad miastem górują potężne fortyfikacje: grube mury, bastiony i obronne tarasy schodzące ku morzu. Pod powierzchnią kryją się wykute w skale korytarze i schrony, z których część wykorzystywano jeszcze podczas II wojny światowej.
 
2️⃣ Katedra św. Jana ⛪ – główny kościół Zakonu Rycerzy św. Jana, którzy rządzili Maltą przez ponad 250 lat. Z zewnątrz jest surowa i przypomina raczej twierdzę niż świątynię. Wnętrze jest jednak jednym z najbogatszych przykładów baroku w Europie – z marmurową posadzką z nagrobkami rycerzy oraz słynnym obrazem Caravaggia „Ścięcie św. Jana Chrzciciela”.
 
3️⃣ Pałac Wielkiego Mistrza 🏰 – dawna siedziba przywódców Zakonu Maltańskiego i centrum władzy na wyspie. Od XVI wieku do 1798 roku rezydowali tu wielcy mistrzowie Zakonu św. Jana, którzy rządzili Maltą przez ponad dwa i pół wieku. W tych murach podejmowano decyzje dotyczące obrony wyspy i polityki w regionie Morza Śródziemnego. Dziś mieści się tu siedziba prezydenta Malty i część instytucji państwowych.

Dzień 3

Chyba każdy z nas doświadczył w życiu swoich cudów — takich, które głęboko nosi w sercu. Jedni zaliczają je do losowych zdarzeń, inni wierzą w boską interwencję.
 
Dzisiaj w Rotundzie na Malcie stałam obok jednej z trzech ogromnych bomb, które w 1942 roku spadły na kościół pełen ludzi i nie wybuchły. I jak tu nie wierzyć?
 
Na zdjęciach m.in.
1️⃣ Klify Dingli 🌊 – najwyższe klify Malty, wznoszące się miejscami na ponad 250 metrów nad Morzem Śródziemnym. Tworzą potężną ścianę z jasnego wapienia, który przez tysiące lat rzeźbiły wiatr i fale. Z ich krawędzi widać niewielką wyspę Filfla, leżącą kilka kilometrów od południowego wybrzeża Malty.
 
2️⃣ Mdina i Katedra Metropolitalna ⛪ – dawna stolica Malty, nazywana „Cichym Miastem”. Jej początki sięgają czasów fenickich, a przez wiele stuleci była centrum władzy na wyspie. W samym sercu Mdiny stoi barokowa Katedra św. Pawła, wzniesiona w XVII wieku po trzęsieniu ziemi z 1693 roku, które zniszczyło wcześniejszą świątynię.
 
3️⃣ Rotunda w Moście ⛪ – monumentalny kościół z XIX wieku o okrągłym planie i średnicy około 55 metrów. Budowano go prawie 30 lat (1833–1860) z lokalnego wapienia. Grubość murów u podstawy sięga ponad 8 metrów, a ogromna kopuła należy do największych w Europie i dominuje nad panoramą całego miasta Mosta.

Dzień 4

Szczęśliwie wróciliśmy do domu ✈️
 
Pogoda była wspaniała, więc w drodze zrobiłam zdjęcia z nieba i nagrałam krótki film, który publikuję w następnym wpisie 🎥
 
Tymczasem – kilka słów o Malcie📜
 
Choć z góry wygląda niepozornie, wyspa jest jednym z najbardziej nasyconych historią miejsc w Europie.
 
Pierwsi ludzie dotarli tu około 5200 r. p.n.e., prawdopodobnie z Sycylii. To oni wznieśli megalityczne świątynie (3600–2500 r. p.n.e.) – starsze niż piramidy w Egipcie.
 
Powierzchnia całego państwa liczy zaledwie 316 km² >> około 27 km długości i 14 km szerokości.
 
Przez wyspę przechodzili kolejno:
– Fenicjanie (od VIII w. p.n.e.) ⚓
– Rzymianie (218 p.n.e.–870 n.e.) 🏛
– Arabowie (870–1091) 🌿
– Rycerze Zakonu św. Jana (1530–1798) 🛡
– Francuzi – zaledwie 2 lata 🇫🇷
– Brytyjczycy (1814–1964) 🇬🇧
 
Niepodległość Malta uzyskała w 1964 roku.
Dziś to republika parlamentarna, członek Unii Europejskiej (od 2004 r.).
Mieszka tu około 520 tysięcy osób, a rocznie przyjeżdża kilka milionów turystów – wielokrotnie więcej niż liczba mieszkańców.
>>>>
 
To tyle w skrócie. Wypoczęta rozpakowuję się i już wracam do 12. części „Hologramowego Świata” pt. „Moralność”, by z karawaną zmierzać do Babilonu 💪🙂
Malta z lotu ptaka. Zawsze lubię ten moment.. Kiedy miejsce oddala się powoli, a ja jeszcze przez chwilę patrzę, jak znika w świetle ✈️✨✨
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Hiszpania – Madryt

Hiszpania - Madryt

styczeń 2026

Dzień 1

Madryt dziś 🌧️🙂
 
Zmęczeni i w deszczu, ale z lekkim, radosnym sercem powitaliśmy dziś stolicę Hiszpanii ❤️ To właśnie tutaj spędzimy pierwszy zagraniczny weekend w tym roku ✈️
 
Przyznam, że czuję się trochę dziwnie — Madrytu nie opisałam jeszcze w żadnej książce 📖 Otwieram więc szeroko oczy 👀
 
Kto wie? Być może fabuła już sama się układa 💪

Dzień 2

Słońce i deszcz bawiły się z nami w berka 🌦️, sprawdzając, czy zdążymy zamieniać okulary przeciwsłoneczne na parasol. Ale byliśmy sprytniejsi — poruszaliśmy się slalomem między muzeami, kawiarenkami i przepięknymi ulicami miasta.
 
Co zapamiętam najbardziej?
 
1. Museo Arqueológico Nacional 🏛️
Muzeum archeologiczne, w którym czułam się jak ryba w wodzie. Wszystko uporządkowane epokami — historia opowiedziana od milionów lat wstecz aż po współczesność. Wykopaliska, rzeźby, artefakty… prawdziwy raj dla serca i duszy.
 
2. Museo del Prado 🎨
Spotkanie z wielkimi mistrzami: Velázquez, Goya, El Greco, Bosch i Rubens. Arcydzieła, przy których czas na chwilę się zatrzymuje, a my stoimy w ciszy, chłonąc więcej, niż da się opisać słowami.
 
3. Migdałowe croissanty 🥐
Ciepłe, pachnące, rozpływające się w ustach. Małe rzeczy, a zostają w pamięci równie mocno jak obrazy i kamienne rzeźby.
A jutro… mamy zarezerwowany pobyt w Pałacu Królewskim 👑 Już nie mogę się doczekać.🧐

Dzień 3

Dziś posmakowaliśmy przepychu władzy. Niczym dawni królowie pławiliśmy się w kosztownych, okazałych komnatach Zamku Królewskiego w Madrycie. Otaczały nas złote sztukaterie, ciężkie żyrandole, misternie wyszywane arrasy i chłodny blask marmurów 🤍
 
A także królewskie karoce, korony i trony, które niczym magnes przyciągały wzrok i ciało, zapraszając w XVI i XVII wiek. W erę Złotego Wieku Hiszpanii, gdy była panem świata, rozciągając swoje macki na Europę, obie Ameryki, Afrykę i Azję 🌍🇪🇸
Wejdź i Ty… poczuj ten smak 😊
────────────────────
 
Ach, ci królowie… 👑✨
Choć korzenie Hiszpanii sięgają starożytności, to rok 1492 uznaje się za symboliczny początek nowożytnego państwa. Wcześniej Półwysep Iberyjski pozostawał kolejno pod panowaniem Fenicjan, Greków, Kartagińczyków i Rzymian, a najdłużej – przez ponad sześć wieków – muzułmanów 🏺.
 
Pierwszym królem zjednoczonej Hiszpanii był Karol I Habsburg (1516), znany w Europie jako cesarz Karol V 👑. Po nim na tronie zasiadało wielu monarchów różnych dynastii, z których najdłużej rządzili Burbonowie – od XVIII wieku do dziś, z przerwami. To właśnie oni na zgliszczach średniowiecznej twierdzy wznieśli Zamek Królewski, ustanawiając go oficjalną rezydencją króla. Funkcję tę zamek pełnił aż do 1931 roku, czyli do proklamowania II Republiki i wyjazdu króla Alfonsa XIII z kraju 🕰️.
 
Dziś hiszpańska monarchia ma charakter konstytucyjny i reprezentacyjny. Obecnym królem jest Filip VI, który objął tron w 2014 roku po abdykacji swojego ojca, Juana Carlosa I. Abdykacja była związana z kryzysem wizerunkowym monarchii, obejmującym skandale finansowe, życie prywatne króla i narastającą presję społeczną.
 
Dziś król Hiszpanii pełni funkcję konstytucyjną i reprezentacyjną – nie rządzi, lecz symbolizuje ciągłość państwa, podpisuje ustawy i reprezentuje kraj na arenie międzynarodowej. Na co dzień mieszka w Pałacu Zarzuela na obrzeżach Madrytu.

Dzień 4

Słońce wyprowadziło nas dzisiaj w zielone przestrzenie miasta 🌿 – nad rzekę Manzanares i parki ciągnące się wzdłuż jej brzegów. Choć zimą krajobraz jest przygaszony, a zamiast ptasich koncertów słychać głównie kaczki i mewy 🦆🐦, było przepięknie. Ścieżki, trawniki, mostki i cisza… która opowiadała niestworzone historie.
 
Mayrit znaczy – „miejsce wód” 💧
I bynajmniej nie chodzi tu o szlaki rzeczne przepływające przez miasto, lecz o źródła wody ukryte pod ziemią. Madryt powstał w IX wieku jako muzułmańska osada i twierdza Mayrit. Aby zapewnić mieszkańcom dostęp do wody pitnej, zbudowano sieć podziemnych kanałów wodnych – tzw. qanatów. Były to długie, wąskie galerie drążone pod ziemią, które zbierały wodę gruntową i doprowadzały ją do miasta naturalnym spadkiem terenu, bez użycia pomp. Arabowie zastosowali technologię znaną wcześniej w Persji i na Bliskim Wschodzie. Dzięki niej woda pozostawała czysta, chłodna i chroniona przed parowaniem, co umożliwiło rozwój miasta mimo braku dużej rzeki.
 
Manzanares – obiektem kpin? 🤍
Manzanares to niewielka, sezonowa rzeka (ok. 92 km długości), która przez wieki wyznaczała zachodnią granicę miasta, lecz nigdy nie była rzeką handlową ani żeglowną. „Łatwiej ją przeskoczyć niż przepłynąć” – żartowano, ponieważ latem często wysychała lub osiągała zaledwie kilkadziesiąt centymetrów głębokości. W XX wieku uregulowano jej nurt, a wokół powstały parki, ścieżki spacerowe i rowerowe 🚶‍♀️🚴‍♂️, place zabaw oraz tereny sportowe. Dziś rzeka pełni przede wszystkim funkcję rekreacyjną, a jej poziom wody regulują śluzy, których zadaniem jest utrzymanie stałego nurtu, a nie żegluga. Przez Manzanares przerzucono kilkadziesiąt mostów – najstarszy z nich, Puente de Segovia, pochodzi z XVI wieku.
 
Parque del Buen Retiro 🌳
Parque del Buen Retiro to park o powierzchni 125 hektarów, położony w samym centrum miasta i wpisany na listę UNESCO. Powstał w XVII wieku jako ogród królewski, a dla mieszkańców został otwarty w 1868 roku. W parku znajdują się Estanque Grande – jezioro z łódkami 🚣‍♀️, monumentalny pomnik Alfonsa XII, Palacio de Cristal ✨ oraz stare drzewa, z których część ma kilkaset lat.

Dzień 5

Krótki pobyt w stolicy Hiszpanii dobiegł końca. Ostatnie godziny spędziliśmy w Museo Nacional Centro de Arte Reina Sofía – jednym z najważniejszych miejsc sztuki nowoczesnej i współczesnej w Hiszpanii. To tu spotykają się wielkie nazwiska XX wieku, awangarda, surrealizm i sztuka, która wciąż zadaje pytania 🎨
 
Szczególne wrażenie zrobiła na mnie twórczość Maruji Mallo – jednej z najciekawszych artystek hiszpańskiej awangardy. Jej obrazy działają niczym wizualna zagadka – rozbudzają wyobraźnię i prowadzą ją poza schematy oraz granice racjonalnego myślenia 💭
Spotkaliśmy się także z twórczością Pabla Picassa. Przed monumentalną „Guernicą” (1937) panował gwar – unosiły się telefony i aparaty, a tłum próbował uchwycić obraz, który od lat pozostaje jednym z najmocniejszych manifestów przeciwko wojnie 📱🖼️
 
Po południu – już poza murami muzeum – spacer pod czerwonym parasolem, w rytmie madryckiego życia 🌂
 
A wieczorem, nieco zmęczeni, ale naładowani sztuką, ruszyliśmy w kierunku lotniska✈️

Dzień 5

Madryt – Praga – Kraków  ✈️
 
Nie każda podróż przebiega zgodnie z planem — czasem Wszechświat postanawia napisać własny scenariusz. I tak lot z Madrytu do Krakowa przyniósł nam więcej wrażeń, niż się spodziewaliśmy.
 
Noc wyglądała pięknie – za oknami samolotu przestrzeń migotała gwiazdami: tymi galaktycznymi i elektrycznymi, tworzonymi przez światła miejskich aglomeracji 🌌
I byłoby naprawdę pięknie, gdyby nie turbulencje — niewielkie, ale jednak odczuwalne. Z napięciem czekałam więc na lądowanie… które niestety nie nastąpiło. Gęsta mgła nad Balicami pokrzyżowała plany i około 2 w nocy wylądowaliśmy w Pradze.
 
Ryanair poinformował, by na własną rękę wykupić nocleg — koszty miały zostać zwrócone. Udało się znaleźć Holiday Inn: 130 euro za możliwość ogarnięcia się i… około trzech godzin w hotelu. Realnie — godzina snu.
 
Rano podstawiono kolejny samolot i w południe wreszcie dotarliśmy do Krakowa.
Bez walizek. 
Cóż… nie warto dyskutować z losem.
Wygląda na to, że czas na nowe ubrania i zmianę wizerunku. 🙂
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Włochy – Rzym

Włochy - Rzym

grudzień 2025

Dzień 1

Rzym dzisiaj💪
 
Właśnie wylądowaliśmy w Rzymie. Jak wygląda Wieczne Miasto w okresie przedświątecznym w tym roku? Zobaczymy. Póki co pogoda nas rozpieszcza — 14 stopni, słońce ☀️, a córka już nie może się doczekać 😊… Zapowiada się ciekawie ✨.

Dzień 2

Kilkudniowy pobyt rozpoczęliśmy wizytą na Placu św. Piotra w Watykanie. Moje serce nie mogło inaczej — potrzebowało wyciszenia i prowadzenia w tym labiryncie żywiołów, więc zaprowadziło mnie właśnie tutaj. Sprawdzone. 💛
 
Ludzi było sporo, ale w porównaniu z tłumami, które siedem miesięcy temu przygniatały podczas oczekiwania na wybór Papieża — to naprawdę niewiele. Teraz praktycznie cały plac jest zamknięty: zastawiony krzesłami dla wiernych, powstaje stajenka, a choinka jest właśnie strojona. 🎄✨
 
Potem ruszyliśmy wzdłuż Tybru na moje ulubione wzgórze Aventyn, aby spojrzeć na wszystko z góry i z dystansu, zdała od zgiełku dnia🌟
 
Na zdjęciach — stajenki w Bazylice św. Piotra ✨ i w Bazylice Santa Maria Maggiore 🎄 oraz kilka ujęć miasta 📸🌟

Dzień 3

Dziś uciekliśmy od rzymskiego zgiełku do Castel Gandolfo – małego miasteczka nad jeziorem Albano, oddalonego od Rzymu o zaledwie 25 km. To letnia rezydencja głów Kościoła Katolickiego od XVII wieku, z której przez stulecia korzystało ponad trzydziestu papieskich następców.
 
Pałac i ogrody zajmują dziesiątki hektarów i są naprawdę wyjątkowe — położone na wzniesieniu, z panoramicznym widokiem na jezioro Albano i okoliczne wzgórza. To miejsce, w którym można odpocząć i naładować baterie — także kąpiąc się w jeziorze.
 
Ale ma też drugie oblicze: Castel Gandolfo dało schronienie tysiącom ludzi podczas II wojny światowej. Na archiwalnych zdjęciach widać, jak uchodźcy spali w ogrodach, na schodach i w komnatach pałacu — mówi się, że w tym czasie urodziło się tu kilkadziesiąt dzieci. 🕊️
 
Na terenie kompleksu działa również papieska farma – od warzyw i owoców po mleko, sery, jajka i mięso. Dziś jej produkty można kupić jako lokalne specjały. 🧀🍅🐏🐂
 
A na koniec ciekawostka: Jan Paweł II kazał tu zbudować basen. Gdy część kardynałów protestowała przeciwko kosztom, odpowiedział żartobliwie, że „basen i tak jest tańszy niż kolejne konklawe”. 😄

Dzień 4

Czas spędziliśmy spacerując po parku Villa Borghese i krętych uliczkach starego miasta. Błękitne niebo, słońce i jakaś dziwna nostalgia… Bo z pięciu dni pobytu zrobiły się nagle trzy. Dzień przylotu umknął, a jutro wracamy ✈️.
 
Ach, chciałoby się zatrzymać czas.
Na szczęście zdjęcia i wspomnienia pozostaną 📸🥹.
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Chile i Peru

Chile

wrzesień 2025

Chile - Santiago

Dzień 1

Za nami 26 godzin podróży (w tym aż 19 w samolotach!) – trasa:
Pyrzowice → Frankfurt → Bogota → Santiago.
 
Najpierw przez bezkres Atlantyku, a potem zanurzeni w surrealistycznych obrazach malowanych przez zachodzące słońce nad Ameryką Południową… Udało się uchwycić kilka pięknych kadrów 📸✨
 
Przed nami jeszcze 5 lotów wewnętrznych po Chile i Peru oraz 3 przez São Paulo w drodze do Polski. Ale najpierw – upragniony sen 😴, a potem dwa dni na rekonesans stolicy Chile. I wreszcie szturm na pustynię Atakama 💪🔥

Dzień 2

W dwa dni przeszliśmy ok. 40 km ulicami stolicy Chile: centrum i okolice. I jakie wrażenia? Santiago zaskoczyło mnie biedą. Bezdomni na każdym kroku — w namiotach, pod kocami, na ławkach, ciągnący ze sobą cały dobytek. Już 3 km od centrum chodniki zasypane śmieciami. Na ulicach kwitnie handel – ludzie na płachtach sprzedają wszystko: od zup i herbaty ☕ po ubrania, buty 👟 i zabawki. Stare rzeczy i nowe, byle co.
 
A jakie są dane? W 7-milionowym Santiago oficjalnie żyje ponad 21 tys. bezdomnych, szacunki mówią nawet o 40 tys. osób. Ponad 113 tys. rodzin mieszka w slumsach (campamentos), a 10% najbogatszych Chilijczyków zarabia 26 razy więcej niż 10% najbiedniejszych.
 
A gdzie byliśmy dzisiaj? Co zwiedziliśmy:
Cerro Santa Lucía – wzgórze, na którym w 1541 roku Pedro de Valdivia założył Santiago.
Barrio Bellavista – kolorową, artystyczną dzielnicę pełną murali 🎨, kafejek i nocnego życia, gdzie najmocniej czuć bohemę Santiago.
Museo Chileno de Arte Precolombino – dla mnie coś absolutnie niezwykłego: całe dziedzictwo cywilizacji, o których pisałam w Hologramowym Świecie i Bezimiennych – Nazca, Moche, Chavín, Inkowie, Wari i Chinchorro. Byłam w siódmym niebie ✨.
Mercado Central – ogromny, tętniący życiem targ pełen zapachów ryb 🐟, owoców morza 🦐 i ulicznego jedzenia. Choć panował tam tłok i swoisty chaos, miejsce miało w sobie niepowtarzalny charakter.
Museo Nacional de Bellas Artes – elegancki gmach i wspaniałą kolekcję sztuki chilijskiej 🖼️, prawdziwe serce kultury miasta.
 
Pogoda była zmienna – raz słońce ☀️, raz deszcz 🌧️ – ale i tak super. Jutro ruszamy dalej 🚶.

Dzień 3

By sprawiedliwości stało się zadość, postanowiliśmy dzisiaj spojrzeć na Santiago z innej perspektywy — tej lepszej. Dlatego ruszyliśmy w kierunku najbogatszej i najbardziej prestiżowej części miasta — dzielnicy Providencia. To właśnie w niej znajdują się ambasady, siedziby międzynarodowych korporacji i ekskluzywne apartamentowce. Także Gran Torre Costanera — najwyższy budynek w Ameryce Południowej (300 m, 62 piętra).
 
I jakie wrażenia? No zupełnie inne niż wczoraj. Ulice zadbane — parki, skwery, fontanny. Pieniądze płyną strugami — co widać po wnętrzach nowoczesnej galerii handlowej Costanera Center.
 
📊 A co mówią dane?
Region metropolitalny Santiago (czyli stolica wraz z otaczającymi ją dzielnicami) liczy dziś ok. 8,4 mln mieszkańców i podzielony jest na 52 dzielnice (comunas). Najbogatsze z nich – Providencia (~164 tys. mieszkańców) i Vitacura (~97 tys.) – tworzą tzw. „sector oriente”, gdzie koncentruje się klasa wyższa: biznesmeni, dyplomaci i zamożne rodziny korzystające z prywatnych szkół, ekskluzywnych sklepów i apartamentowców. Ceny nieruchomości w tych dzielnicach należą do najwyższych w całej Ameryce Południowej.
 
📸 Co zobaczyliśmy i utrwaliliśmy na zdjęciach:
Uroczystą zmianę warty przed pałacem prezydenckim La Moneda – z orkiestrą i końmi, w podniosłej atmosferze.
Ulice najbogatszej części Santiago – dzielnicy Providencia.
Wieżowiec Gran Torre Costanera i ekskluzywne wnętrza galerii Costanera Center – z największą strefą gastronomiczną, jaką kiedykolwiek widziałam w centrum handlowym 🍴.
Stację metra Universidad de Chile – ozdobiona muralem Memoria Visual de una Nación (1200 m²), opowiadającym dzieje Chile od podboju po współczesność.
Zaułek Barrio París-Londres – mały fragment Paryża i Londynu w samym sercu Santiago.
Kościół św. Franciszka – najstarszy katolicki kościół miasta (1562 r.), gdzie w mszy uczestniczą również czworonogi 🐕.
 
🌼 Dziś w Chile obchodzony jest pierwszy dzień wiosny (21 września). Z tej okazji wszyscy obdarowują się żółtymi kwiatami, które symbolizują radość, odrodzenie i nowy początek. 🙂

Chile- San Pedro de Atacama

Dzień 4

Przybyliśmy na najsuchszą pustynię świata. Są tu miejsca, gdzie od tysięcy lat nie spadła ani kropla deszczu i gdzie życie nigdy nie powstało — nie ma tu roślin, zwierząt ani nawet bakterii.
Zameldowaliśmy się w miasteczku, które od tysięcy lat jest oazą wśród bezkresu piasków i gór, dawniej zamieszkaną przez kultury Atacameños.
Nad nami niebo obsypane gwiazdami, zbliża się północ, a my podekscytowani nastawiamy budziki na 4:00, by wyruszyć ku gejzerom El Tatio 🌋❄️
Jest dokładnie tak, jak w Hologramowym Świecie… ✨

Dzień 5

Gejzery El Tatio
 
Ziemia gotuje się pod stopami, choć przykryta jest warstwą lodu. Gorąca woda rozrywa skorupę, zionąc parą. Z minuty na minutę w powietrzu unosi się coraz więcej gęstej, białej mgły, malując w mojej wyobraźni apokaliptyczny obraz końca świata.
 
Nic dziwnego — temperatura −10°C, odczuwalna jeszcze niższa ❄️. Wysokość 4320 m n.p.m. 🏔️, a my mamy za sobą 1,5-godzinny maraton po skalistych serpentynach w całkowitych ciemnościach.
Ale chwila zdrowego rozsądku i już wiem — to tylko El Tatio: pole gejzerów, setki fumaroli i wrzących źródeł, które o świcie wyrzucają w powietrze fontanny pary i wody 🌫️💦. Trzecie co do wielkości pole gejzerowe na świecie. 🌍
 
Znam to miejsce doskonale. To właśnie tutaj, na pustyni Atacama, szamani Atacameños przed tysiącami lat odprawiali rytuały oczyszczenia i kontaktu z duchami ziemi 🔥✨.
 
A ja trafiłam na tę ceremonię w moim Hologramowym Świecie. Tak… i teraz też było warto oglądać ten niesamowity, magiczny spektakl natury 🌌💫.
🌾 Święte ziarna Inków.
W San Pedro de Atacama spróbowałam dziś wyjątkowej potrawy, która znowu przeniosła mnie na karty Hologramowego Świata.
🌱 Mowa o kaszy quinoa – od tysięcy lat uprawianej w Andach przez różne kultury prekolumbijskie (na terenie dzisiejszego Peru, Boliwii, Ekwadoru i Chile).
Czy wiedzieliście, że to jedno z najzdrowszych ziaren świata?
✨ Zawiera pełnowartościowe białko (wszystkie 9 niezbędnych aminokwasów – rzadkość w roślinach).
✨ Dostarcza błonnika, magnezu, żelaza, cynku, fosforu i witamin z grupy B.
✨ Ma niski indeks glikemiczny, więc stabilizuje poziom cukru we krwi.
✨Nie zawiera glutenu, więc nadaje się dla osób na diecie bezglutenowej.
…a do tego rośnie na wysokościach nawet 4000 m n.p.m., gdzie inne zboża nie mają szans przetrwać… 🌄

Dzień 6

🚙 Samochodem przez Atacamę
 
Pustynia Atacama potrafi zmieniać się jak kameleon – w zależności od wysokości, światła i samej ziemi pokazuje zupełnie inne oblicza. Wczoraj wsiedliśmy do wypożyczonego samochodu, by z bliska przyjrzeć się jej różnym twarzom.
 
1. Laguna Cejar
Laguny to po prostu naturalne zbiorniki wodne, które powstają tam, gdzie woda gromadzi się w słonych kotlinach i nie ma ujścia. Parowanie zostawia sól i minerały, tworząc połyskujące tafle. W regionie Salar de Atacama jest ich kilka: Cejar,
Tebinquinche, Chaxa i inne, a każda różni się kolorem, zasoleniem czy głębokością. My zatrzymaliśmy się nad Laguną Cejar. Na krystalicznej wodzie unosiły się flamingi, nawołujące się w porze godowej. Pod nogami migały małe jaszczurki, a kawałek dalej pojawił się zwierzak przypominający skrzyżowanie lisa z psem. W przejrzystej wodzie widać było skalne urwiska, a niektórzy kusili się o kąpiel w tym hipersłonym jeziorze – choć my ruszyliśmy dalej.
 
2. Trasa ku granicy z Boliwią
Im wyżej, tym bardziej zmienia się pustynia. Na wysokości ok. 4500 m n.p.m. zobaczyliśmy całe połacie ostrej trawy ichu – suche kępy, które potrafią przetrwać tylko w tych ekstremalnych warunkach. Ziemia była popękana jak wyschnięta skorupa, a pomiędzy nią piętrzyły się ogromne bloki skalne – ślad dawnej aktywności wulkanicznej. U podnóża wulkanu Licancabur dostrzegliśmy potężne pęknięcia i wąwozy, wyglądające tak, jakby ziemia miała zaraz rozpaść się na pół.
 
3. Wulkan Licancabur
Ten majestatyczny stożek góruje nad San Pedro, wznosząc się na prawie 6000 m. Na jego szczycie znajduje się jedno z najwyżej położonych jezior świata. Choć nie wybuchał w czasach historycznych, wulkan uważany jest za potencjalnie czynny, ale niskiego ryzyka – ostatnie młode wypływy lawy datowane są na ponad 13 tysięcy lat temu. Licancabur miał znaczenie sakralne dla ludów andyjskich – na obrzeżach krateru odkryto kamienne platformy rytualne, używane podczas równonocy i przesileń. W czasach Inków takie szczyty łączono z rytuałem capacocha, w którym składano ofiary – dzieci i drogocenne przedmioty – by przebłagać bogów w chwilach kryzysu.
 
4. Dolina Śmierci
Ostatnim etapem naszej trasy była Dolina Śmierci – miejsce, gdzie od tysięcy lat nie spadł deszcz. Krajobraz jest surowy i niemal kosmiczny, przypominając klimat Marsa. Dlatego służy jako poligon badań analogowych dla misji marsjańskich. Jej niezwykła sceneria przyciąga też filmowców – fragmenty Quantum of Solace i dokument Cielo powstały właśnie tutaj. To jedno z najbardziej nieziemskich miejsc na pustyni Atacama.
🎥 ZAPRASZAM NA ATACAMĘ✨🌍
 
Są miejsca na ziemi, gdzie czas się zatrzymał. Gdzie wiatr opowiada historie dawnych światów, a cisza wbija się w duszę jak echo wieczności. Takim miejscem jest Dolina Śmierci w San Pedro de Atacama. 🌵
 
Tu od tysięcy lat nie spadła kropla deszczu. Nie ma wody, nie ma życia, nawet bakterii. Ziemia oddycha pustką, a jednocześnie emanuje mocą większą niż wszystkie miasta świata. 💨
 
To właśnie tutaj narodziła się we mnie potrzeba napisania 7. części „Hologramowego Świata” – Zmysły. Patrząc na bezkres piasku, zanurzyłam się w opowieści dawnych ludów: pradawnych Chinchorro, którzy jako pierwsi na świecie mumifikowali swoich bliskich, w tajemnice Inkaskiego imperium, w dramatyczne ślady hiszpańskich konkwistadorów, aż po ślady obozu Pincheira, gdzie bunt mieszał się z nadzieją. 🔥
 
A potem moja wyobraźnia poleciała jeszcze dalej – ku przyszłości, na Marsa, do obserwatorium ALMA, które z tej samej pustyni spogląda w nieskończoność kosmosu. 🚀
 
Dolina Śmierci to jak fragment innej planety. Jakby ktoś wyrwał kawałek Marsa i zostawił go tu, byśmy mogli spojrzeć w lustro – zobaczyć świat bez wody, bez życia, ale pełen… sensu. ✨
🌙 Valle de la Luna – Dolina Księżycowa
 
Valle de la Luna swoim wyglądem przypomina powierzchnię Księżyca, choć niektórzy naukowcy porównują ją do Marsa. To obszar o powierzchni około 440 km² w obrębie Cordillera de la Sal – pełen kraterów, skalnych grzbietów, szczelin i piaskowych wydm.
Miliony lat temu znajdowało się tu wewnętrzne morze, które wyschło, pozostawiając ogromne pokłady soli i minerałów. Wiatry i osady wulkaniczne wyrzeźbiły skały w niezwykłe kształty przypominające m.in. Amfiteatr, Trzy Marie – formacje kojarzone z kobiecymi postaciami strażniczek pustyni – oraz jaskinie solne. ✨
 
Dolina zawiera także pozostałości starych kopalni soli — np. kopalnię Victoria Mine, czynną do połowy XX wieku, gdzie wydobywano bloki soli używane później do konserwacji mięsa i w produkcji przemysłowej. Z Cordillera de la Sal związane jest nazwisko Ignacego Domeyki, polskiego geologa i badacza, który w XIX wieku opisywał chilijskie Andy i przyczynił się do rozwoju wiedzy o tym regionie. ⛏️ .
 
Trasę liczącą ok. 7 km pokonaliśmy samochodem, jadąc powoli z dozwoloną prędkością około 20 km/h. We wskazanych miejscach zatrzymywaliśmy się, by pieszo eksplorować teren. Muszę przyznać – dech zapiera w piersiach! Czuliśmy się jakbyśmy byli na innej planecie 🧐🧐

Dzień 7

Pożegnanie z Atacamą 🏜️
 
Nasz 4-dniowy pobyt na pustyni Atacama dobiega końca. Przyznam, polubiłam to miejsce w realnym świecie, a pokochałam w iluzorycznym – na kartach Hologramowego Świata część 7 „Zmysły”.
 
🌙 Dzisiejszy dzień spędziliśmy w Dolinie Księżycowej. Krajobraz wyglądał jak z innej planety – Marsa? A może Księżyca? Hmm..🤔
 
🐕 Pożegnaliśmy się też z San Pedro – niewielkim miasteczkiem na wysokości 2400 m n.p.m., z niską zabudową z gliny i… niezliczoną liczbą psów, które zdają się być jego prawdziwymi gospodarzami.
 
🌵 To miejsce od tysięcy lat zamieszkiwali Atakamowie (Likan Antai), którzy stworzyli tu swoją kulturę i pozostawili bogate dziedzictwo. Ich obecność czuć na każdym kroku – w glinianych murach, dawnych cmentarzach i kamiennych rytach. Nad miasteczkiem góruje majestatyczny wulkan Licancabur, który przypomina o dawnych rytuałach i ofiarach składanych wysoko na jego zboczach.
 
✈️ Jutro ruszamy do Peru – kolejny etap naszej podróży!

Chile - Lima

Dzień 9

✈️ „Intuicja” przywiodła mnie do Peru, by doświadczyć prawdy. Zaufam jej- niech mnie prowadzi…

Dzień 10

Prawie 500 lat temu została założona stolica Peru. 🖋🖋
– Który mamy teraz rok? – dociekam, ogarniając wzrokiem andyjskie przestrzenie.
– 1535. Właśnie Francisco Pizarro zakłada Miasto Królów. Spójrz tam! Leży ono na żyznych ziemiach doliny rzeki Rímac, niedaleko wybrzeża Pacyfiku. Nazywa się Ciudad de los Reyes, choć wszyscy mówią na nie Lima.
– Dlaczego?
– To zniekształcenie lokalnego, keczuańskiego określenia rzeki Rímac, które Hiszpanie wymawiali jako „Lima”.
Fragment książki „Intuicja” – 10. część
Hologramowego Świata ✨🖋🖋
 
🌐 A jak wygląda współczesna Lima?
Dziś Lima to 11‑milionowa metropolia, w której mieszają się potomkowie rdzennych ludów, Europejczyków (głównie Hiszpanów), Afro‑Peruwiańczyków i migrantów z gór i prowincji. 🌎
 
Większość mieszkańców miasta pracuje w sektorze usług – handlem, gastronomią, transportem, turystyką, telekomunikacją czy opieką zajmuje się ponad połowa zatrudnionych.
 
Część ma własne mikrobiznesy lub sprzedaje na ulicy – od soków i owoców po ładowarki i plastikowe krzesła. 🛒
 
Spora grupa zatrudniona jest nieformalnie, bez umów i ubezpieczeń – w kraju, gdzie wielu żyje „z dnia na dzień”. ⏳
 
Zarobki są skrajnie zróżnicowane. Jedni pracują w biurowcach międzynarodowych firm, inni w slumsach wynoszą śmieci albo czyszczą rury.
 
Średnia pensja to ok. 550–650 USD miesięcznie, ale setki tysięcy osób zarabiają znacznie mniej– często poniżej progu ubóstwa. 💸
 
To miasto kontrastów. Z jednej strony – nowoczesne galerie handlowe, apartamentowce i dzielnice z oceanicznym widokiem.
Z drugiej – barrios altos i pueblos jóvenes, gdzie ludzie żyją w prowizorycznych domach, często bez kanalizacji i dostępu do wody. 🚫
 
Rímac – główna rzeka, z której Lima czerpie znaczną część wody pitnej – jest silnie zanieczyszczona, bo trafiają do niej ścieki domowe, przemysłowe, odpady komunalne i spływy rolne.
 
W 2025 roku rzeka przyciągnęła globalną uwagę, gdy zabarwiła się na różowo – co wywołało alarmy dotyczące skrajnego zanieczyszczenia i braku kontroli nad jakością wód. 💧
 
A mimo to – miasto żyje. Tętni energią. Miliony ludzi każdego dnia próbują przebić się przez beton, smog i hałas – w poszukiwaniu pracy, przyszłości, jakiegoś sensu. 🌀

Peru. Lima – Miraflores. Teraz nad Pacyfikiem 🌊☀️

Dzień 10

Dziś Pacyfik wyznaczał nam trasę — szliśmy jego brzegiem przez wiele godzin.
Ocean Spokojny 🌊 wyglądał łagodnie. Fale ledwie dotykały brzegu, cofając się z cichym sykiem po kamieniach — dźwięk przypominał kruszenie szkła albo pękające w szczelinach skały. Niezwykły, hipnotyczny odgłos.
 
Turystom ani surferom 🏄‍♂️ zupełnie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie — plaża La Pampilla, o długości ok. 350 metrów, była niemal w całości zajęta. Od 2016 roku objęta jest ochroną jako strefa łamań fali. To jedno z ulubionych miejsc do surfingu w Limie — można tu spotkać zarówno amatorów, jak i zawodowców.
 
Jedynym, co budziło niepokój, były tablice z napisem “ZONA DE PELIGRO – TSUNAMI” 🚨 oraz strome, skalne zbocza zabezpieczone solidną siatką. Sprawiały wrażenie, jakby w każdej chwili mogły rzucić wyzwanie nadciągającej wodzie.
 
El Niño to zjawisko, które potrafi zmienić wszystko. Gdy nadchodzą jego silne fazy, tropikalne ulewy 🌧️ potrafią padać bez przerwy przez wiele dni — ziemia osuwa się, morze burzy. Zjawisko powraca co 2–7 lat i zawsze zostawia ślady na wybrzeżu.
 
A przecież to tylko jedna twarz natury. Peru leży na Pacyficznym Pierścieniu Ognia 🌋 — trzęsienia ziemi zdarzają się tu nawet kilkadziesiąt razy w roku. Co kilka–kilkanaście lat dochodzi do silnych wstrząsów (≥8 M), którym towarzyszą tsunami — w 1746 r. fale sięgały aż 25 metrów i uderzyły głęboko w ląd.
Dziś całe wybrzeże Limy oznaczone jest jako strefa wysokiego ryzyka ⚠️ — prawdopodobieństwo niszczącej fali w ciągu 50 lat wynosi ponad 40%.
 
A mimo to — albo właśnie dlatego — to miejsce przyciąga. >> W 2025 roku Peru odwiedzi ponad 3,6 miliona turystów ✈️. Wielu z nich przyjedzie właśnie tutaj — by usiąść na klifie, posłuchać fal… i przez chwilę poczuć siłę oceanu.
 
🌄 Tymczasem my żegnamy się z Limą i wyruszamy w stronę Cuzco, by posłuchać głosu Inków…

Peru - Cuzco

Dzień 11

W drodze do Cuzco.
 
✈️ Odległość z Limy do Cuzco wynosi ok. 570 km w linii prostej. Samochodem to kilkanaście godzin krętej, górskiej jazdy, ale samolot pokonuje tę trasę w zaledwie 1 godzinę i 15 minut.
 
Tak więc dziś polecieliśmy niczym ptak ponad szczytami Andów — najdłuższego łańcucha górskiego na świecie. 🏔️ Pod nami rozciągało się morze szczytów, przypominające zastygłe fale kamiennego oceanu. Światło przesuwało się po nich jak po ogromnej rzeźbie natury — monumentalnej, a jednocześnie kruchej.
 
Na miejscu przywitał nas zgiełk ulic, barwy targowisk i rytm codzienności 🎶.
 
Jutro wychodzimy przyjrzeć się stolicy Inków — miastu, które na przełomie XV i XVI wieku było centrum imperium sięgającego ponad 4 000 kilometrów: od andyjskich szczytów po wybrzeże Pacyfiku. To spotkanie zapowiada się jak wejście do żywego serca historii 🧐🧐
Peru. Cuzco. W drodze na największy targ w mieście – San Pedro. 🌿🥭
Tutaj kupisz wszystko – od owoców i przypraw po rękodzieło i tekstylia. Po drodze totalny chaos: wąskie uliczki zastawione straganami, tłumy ludzi, klaksony aut, sprzedawcy wołający na każdym kroku. Tysiące handlarzy i poruszanie się to nie lada wyzwanie – tak wygląda codzienne życie Cuzco💪💪

Dzień 12

Położenie miasta na wysokości 3400 m n.p.m. dało mi dziś o sobie znać… o 5:30 rano bólem głowy. Takim, co nie żartuje. Ani Ibum, ani herbata z liści koki nie chciały pomóc… 🙈
 
Na szczęście pogoda sprzyjała, a ja — z godziny na godzinę — jakoś ogarniałam życie. I tak, przespacerowaliśmy dziś 10 kilometrów, próbując zanurzyć się w atmosferze Cuzco. 🏃‍♀️🌤
 
No i co zobaczyłam w tym mieście? Na pewno nie pumę – czyli kształt zwierzęcia, który nadał mu Pachacutec, dziewiąty władca Inków, na przełomie XV i XVI wieku.
 
Uliczki wokół targowiska zdawały się poruszać wraz z handlarzami, samochodami, turystami i psami – we wszystkie strony świata jednocześnie. 🛺🧺🐕 Ludzie krzyczeli, zaczepiali, zajmowali każdą przestrzeń.
 
Centrum miasta to już inna bajka – bardziej magiczna, jak z Baśni tysiąca i jednej nocy ✨ Na Plaza de Armas – głównym placu Cuzco – szeroko i przestrzennie. Ludzie robili zdjęcia 📸, wpatrywali się w otaczające wzgórza.
 
A jest w co się wpatrywać – Cuzco otaczają wysokie zbocza Andów ⛰, na których domy wspinają się ku niebu, tworząc patchwork z dachów i kolorów, jakby utkany z wełny alpaki. 🧶
 
Potem spacer wąskimi uliczkami wokół miasta – urocze, przepełnione kafejkami ☕, sklepikami, handlarzami – tworzyły unikalny klimat, którego nie da się pomylić z żadnym innym miejscem.
 
Na koniec zajrzeliśmy do Muzeum Inków, by zobaczyć wydłużone czaszki i mumie, o których pisałam w Hologramowym Świecie. No i zobaczyłam… Szkielety siedziały ze związanymi kończynami, z otwartymi ustami, jakby zastygłe w krzyku… 💀 A ja? Stałam naprzeciwko nich, również z otwartymi ustami, próbując zrozumieć – co nas łączy, a co dzieli… prócz tych minionych 500 lat…

🚂Podróż panoramicznym pociągiem do Machu Picchu. A tam? Spektakl natury w reżyserii bogów. 🌄

Dzień 13

Wyprawa do Machu Picchu i 110% wrażeń!
 
Ta podróż była w miarę dopracowana: ponad cztery godziny jazdy panoramicznym pociągiem, potem autobus pod górę i zwiedzanie Świętego Miasta Inków.
Ale… jak to w podróży – nie wszystko zgrywa się z planem 😉
 
👁 Wagon z ogromnymi oknami aż po dach obiecywał widowisko i dotrzymał słowa. Najpierw obserwowaliśmy Cusco z lotu ptaka – dachy tworzące czerwony dywan, potem z bliska domostwa, surowe mury i biedę, która czasami ściskała za serce 💔. Po jakimś czasie oglądaliśmy pola, pasące się zwierzęta m.in świnie na łańcuchach 🐷 🐑 i monumentalne szczyty Andów 🏔️. Aż wreszcie zielona dżungla oplatała pociąg ze wszystkich stron 🌿.
 
Na stacji w Aguas Calientes zrobiło się już dziwnie, gdyż przywitały nas nie tylko kolorowe stragany, ale i kilkusetmetrowa kolejka ludzi do autobusów 🚍 i… deszcz, ktorego nie przewidzialy prognozy 🌧️. Nieco zdezorientowani, ale pełni wiary, wsiedliśmy do autobusu, który serpentynami wspinał się ku Machu Picchu.
 
A na szczycie? – czekała na nas niespodzianka. Zamiast widoku z pocztówek – ruin i majestatycznych zboczy gór – zmoczył nas gęsty deszcz. Chmury utworzyły białe morze nad głowami ☁️, a ja miałam wrażenie, że płyniemy po nim… w dawne czasy. Masywy zaś parowały z taką gorliwością, jakby chciały przekazać nam jakąś pilną wiadomość od pradawnych bóstw ✨.
 
Cóż… chyba tak miała wyglądać moja przemiana w prawdzie, której miałam doświadczyć właśnie w tym miejscu…🤔
 
W drodze powrotnej chmury zaczely znikać , a na niebie pojawiło sie słońce ☀️ i złotym blaskiem rozświetliło dolinę. A my? – przemoknięci, wyglądający jak mokre kury 🐔 – czuliśmy się szczęśliwi, że dotknęliśmy świata pradawnych Inków. 🌄

Dzień 14

Cuzco, Szlak Pumy
 
Udało się! Dzisiaj zlokalizowaliśmy kształt pumy, nadany miastu w XV wieku przez dziewiątego Sapa Inkę, i ruszyliśmy jego śladem. Ale po kolei…
 
🧱 Trochę historii
W XV wieku młody Cusi Yupanqui, syn ósmego władcy Inków, po zwycięstwie nad ludem Chanca został ogłoszony dziewiątym Sapa Inką i przyjął imię Pachacutec – ten, który odmienia świat. Miał zaledwie kilkanaście lat, a już przejął władzę, przekształcając lokalne Cuzco w stolicę największego imperium w historii Ameryki Południowej.
Pachacutec nadał miastu kształt pumy – świętego zwierzęcia Inków – i zlecił jego pełną przebudowę. Budowa trwała ponad 20 lat, a dziesiątki tysięcy ludzi z podbitych ludów zostało tu sprowadzonych siłą w ramach ciężkiej pracy mit’a.
Z Cuzco rozchodzilo się 41 promienistych linii – ceques, na których rozmieszczono ponad 300 świętych miejsc. Całe miasto było duchowym centrum czterech części Tahuantinsuyo – imperium sięgającego od dzisiejszego Ekwadoru aż po Chile.
 
🐾 Nasz szlak przez miasto-pumę
🔹 Zęby pumy – zaczęliśmy od trójzębnych murów Sacsayhuamán, których masywne bloki przypominają właśnie szczęki drapieżnika. Tak widzieli je Inkowie – jako zęby świętej pumy strzegącej miasta.
🔹 Głowa pumy – to właśnie forteca Sacsayhuamán, zbudowana z bloków ważących po kilkadziesiąt ton.
Monumentalna, geometryczna, doskonale wkomponowana w teren.
🔹 Kręgosłup pumy – dawną trasą rytualną, schodzącą z fortecy w dół miasta, przeszliśmy ku centrum. Ulice są wciąż ułożone zgodnie z tym dawnym planem.
🔹 Serce pumy – to świątynia Coricancha, poświęcona bogu Inti. Kiedyś całkowicie pokryta złotem, po podboju została zniszczona. Hiszpanie zbudowali na niej klasztor dominikanów – pozostawiając tylko inkaskie fundamenty.
🔹 Ciało pumy – schodziliśmy brukowanymi uliczkami i tarasami, które do dziś niosą rytm dawnego miasta.
To nie był zwykły spacer, lecz wejście do świata imperium Inków. 🐾
🥖✨ Cusco – stolica chleba Andów ✨🥖
 
Dziś na Plaza de Armas odbył się barwny festiwal chleba – Feria del Pan de Chuta, święto lokalnych piekarzy. Prezentowane były ogromne, okrągłe i ozdobne bochny, z tradycyjnymi napisami i symbolami, które od wieków towarzyszą andyjskiej kulturze.
Wydarzenie narodziło się z potrzeby podtrzymania dawnych zwyczajów i promocji rzemieślników. Dziś Cusco dumnie nazywane jest stolicą narodowego chleba – miejscem, gdzie tradycja wypieku spotyka się ze wspólnotą i świętowaniem.
 
Podczas uroczystości burmistrz uroczyście otworzył festiwal, a na zakończenie rozdawano przybyłym bochny chleba – my także dostaliśmy dwa. 🌄❤️
✝️✨ Cristo Blanco – strażnik nad Cusco ✨✝️
 
Nie sposób go nie zauważyć. Monumentalny, biały, stoi z rozpostartymi ramionami wysoko ponad miastem, jakby czuwał nad jego losem. Cristo Blanco – ośmiometrowy posąg Chrystusa.
 
Pytań mieliśmy wiele: skąd się tam wziął? Kto go wybudował? Dlaczego właśnie na czerwonym wzgórzu Pukamoqo, na wysokości 3 575 m n.p.m.? No i w końcu – jak wygląda miasto z tego miejsca, bo przecież z pewnością niezwykle. Postanowiliśmy sprawdzić wszystkie te informacje i wejść na górę pokonując kilkaset schodów.
 
1️⃣ Pomnik powstał w 1945 roku jako dar libańskiej społeczności dla mieszkańców Cusco – symbol wdzięczności i pokoju po II wojnie światowej.
 
2️⃣ Wybór miejsca nie był przypadkowy. Pukamoqo – „Czerwone Wzgórze” – od wieków miało znaczenie rytualne dla Inków. To tutaj składano ofiary Pachamamie (Matce Ziemi) i duchom gór (apus). Wzgórze było częścią świętej geografii Cusco – systemu ceques, linii prowadzących od Świątyni Słońca (Coricancha) do miejsc kultu. Według kronik właśnie tutaj złożono też ziemię ze wszystkich czterech regionów imperium Inków (Tahuantinsuyo), aby zjednoczyć je w pępku świata – Cusco.
 
Dziś Biały Chrystus nie tylko góruje nad miastem, ale też łączy dwie tradycje – andyjską duchowość i chrześcijański symbol pokoju.
 
A widok? 🌄 Naprawdę niesamowity!

Dzień 15

Szlakiem Inków przez Andy
 
Ostatni dzień w Peru spędziliśmy, jadąc i wędrując szlakiem najważniejszych miejsc Inków – królewskich miast, twierdz i świątyń Świętej Doliny.
 
Trasa prowadziła przez strome zbocza Andów, wijące się serpentynami na wysokości ponad 3500 m n.p.m.
 
Gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy?
🌾 Chinchero
Dla Inków było to miejsce o głębokim znaczeniu symbolicznym. To tutaj cesarz Túpac Yupanqui, syn Pachacuteca, wybudował swoją pałacową rezydencję, czyniąc z Chinchero królewskie miasto.
Znajdujące się na wysokości 3760 m n.p.m., Chinchero było miejscem kultu, rytuałów i codziennego życia – z rozbudowaną siecią tarasów rolniczych i kanałów wodnych.
Po podboju Hiszpanie wznieśli tu kościół na fundamentach świątyni Inków. Do dziś zachowały się mury cyklopowe oraz żywa tradycja tkactwa, przekazywana przez lokalne wspólnoty.
 
⚪ Moray – laboratorium rolnicze Inków
Niezwykły kompleks koncentrycznych tarasów, przypominających zielone amfiteatry.
Inkowie używali go jako eksperymentalnego centrum rolniczego – testowali tu uprawy w różnych warunkach mikroklimatycznych.
Każdy poziom miał inną temperaturę i wilgotność. To dowód na ich ekologiczną precyzję i inżynieryjną pomysłowość.
 
🧂 Maras – solne tarasy Inków
Na zboczach Andów, na wysokości ok. 3300 m n.p.m., działa jeden z najstarszych systemów pozyskiwania soli na świecie.
 
👉 Ponad 3000 basenów wypełnianych jest wodą z podziemnego, naturalnie słonego źródła. Gdy woda paruje, zostaje czysta, różowa sól – jak za czasów Inków.
Do dziś miejsce to należy do lokalnych rodzin, które ręcznie zbierają sól i przekazują tradycję z pokolenia na pokolenie.
 
🌄 Ollantaytambo – serce Świętej Doliny Inków
 
Jedna z czterech głównych twierdz imperium Inków, pełniąca funkcję fortecy, centrum ceremonialnego i administracyjnego.
Położona na wysokości 2846 m n.p.m., była ważnym punktem na sieci dróg Qhapaq Ñan.
To tutaj Inkowie odnieśli rzadkie zwycięstwo nad Hiszpanami.
 
Miejsce zachowało oryginalny układ urbanistyczny i funkcjonuje do dziś – z monumentalnymi tarasami, precyzyjnie obrobionym kamieniem i głęboką symboliką.
 
🏛️ Pisac – strażnik Świętej Doliny
Pisac to kompleks łączący funkcje obronne, rolnicze i rytualne.
Chronił wschodni dostęp do doliny, był nekropolią inkaskiej elity i miejscem kultu Słońca.
Słynie z monumentalnych tarasów rolniczych, które układają się w kształt kuropatwy (p’isaq) – świętego ptaka Inków.
W centrum znajduje się Intihuatana – rytualny zegar słoneczny. Pisac do dziś ukazuje harmonię natury, architektury i duchowości.
 
🍽️ Urubamba
W tej spokojnej miejscowości zatrzymaliśmy się na obiad – a przy stole przygrywał nam peruwiański zespół 🎶.
 
☀️🌧️ Dzień był zmienny pogodowo – raz słońce, raz deszcz – ale piękny i niezapomniany.
Tak żegnaliśmy Peru – krainę Inków, wiedzy i rytmu ziemi.
 
Jutro wracamy do Chile – do Santiago – by kontynuować naszą andyjską podróż. ✈️
🌄 Peru. Ollantaytambo – serce Świętej Doliny Inków
 
Inkaska twierdza Ollantaytambo należy do czterech najważniejszych miejsc w imperium Inków – obok Cusco, Machu Picchu i Pisac.
 
Położona na wysokości 2846 m n.p.m., pełniła funkcję fortecy, ośrodka administracyjnego i ceremonialnego, a także kluczowego przystanku na inkaskiej sieci dróg (Qhapaq Ñan) 🛤️, która oplatała Andy na dystansie ponad 40 000 km.
 
W tym miejscu odpoczywali posłańcy, gromadzono żywność, a armie przygotowywały się do marszu ⚔️. To tutaj Inkowie stoczyli jedną z nielicznych zwycięskich bitew z Hiszpanami.
Monumentalne tarasy, perfekcyjnie obrobione bloki skalne i święta geometria miejsca sprawiają, że Ollantaytambo do dziś emanuje siłą, tajemnicą i duchową głębią ✨.
To także jedyna inkaska osada, która funkcjonuje nieprzerwanie do dziś – część domów i ulic w miasteczku zachowała oryginalny układ sprzed ponad 500 lat 🕰️.
Peru. Kopalnie soli w Maras 🧂
 
Wysoko w Andach, na wysokości ok. 3300 m n.p.m., znajduje się jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Peru – kopalnie soli w Maras, gdzie sól pozyskuje się ręcznie, niemal dokładnie tak samo jak w czasach Inków.
 
💧 Skąd się tu wzięła sól?
Miliony lat temu te tereny były dnem prehistorycznego oceanu. Gdy wody się cofnęły, w głębi gór pozostały pokłady skał bogatych w minerały. Przez te warstwy przepływa dziś naturalnie słona woda, która wypływa ze źródła i zasila system setek kanałów i tysięcy basenów solnych.
 
Woda z Maras zawiera ponad 80 pierwiastków śladowych – m.in. wapń, magnez, potas, cynk i żelazo – dlatego sól przybiera różne barwy: od białej i różowej, po lekko czerwonawą. Jej smak i właściwości zdrowotne są cenione na całym świecie.
 
Sól wydobywano tu jeszcze przed czasami Inków, a system tarasów został udoskonalony przez nich w XIII–XIV wieku.
Każdy basen należy do konkretnej rodziny i jest przekazywany z pokolenia na pokolenie – to żywa tradycja. Sól z Maras do dziś zbiera się ręcznie, bez użycia maszyn. Jest eksportowana na cały świat i stanowi źródło utrzymania dla lokalnych społeczności. T

Dzień 16

✈️ Z Peru wróciliśmy do Santiago, by kontynuować zwiedzanie miasta i jego okolic. Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy spacerując po centrum — miasto budziło się do życia przed weekendem.
 
🎶 Na każdym kroku słychać było muzykę, a ulice wypełniali odświętnie ubrani ludzie. W Parque de Armas, tuż obok katedry, trwały występy uliczne, a przed gmachem prezydenta ustawiono scenę, by świętować 50-lecie metra w Santiago. Na ulicznych skwerach mijaliśmy roztańczone grupy osób — śmiech, taniec i rytm miasta unosiły się w powietrzu. Atmosfera była radosna, pełna dźwięków, światła i energii…✨ ✨

Chile - Valparaíso

Dzień 17

Piękne nadmorskie miasto kusi nie tylko widokiem na ocean 🌊, ale też kolorowymi murami. Graffiti i murale oplatają niemal każdą ścianę – sztuka wylewa się z domów, schodów, murków.
 
Ale Valparaíso to również ciemniejsza strona podróży: złodziei jest tu naprawdę wielu.
Wypożyczyliśmy samochód w Santiago 🚗, a zanim zdążyliśmy dotrzeć na strzeżony parking – wpadliśmy w sidła ulicznych naciągaczy. Na czerwonym świetle 🔴
przebili nam dwa tylne koła i próbowali swoich „metod”. Na szczęście zachowaliśmy zimną krew – numer im nie wyszedł.
 
Ale 1,5 godziny czekania na assistance ⏳ było prawdziwym wyzwaniem. Co chwila ktoś podchodził, ostrzegał, proponował pomoc… I nagle nie wiedzieliśmy już, kto jest po naszej stronie, a kto przeciwko nam. W końcu policyjny patrol 🚓 postanowił nas pilnować aż do przyjazdu auta zastępczego.
 
Tak czy siak – jeszcze nigdy nie stresowaliśmy się tak czerwonymi światłami🤫
 
A samo Valparaíso?
Magicznie dudniło 26. Carnavalem Mil Tambores 🥁 – rozśpiewane 🎶, rozbawione 🎭, wciągające w swój rytm i kolory. Nie sposób było przejść obojętnie…
Valparaíso – rozpoczął się 26. Carnaval Mil Tambores! 🥁💃🎨
 
Dziś, 5 października, o 10:00 rano ulicami miasta ruszyła wielka parada – pasacalle – pełna bębnów, tańca, kolorów i radości.
 
Biją w bębny, tańczą: dzieci, młodzież, seniorzy. Poprzebierani, uśmiechnięci, pełni życia. Tłumy patrzą, świętują razem, a dźwięki unoszą się po całej przestrzeni miasta, między wzgórzami.
 
📣I ja tam byłam. Tańczyłam i w plecak, niczym w bębny, biłam…🥁🥁

Chile - Santiago

Dzień 18

Chyba mamy jakąś manierę odwiedzania szczytów z wielkimi pomnikami. 😉 Tym razem ze wzgórza San Cristóbal przywołała nas ogromna figura Matki Bożej Niepokalanej – symbol Santiago.
 
Na szczyt ⛰️ wjechaliśmy panoramicznym busem. Miałam wrażenie, że miasto i majestatyczne Andy rosną w oczach.
 
Wreszcie, na wysokości 880 m n.p.m., przed naszymi oczami ukazał się 22-metrowy wizerunek Niepokalanej, stojący na ogromnym cokole. Trzeba przyznać, że robi wrażenie – zwłaszcza w słońcu 🌞, które wybielając rzeźbę, rysowało w mojej wyobraźni postać anioła stróża…
 
Siedząc u stóp tego niezwykłego posągu, wpatrywaliśmy się w panoramę miasta. Czas zdawał się zatrzymać ⏳️– spędziliśmy tam prawie godzinę, w ciszy, kontemplacji i zadziwieniu, jak wszystko na ziemi wydaje się małe i przemijające.
A potem, w nostalgicznym nastroju, poszliśmy za ciosem – wprost na Cementerio General de Santiago, najważniejszy cmentarz w stolicy 🏛 – by złożyć hołd naszemu rodakowi, Ignacemu Domeyce. 💙
Nekropolia leży u podnóża góry; odległość kilkunastu kilometrów pokonaliśmy pieszo, obserwując codzienne życie w ubogich dzielnicach. Trzeba przyznać, że to niecodzienne doświadczenie. Miejscami szliśmy tak blisko domostw zbudowanych z kartonów, płyt, materiałów i śmieci, że niemal ocieraliśmy się o nie. Czułam jakiś nienazwany, irracjonalny lęk…🫨🫨
 
🏛Sam cmentarz to zupełnie inny świat – miasto z marmuru i ciszy. 🌿 Założony w 1821 roku, należy do najstarszych nekropolii Ameryki Południowej. Wśród zielonych alei i monumentalnych grobowców spoczywają prezydenci, artyści, poeci i bohaterowie narodowi Chile – w tym Salvador Allende i Gabriela Mistral.
 
W cieniu marmurowych mauzoleów, pomiędzy aniołami i rzeźbionymi sarkofagami, znajduje się również pomnik Ignacego Domeyki – Polaka, który po powstaniu listopadowym znalazł tu nową ojczyznę. Był geologiem, reformatorem szkolnictwa i badaczem Andów; opracował mapy złóż minerałów i zmodernizował Uniwersytet Chilijski.
 
Na jego pomniku widnieje napis:
„Ignacio Domeyko, sabio polaco-chileno” – „mędrzec polsko-chilijski”.
🌞 I tak, w nieco sentymentalnym nastroju, w cieple promieni słonecznych, przeminął kolejny dzień naszego pobytu w Chile…
⛰️ Wzgórze San Cristóbal, Santiago de Chile
 
Na szczycie, na wysokości 880 m n.p.m., góruje 22-metrowa figura Matki Bożej Niepokalanej wzniesiona w 1908 roku. To duchowy symbol miasta i miejsce modlitwy oraz ciszy nad tętniącą życiem stolicą.
 
Z jej stóp rozciąga się niezwykła panorama Santiago i śnieżnych Andów – widok, który naprawdę zapiera dech w piersiach 💙

Dzień 19

Wiele przeżyć jak na tak krótki czas. Santiago – tętniąca życiem stolica 🏙️, pustynia Atacama z gejzerami El Tatio 🌋, bezdroża kamiennej Doliny Śmierci i tajemniczej Doliny Księżycowej 🌕, turkusowe laguny o krystalicznie czystej wodzie 💧 i niebo usiane gwiazdami, które obserwowaliśmy nocą przy największych teleskopach świata 🔭. A do tego barwny karnawał w Valparaíso 🎭
 
Tę Atacamę przecież już znałam – widziałam, przeżyłam ją kiedyś na kartach 7. części „Hologramowego Świata” pt. Zmysły. A jednak teraz wszystko śnić będzie się prawdziwiej i głębie …
 
Każde z tych miejsc zapisało się w pamięci inaczej – zapachem, światłem, ciszą lub dźwiękiem ulicznych bębnów. Chile okazało się krajem kontrastów i emocji, w którym pustynia i ocean, cisza i zgiełk, duchowość i codzienność splatają się w jedną, niepowtarzalną całość.
 
Trochę żal odjeżdżać… jakby człowiek zostawiał tu cząstkę siebie. ❤️

Dzień 20

Powrót do domu ✈️
 
Podróż powrotna trwała ponad dobę. Za nami tysiące kilometrów, zmieniające się strefy czasowe i obrazy, które zostaną w pamięci na długo.
 
Z Santiago do São Paulo – cztery godziny ponad Andami i południowoamerykańskim lądem. Potem długi, jedenastogodzinny lot przez Atlantyk do Frankfurtu i wreszcie krótki przelot do Pyrzowic. W sumie szesnaście godzin w powietrzu i około ośmiu na odprawy, przesiadki i drogę z lotniska.
 
Dla mnie najpiękniejszym etapem podróży był przelot nad Andami 🏔️. Ośnieżone szczyty lśniły w słońcu, jakby żegnały nas ostatnim blaskiem Ameryki Południowej. Potem zapadła noc i tylko ciche światła pod nami 🌌 towarzyszyły naszym myślom.
 
Zmęczeni, ale szczęśliwi, dotarliśmy do domu 🏡. Co zostanie z tej podróży po Chile i Peru?
Zdjęcia, wspomnienia, kilka drobnych pamiątek… i coś znacznie więcej. Ta podróż była wędrówką śladami moich bohaterów z Hologramowego Świata — z części „Zmysły” i „Intuicja”. Miejsca, o których pisałam, ożyły – pachniały, drżały w świetle, mówiły własnym głosem…
 
Dlatego te książki już nigdy nie będą tylko tekstem – stały się doświadczeniem ✨.
A każda podróż, także ta, przypomina, że świat naprawdę odpowiada na nasze marzenia. Wzbogaca, otwiera i daje nadzieję 💫.
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Peru

Peru

wrzesień 2025

Peru - Lima

Dzień 9

✈️ „Intuicja” przywiodła mnie do Peru, by doświadczyć prawdy. Zaufam jej- niech mnie prowadzi…

Dzień 10

Prawie 500 lat temu została założona stolica Peru. 🖋🖋
– Który mamy teraz rok? – dociekam, ogarniając wzrokiem andyjskie przestrzenie.
– 1535. Właśnie Francisco Pizarro zakłada Miasto Królów. Spójrz tam! Leży ono na żyznych ziemiach doliny rzeki Rímac, niedaleko wybrzeża Pacyfiku. Nazywa się Ciudad de los Reyes, choć wszyscy mówią na nie Lima.
– Dlaczego?
– To zniekształcenie lokalnego, keczuańskiego określenia rzeki Rímac, które Hiszpanie wymawiali jako „Lima”.
Fragment książki „Intuicja” – 10. część
Hologramowego Świata ✨🖋🖋
 
🌐 A jak wygląda współczesna Lima?
Dziś Lima to 11‑milionowa metropolia, w której mieszają się potomkowie rdzennych ludów, Europejczyków (głównie Hiszpanów), Afro‑Peruwiańczyków i migrantów z gór i prowincji. 🌎
 
Większość mieszkańców miasta pracuje w sektorze usług – handlem, gastronomią, transportem, turystyką, telekomunikacją czy opieką zajmuje się ponad połowa zatrudnionych.
 
Część ma własne mikrobiznesy lub sprzedaje na ulicy – od soków i owoców po ładowarki i plastikowe krzesła. 🛒
 
Spora grupa zatrudniona jest nieformalnie, bez umów i ubezpieczeń – w kraju, gdzie wielu żyje „z dnia na dzień”. ⏳
 
Zarobki są skrajnie zróżnicowane. Jedni pracują w biurowcach międzynarodowych firm, inni w slumsach wynoszą śmieci albo czyszczą rury.
 
Średnia pensja to ok. 550–650 USD miesięcznie, ale setki tysięcy osób zarabiają znacznie mniej– często poniżej progu ubóstwa. 💸
 
To miasto kontrastów. Z jednej strony – nowoczesne galerie handlowe, apartamentowce i dzielnice z oceanicznym widokiem.
Z drugiej – barrios altos i pueblos jóvenes, gdzie ludzie żyją w prowizorycznych domach, często bez kanalizacji i dostępu do wody. 🚫
 
Rímac – główna rzeka, z której Lima czerpie znaczną część wody pitnej – jest silnie zanieczyszczona, bo trafiają do niej ścieki domowe, przemysłowe, odpady komunalne i spływy rolne.
 
W 2025 roku rzeka przyciągnęła globalną uwagę, gdy zabarwiła się na różowo – co wywołało alarmy dotyczące skrajnego zanieczyszczenia i braku kontroli nad jakością wód. 💧
 
A mimo to – miasto żyje. Tętni energią. Miliony ludzi każdego dnia próbują przebić się przez beton, smog i hałas – w poszukiwaniu pracy, przyszłości, jakiegoś sensu. 🌀

Peru. Lima – Miraflores. Teraz nad Pacyfikiem 🌊☀️

Dzień 10

Dziś Pacyfik wyznaczał nam trasę — szliśmy jego brzegiem przez wiele godzin.
Ocean Spokojny 🌊 wyglądał łagodnie. Fale ledwie dotykały brzegu, cofając się z cichym sykiem po kamieniach — dźwięk przypominał kruszenie szkła albo pękające w szczelinach skały. Niezwykły, hipnotyczny odgłos.
 
Turystom ani surferom 🏄‍♂️ zupełnie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie — plaża La Pampilla, o długości ok. 350 metrów, była niemal w całości zajęta. Od 2016 roku objęta jest ochroną jako strefa łamań fali. To jedno z ulubionych miejsc do surfingu w Limie — można tu spotkać zarówno amatorów, jak i zawodowców.
 
Jedynym, co budziło niepokój, były tablice z napisem “ZONA DE PELIGRO – TSUNAMI” 🚨 oraz strome, skalne zbocza zabezpieczone solidną siatką. Sprawiały wrażenie, jakby w każdej chwili mogły rzucić wyzwanie nadciągającej wodzie.
 
El Niño to zjawisko, które potrafi zmienić wszystko. Gdy nadchodzą jego silne fazy, tropikalne ulewy 🌧️ potrafią padać bez przerwy przez wiele dni — ziemia osuwa się, morze burzy. Zjawisko powraca co 2–7 lat i zawsze zostawia ślady na wybrzeżu.
 
A przecież to tylko jedna twarz natury. Peru leży na Pacyficznym Pierścieniu Ognia 🌋 — trzęsienia ziemi zdarzają się tu nawet kilkadziesiąt razy w roku. Co kilka–kilkanaście lat dochodzi do silnych wstrząsów (≥8 M), którym towarzyszą tsunami — w 1746 r. fale sięgały aż 25 metrów i uderzyły głęboko w ląd.
Dziś całe wybrzeże Limy oznaczone jest jako strefa wysokiego ryzyka ⚠️ — prawdopodobieństwo niszczącej fali w ciągu 50 lat wynosi ponad 40%.
 
A mimo to — albo właśnie dlatego — to miejsce przyciąga. >> W 2025 roku Peru odwiedzi ponad 3,6 miliona turystów ✈️. Wielu z nich przyjedzie właśnie tutaj — by usiąść na klifie, posłuchać fal… i przez chwilę poczuć siłę oceanu.
 
🌄 Tymczasem my żegnamy się z Limą i wyruszamy w stronę Cuzco, by posłuchać głosu Inków…

Peru - Cuzco

Dzień 11

W drodze do Cuzco.
 
✈️ Odległość z Limy do Cuzco wynosi ok. 570 km w linii prostej. Samochodem to kilkanaście godzin krętej, górskiej jazdy, ale samolot pokonuje tę trasę w zaledwie 1 godzinę i 15 minut.
 
Tak więc dziś polecieliśmy niczym ptak ponad szczytami Andów — najdłuższego łańcucha górskiego na świecie. 🏔️ Pod nami rozciągało się morze szczytów, przypominające zastygłe fale kamiennego oceanu. Światło przesuwało się po nich jak po ogromnej rzeźbie natury — monumentalnej, a jednocześnie kruchej.
 
Na miejscu przywitał nas zgiełk ulic, barwy targowisk i rytm codzienności 🎶.
 
Jutro wychodzimy przyjrzeć się stolicy Inków — miastu, które na przełomie XV i XVI wieku było centrum imperium sięgającego ponad 4 000 kilometrów: od andyjskich szczytów po wybrzeże Pacyfiku. To spotkanie zapowiada się jak wejście do żywego serca historii 🧐🧐
Peru. Cuzco. W drodze na największy targ w mieście – San Pedro. 🌿🥭
Tutaj kupisz wszystko – od owoców i przypraw po rękodzieło i tekstylia. Po drodze totalny chaos: wąskie uliczki zastawione straganami, tłumy ludzi, klaksony aut, sprzedawcy wołający na każdym kroku. Tysiące handlarzy i poruszanie się to nie lada wyzwanie – tak wygląda codzienne życie Cuzco💪💪

Dzień 12

Położenie miasta na wysokości 3400 m n.p.m. dało mi dziś o sobie znać… o 5:30 rano bólem głowy. Takim, co nie żartuje. Ani Ibum, ani herbata z liści koki nie chciały pomóc… 🙈
 
Na szczęście pogoda sprzyjała, a ja — z godziny na godzinę — jakoś ogarniałam życie. I tak, przespacerowaliśmy dziś 10 kilometrów, próbując zanurzyć się w atmosferze Cuzco. 🏃‍♀️🌤
 
No i co zobaczyłam w tym mieście? Na pewno nie pumę – czyli kształt zwierzęcia, który nadał mu Pachacutec, dziewiąty władca Inków, na przełomie XV i XVI wieku.
 
Uliczki wokół targowiska zdawały się poruszać wraz z handlarzami, samochodami, turystami i psami – we wszystkie strony świata jednocześnie. 🛺🧺🐕 Ludzie krzyczeli, zaczepiali, zajmowali każdą przestrzeń.
 
Centrum miasta to już inna bajka – bardziej magiczna, jak z Baśni tysiąca i jednej nocy ✨ Na Plaza de Armas – głównym placu Cuzco – szeroko i przestrzennie. Ludzie robili zdjęcia 📸, wpatrywali się w otaczające wzgórza.
 
A jest w co się wpatrywać – Cuzco otaczają wysokie zbocza Andów ⛰, na których domy wspinają się ku niebu, tworząc patchwork z dachów i kolorów, jakby utkany z wełny alpaki. 🧶
 
Potem spacer wąskimi uliczkami wokół miasta – urocze, przepełnione kafejkami ☕, sklepikami, handlarzami – tworzyły unikalny klimat, którego nie da się pomylić z żadnym innym miejscem.
 
Na koniec zajrzeliśmy do Muzeum Inków, by zobaczyć wydłużone czaszki i mumie, o których pisałam w Hologramowym Świecie. No i zobaczyłam… Szkielety siedziały ze związanymi kończynami, z otwartymi ustami, jakby zastygłe w krzyku… 💀 A ja? Stałam naprzeciwko nich, również z otwartymi ustami, próbując zrozumieć – co nas łączy, a co dzieli… prócz tych minionych 500 lat…

🚂Podróż panoramicznym pociągiem do Machu Picchu. A tam? Spektakl natury w reżyserii bogów. 🌄

Dzień 13

Wyprawa do Machu Picchu i 110% wrażeń!
 
Ta podróż była w miarę dopracowana: ponad cztery godziny jazdy panoramicznym pociągiem, potem autobus pod górę i zwiedzanie Świętego Miasta Inków.
Ale… jak to w podróży – nie wszystko zgrywa się z planem 😉
 
👁 Wagon z ogromnymi oknami aż po dach obiecywał widowisko i dotrzymał słowa. Najpierw obserwowaliśmy Cusco z lotu ptaka – dachy tworzące czerwony dywan, potem z bliska domostwa, surowe mury i biedę, która czasami ściskała za serce 💔. Po jakimś czasie oglądaliśmy pola, pasące się zwierzęta m.in świnie na łańcuchach 🐷 🐑 i monumentalne szczyty Andów 🏔️. Aż wreszcie zielona dżungla oplatała pociąg ze wszystkich stron 🌿.
 
Na stacji w Aguas Calientes zrobiło się już dziwnie, gdyż przywitały nas nie tylko kolorowe stragany, ale i kilkusetmetrowa kolejka ludzi do autobusów 🚍 i… deszcz, ktorego nie przewidzialy prognozy 🌧️. Nieco zdezorientowani, ale pełni wiary, wsiedliśmy do autobusu, który serpentynami wspinał się ku Machu Picchu.
 
A na szczycie? – czekała na nas niespodzianka. Zamiast widoku z pocztówek – ruin i majestatycznych zboczy gór – zmoczył nas gęsty deszcz. Chmury utworzyły białe morze nad głowami ☁️, a ja miałam wrażenie, że płyniemy po nim… w dawne czasy. Masywy zaś parowały z taką gorliwością, jakby chciały przekazać nam jakąś pilną wiadomość od pradawnych bóstw ✨.
 
Cóż… chyba tak miała wyglądać moja przemiana w prawdzie, której miałam doświadczyć właśnie w tym miejscu…🤔
 
W drodze powrotnej chmury zaczely znikać , a na niebie pojawiło sie słońce ☀️ i złotym blaskiem rozświetliło dolinę. A my? – przemoknięci, wyglądający jak mokre kury 🐔 – czuliśmy się szczęśliwi, że dotknęliśmy świata pradawnych Inków. 🌄

Dzień 14

Cuzco, Szlak Pumy
 
Udało się! Dzisiaj zlokalizowaliśmy kształt pumy, nadany miastu w XV wieku przez dziewiątego Sapa Inkę, i ruszyliśmy jego śladem. Ale po kolei…
 
🧱 Trochę historii
W XV wieku młody Cusi Yupanqui, syn ósmego władcy Inków, po zwycięstwie nad ludem Chanca został ogłoszony dziewiątym Sapa Inką i przyjął imię Pachacutec – ten, który odmienia świat. Miał zaledwie kilkanaście lat, a już przejął władzę, przekształcając lokalne Cuzco w stolicę największego imperium w historii Ameryki Południowej.
Pachacutec nadał miastu kształt pumy – świętego zwierzęcia Inków – i zlecił jego pełną przebudowę. Budowa trwała ponad 20 lat, a dziesiątki tysięcy ludzi z podbitych ludów zostało tu sprowadzonych siłą w ramach ciężkiej pracy mit’a.
Z Cuzco rozchodzilo się 41 promienistych linii – ceques, na których rozmieszczono ponad 300 świętych miejsc. Całe miasto było duchowym centrum czterech części Tahuantinsuyo – imperium sięgającego od dzisiejszego Ekwadoru aż po Chile.
 
🐾 Nasz szlak przez miasto-pumę
🔹 Zęby pumy – zaczęliśmy od trójzębnych murów Sacsayhuamán, których masywne bloki przypominają właśnie szczęki drapieżnika. Tak widzieli je Inkowie – jako zęby świętej pumy strzegącej miasta.
🔹 Głowa pumy – to właśnie forteca Sacsayhuamán, zbudowana z bloków ważących po kilkadziesiąt ton.
Monumentalna, geometryczna, doskonale wkomponowana w teren.
🔹 Kręgosłup pumy – dawną trasą rytualną, schodzącą z fortecy w dół miasta, przeszliśmy ku centrum. Ulice są wciąż ułożone zgodnie z tym dawnym planem.
🔹 Serce pumy – to świątynia Coricancha, poświęcona bogu Inti. Kiedyś całkowicie pokryta złotem, po podboju została zniszczona. Hiszpanie zbudowali na niej klasztor dominikanów – pozostawiając tylko inkaskie fundamenty.
🔹 Ciało pumy – schodziliśmy brukowanymi uliczkami i tarasami, które do dziś niosą rytm dawnego miasta.
To nie był zwykły spacer, lecz wejście do świata imperium Inków. 🐾
🥖✨ Cusco – stolica chleba Andów ✨🥖
 
Dziś na Plaza de Armas odbył się barwny festiwal chleba – Feria del Pan de Chuta, święto lokalnych piekarzy. Prezentowane były ogromne, okrągłe i ozdobne bochny, z tradycyjnymi napisami i symbolami, które od wieków towarzyszą andyjskiej kulturze.
Wydarzenie narodziło się z potrzeby podtrzymania dawnych zwyczajów i promocji rzemieślników. Dziś Cusco dumnie nazywane jest stolicą narodowego chleba – miejscem, gdzie tradycja wypieku spotyka się ze wspólnotą i świętowaniem.
 
Podczas uroczystości burmistrz uroczyście otworzył festiwal, a na zakończenie rozdawano przybyłym bochny chleba – my także dostaliśmy dwa. 🌄❤️
✝️✨ Cristo Blanco – strażnik nad Cusco ✨✝️
 
Nie sposób go nie zauważyć. Monumentalny, biały, stoi z rozpostartymi ramionami wysoko ponad miastem, jakby czuwał nad jego losem. Cristo Blanco – ośmiometrowy posąg Chrystusa.
 
Pytań mieliśmy wiele: skąd się tam wziął? Kto go wybudował? Dlaczego właśnie na czerwonym wzgórzu Pukamoqo, na wysokości 3 575 m n.p.m.? No i w końcu – jak wygląda miasto z tego miejsca, bo przecież z pewnością niezwykle. Postanowiliśmy sprawdzić wszystkie te informacje i wejść na górę pokonując kilkaset schodów.
 
1️⃣ Pomnik powstał w 1945 roku jako dar libańskiej społeczności dla mieszkańców Cusco – symbol wdzięczności i pokoju po II wojnie światowej.
 
2️⃣ Wybór miejsca nie był przypadkowy. Pukamoqo – „Czerwone Wzgórze” – od wieków miało znaczenie rytualne dla Inków. To tutaj składano ofiary Pachamamie (Matce Ziemi) i duchom gór (apus). Wzgórze było częścią świętej geografii Cusco – systemu ceques, linii prowadzących od Świątyni Słońca (Coricancha) do miejsc kultu. Według kronik właśnie tutaj złożono też ziemię ze wszystkich czterech regionów imperium Inków (Tahuantinsuyo), aby zjednoczyć je w pępku świata – Cusco.
 
Dziś Biały Chrystus nie tylko góruje nad miastem, ale też łączy dwie tradycje – andyjską duchowość i chrześcijański symbol pokoju.
 
A widok? 🌄 Naprawdę niesamowity!

Dzień 15

Szlakiem Inków przez Andy
 
Ostatni dzień w Peru spędziliśmy, jadąc i wędrując szlakiem najważniejszych miejsc Inków – królewskich miast, twierdz i świątyń Świętej Doliny.
 
Trasa prowadziła przez strome zbocza Andów, wijące się serpentynami na wysokości ponad 3500 m n.p.m.
 
Gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy?
🌾 Chinchero
Dla Inków było to miejsce o głębokim znaczeniu symbolicznym. To tutaj cesarz Túpac Yupanqui, syn Pachacuteca, wybudował swoją pałacową rezydencję, czyniąc z Chinchero królewskie miasto.
Znajdujące się na wysokości 3760 m n.p.m., Chinchero było miejscem kultu, rytuałów i codziennego życia – z rozbudowaną siecią tarasów rolniczych i kanałów wodnych.
Po podboju Hiszpanie wznieśli tu kościół na fundamentach świątyni Inków. Do dziś zachowały się mury cyklopowe oraz żywa tradycja tkactwa, przekazywana przez lokalne wspólnoty.
 
⚪ Moray – laboratorium rolnicze Inków
Niezwykły kompleks koncentrycznych tarasów, przypominających zielone amfiteatry.
Inkowie używali go jako eksperymentalnego centrum rolniczego – testowali tu uprawy w różnych warunkach mikroklimatycznych.
Każdy poziom miał inną temperaturę i wilgotność. To dowód na ich ekologiczną precyzję i inżynieryjną pomysłowość.
 
🧂 Maras – solne tarasy Inków
Na zboczach Andów, na wysokości ok. 3300 m n.p.m., działa jeden z najstarszych systemów pozyskiwania soli na świecie.
 
👉 Ponad 3000 basenów wypełnianych jest wodą z podziemnego, naturalnie słonego źródła. Gdy woda paruje, zostaje czysta, różowa sól – jak za czasów Inków.
Do dziś miejsce to należy do lokalnych rodzin, które ręcznie zbierają sól i przekazują tradycję z pokolenia na pokolenie.
 
🌄 Ollantaytambo – serce Świętej Doliny Inków
 
Jedna z czterech głównych twierdz imperium Inków, pełniąca funkcję fortecy, centrum ceremonialnego i administracyjnego.
Położona na wysokości 2846 m n.p.m., była ważnym punktem na sieci dróg Qhapaq Ñan.
To tutaj Inkowie odnieśli rzadkie zwycięstwo nad Hiszpanami.
 
Miejsce zachowało oryginalny układ urbanistyczny i funkcjonuje do dziś – z monumentalnymi tarasami, precyzyjnie obrobionym kamieniem i głęboką symboliką.
 
🏛️ Pisac – strażnik Świętej Doliny
Pisac to kompleks łączący funkcje obronne, rolnicze i rytualne.
Chronił wschodni dostęp do doliny, był nekropolią inkaskiej elity i miejscem kultu Słońca.
Słynie z monumentalnych tarasów rolniczych, które układają się w kształt kuropatwy (p’isaq) – świętego ptaka Inków.
W centrum znajduje się Intihuatana – rytualny zegar słoneczny. Pisac do dziś ukazuje harmonię natury, architektury i duchowości.
 
🍽️ Urubamba
W tej spokojnej miejscowości zatrzymaliśmy się na obiad – a przy stole przygrywał nam peruwiański zespół 🎶.
 
☀️🌧️ Dzień był zmienny pogodowo – raz słońce, raz deszcz – ale piękny i niezapomniany.
Tak żegnaliśmy Peru – krainę Inków, wiedzy i rytmu ziemi.
 
Jutro wracamy do Chile – do Santiago – by kontynuować naszą andyjską podróż. ✈️
🌄 Peru. Ollantaytambo – serce Świętej Doliny Inków
 
Inkaska twierdza Ollantaytambo należy do czterech najważniejszych miejsc w imperium Inków – obok Cusco, Machu Picchu i Pisac.
 
Położona na wysokości 2846 m n.p.m., pełniła funkcję fortecy, ośrodka administracyjnego i ceremonialnego, a także kluczowego przystanku na inkaskiej sieci dróg (Qhapaq Ñan) 🛤️, która oplatała Andy na dystansie ponad 40 000 km.
 
W tym miejscu odpoczywali posłańcy, gromadzono żywność, a armie przygotowywały się do marszu ⚔️. To tutaj Inkowie stoczyli jedną z nielicznych zwycięskich bitew z Hiszpanami.
Monumentalne tarasy, perfekcyjnie obrobione bloki skalne i święta geometria miejsca sprawiają, że Ollantaytambo do dziś emanuje siłą, tajemnicą i duchową głębią ✨.
To także jedyna inkaska osada, która funkcjonuje nieprzerwanie do dziś – część domów i ulic w miasteczku zachowała oryginalny układ sprzed ponad 500 lat 🕰️.
Peru. Kopalnie soli w Maras 🧂
 
Wysoko w Andach, na wysokości ok. 3300 m n.p.m., znajduje się jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Peru – kopalnie soli w Maras, gdzie sól pozyskuje się ręcznie, niemal dokładnie tak samo jak w czasach Inków.
 
💧 Skąd się tu wzięła sól?
Miliony lat temu te tereny były dnem prehistorycznego oceanu. Gdy wody się cofnęły, w głębi gór pozostały pokłady skał bogatych w minerały. Przez te warstwy przepływa dziś naturalnie słona woda, która wypływa ze źródła i zasila system setek kanałów i tysięcy basenów solnych.
 
Woda z Maras zawiera ponad 80 pierwiastków śladowych – m.in. wapń, magnez, potas, cynk i żelazo – dlatego sól przybiera różne barwy: od białej i różowej, po lekko czerwonawą. Jej smak i właściwości zdrowotne są cenione na całym świecie.
 
Sól wydobywano tu jeszcze przed czasami Inków, a system tarasów został udoskonalony przez nich w XIII–XIV wieku.
Każdy basen należy do konkretnej rodziny i jest przekazywany z pokolenia na pokolenie – to żywa tradycja. Sól z Maras do dziś zbiera się ręcznie, bez użycia maszyn. Jest eksportowana na cały świat i stanowi źródło utrzymania dla lokalnych społeczności. T
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Chile

Chile

wrzesień 2025

Chile - Santiago

Dzień 1

Za nami 26 godzin podróży (w tym aż 19 w samolotach!) – trasa:
Pyrzowice → Frankfurt → Bogota → Santiago.
 
Najpierw przez bezkres Atlantyku, a potem zanurzeni w surrealistycznych obrazach malowanych przez zachodzące słońce nad Ameryką Południową… Udało się uchwycić kilka pięknych kadrów 📸✨
 
Przed nami jeszcze 5 lotów wewnętrznych po Chile i Peru oraz 3 przez São Paulo w drodze do Polski. Ale najpierw – upragniony sen 😴, a potem dwa dni na rekonesans stolicy Chile. I wreszcie szturm na pustynię Atakama 💪🔥

Dzień 2

W dwa dni przeszliśmy ok. 40 km ulicami stolicy Chile: centrum i okolice. I jakie wrażenia? Santiago zaskoczyło mnie biedą. Bezdomni na każdym kroku — w namiotach, pod kocami, na ławkach, ciągnący ze sobą cały dobytek. Już 3 km od centrum chodniki zasypane śmieciami. Na ulicach kwitnie handel – ludzie na płachtach sprzedają wszystko: od zup i herbaty ☕ po ubrania, buty 👟 i zabawki. Stare rzeczy i nowe, byle co.
 
A jakie są dane? W 7-milionowym Santiago oficjalnie żyje ponad 21 tys. bezdomnych, szacunki mówią nawet o 40 tys. osób. Ponad 113 tys. rodzin mieszka w slumsach (campamentos), a 10% najbogatszych Chilijczyków zarabia 26 razy więcej niż 10% najbiedniejszych.
 
A gdzie byliśmy dzisiaj? Co zwiedziliśmy:
Cerro Santa Lucía – wzgórze, na którym w 1541 roku Pedro de Valdivia założył Santiago.
Barrio Bellavista – kolorową, artystyczną dzielnicę pełną murali 🎨, kafejek i nocnego życia, gdzie najmocniej czuć bohemę Santiago.
Museo Chileno de Arte Precolombino – dla mnie coś absolutnie niezwykłego: całe dziedzictwo cywilizacji, o których pisałam w Hologramowym Świecie i Bezimiennych – Nazca, Moche, Chavín, Inkowie, Wari i Chinchorro. Byłam w siódmym niebie ✨.
Mercado Central – ogromny, tętniący życiem targ pełen zapachów ryb 🐟, owoców morza 🦐 i ulicznego jedzenia. Choć panował tam tłok i swoisty chaos, miejsce miało w sobie niepowtarzalny charakter.
Museo Nacional de Bellas Artes – elegancki gmach i wspaniałą kolekcję sztuki chilijskiej 🖼️, prawdziwe serce kultury miasta.
 
Pogoda była zmienna – raz słońce ☀️, raz deszcz 🌧️ – ale i tak super. Jutro ruszamy dalej 🚶.

Dzień 3

By sprawiedliwości stało się zadość, postanowiliśmy dzisiaj spojrzeć na Santiago z innej perspektywy — tej lepszej. Dlatego ruszyliśmy w kierunku najbogatszej i najbardziej prestiżowej części miasta — dzielnicy Providencia. To właśnie w niej znajdują się ambasady, siedziby międzynarodowych korporacji i ekskluzywne apartamentowce. Także Gran Torre Costanera — najwyższy budynek w Ameryce Południowej (300 m, 62 piętra).
 
I jakie wrażenia? No zupełnie inne niż wczoraj. Ulice zadbane — parki, skwery, fontanny. Pieniądze płyną strugami — co widać po wnętrzach nowoczesnej galerii handlowej Costanera Center.
 
📊 A co mówią dane?
Region metropolitalny Santiago (czyli stolica wraz z otaczającymi ją dzielnicami) liczy dziś ok. 8,4 mln mieszkańców i podzielony jest na 52 dzielnice (comunas). Najbogatsze z nich – Providencia (~164 tys. mieszkańców) i Vitacura (~97 tys.) – tworzą tzw. „sector oriente”, gdzie koncentruje się klasa wyższa: biznesmeni, dyplomaci i zamożne rodziny korzystające z prywatnych szkół, ekskluzywnych sklepów i apartamentowców. Ceny nieruchomości w tych dzielnicach należą do najwyższych w całej Ameryce Południowej.
 
📸 Co zobaczyliśmy i utrwaliliśmy na zdjęciach:
Uroczystą zmianę warty przed pałacem prezydenckim La Moneda – z orkiestrą i końmi, w podniosłej atmosferze.
Ulice najbogatszej części Santiago – dzielnicy Providencia.
Wieżowiec Gran Torre Costanera i ekskluzywne wnętrza galerii Costanera Center – z największą strefą gastronomiczną, jaką kiedykolwiek widziałam w centrum handlowym 🍴.
Stację metra Universidad de Chile – ozdobiona muralem Memoria Visual de una Nación (1200 m²), opowiadającym dzieje Chile od podboju po współczesność.
Zaułek Barrio París-Londres – mały fragment Paryża i Londynu w samym sercu Santiago.
Kościół św. Franciszka – najstarszy katolicki kościół miasta (1562 r.), gdzie w mszy uczestniczą również czworonogi 🐕.
 
🌼 Dziś w Chile obchodzony jest pierwszy dzień wiosny (21 września). Z tej okazji wszyscy obdarowują się żółtymi kwiatami, które symbolizują radość, odrodzenie i nowy początek. 🙂

Chile- San Pedro de Atacama

Dzień 4

Przybyliśmy na najsuchszą pustynię świata. Są tu miejsca, gdzie od tysięcy lat nie spadła ani kropla deszczu i gdzie życie nigdy nie powstało — nie ma tu roślin, zwierząt ani nawet bakterii.
Zameldowaliśmy się w miasteczku, które od tysięcy lat jest oazą wśród bezkresu piasków i gór, dawniej zamieszkaną przez kultury Atacameños.
Nad nami niebo obsypane gwiazdami, zbliża się północ, a my podekscytowani nastawiamy budziki na 4:00, by wyruszyć ku gejzerom El Tatio 🌋❄️
Jest dokładnie tak, jak w Hologramowym Świecie… ✨

Dzień 5

Gejzery El Tatio
 
Ziemia gotuje się pod stopami, choć przykryta jest warstwą lodu. Gorąca woda rozrywa skorupę, zionąc parą. Z minuty na minutę w powietrzu unosi się coraz więcej gęstej, białej mgły, malując w mojej wyobraźni apokaliptyczny obraz końca świata.
 
Nic dziwnego — temperatura −10°C, odczuwalna jeszcze niższa ❄️. Wysokość 4320 m n.p.m. 🏔️, a my mamy za sobą 1,5-godzinny maraton po skalistych serpentynach w całkowitych ciemnościach.
Ale chwila zdrowego rozsądku i już wiem — to tylko El Tatio: pole gejzerów, setki fumaroli i wrzących źródeł, które o świcie wyrzucają w powietrze fontanny pary i wody 🌫️💦. Trzecie co do wielkości pole gejzerowe na świecie. 🌍
 
Znam to miejsce doskonale. To właśnie tutaj, na pustyni Atacama, szamani Atacameños przed tysiącami lat odprawiali rytuały oczyszczenia i kontaktu z duchami ziemi 🔥✨.
 
A ja trafiłam na tę ceremonię w moim Hologramowym Świecie. Tak… i teraz też było warto oglądać ten niesamowity, magiczny spektakl natury 🌌💫.
🌾 Święte ziarna Inków.
W San Pedro de Atacama spróbowałam dziś wyjątkowej potrawy, która znowu przeniosła mnie na karty Hologramowego Świata.
🌱 Mowa o kaszy quinoa – od tysięcy lat uprawianej w Andach przez różne kultury prekolumbijskie (na terenie dzisiejszego Peru, Boliwii, Ekwadoru i Chile).
Czy wiedzieliście, że to jedno z najzdrowszych ziaren świata?
✨ Zawiera pełnowartościowe białko (wszystkie 9 niezbędnych aminokwasów – rzadkość w roślinach).
✨ Dostarcza błonnika, magnezu, żelaza, cynku, fosforu i witamin z grupy B.
✨ Ma niski indeks glikemiczny, więc stabilizuje poziom cukru we krwi.
✨Nie zawiera glutenu, więc nadaje się dla osób na diecie bezglutenowej.
…a do tego rośnie na wysokościach nawet 4000 m n.p.m., gdzie inne zboża nie mają szans przetrwać… 🌄

Dzień 6

🚙 Samochodem przez Atacamę
 
Pustynia Atacama potrafi zmieniać się jak kameleon – w zależności od wysokości, światła i samej ziemi pokazuje zupełnie inne oblicza. Wczoraj wsiedliśmy do wypożyczonego samochodu, by z bliska przyjrzeć się jej różnym twarzom.
 
1. Laguna Cejar
Laguny to po prostu naturalne zbiorniki wodne, które powstają tam, gdzie woda gromadzi się w słonych kotlinach i nie ma ujścia. Parowanie zostawia sól i minerały, tworząc połyskujące tafle. W regionie Salar de Atacama jest ich kilka: Cejar,
Tebinquinche, Chaxa i inne, a każda różni się kolorem, zasoleniem czy głębokością. My zatrzymaliśmy się nad Laguną Cejar. Na krystalicznej wodzie unosiły się flamingi, nawołujące się w porze godowej. Pod nogami migały małe jaszczurki, a kawałek dalej pojawił się zwierzak przypominający skrzyżowanie lisa z psem. W przejrzystej wodzie widać było skalne urwiska, a niektórzy kusili się o kąpiel w tym hipersłonym jeziorze – choć my ruszyliśmy dalej.
 
2. Trasa ku granicy z Boliwią
Im wyżej, tym bardziej zmienia się pustynia. Na wysokości ok. 4500 m n.p.m. zobaczyliśmy całe połacie ostrej trawy ichu – suche kępy, które potrafią przetrwać tylko w tych ekstremalnych warunkach. Ziemia była popękana jak wyschnięta skorupa, a pomiędzy nią piętrzyły się ogromne bloki skalne – ślad dawnej aktywności wulkanicznej. U podnóża wulkanu Licancabur dostrzegliśmy potężne pęknięcia i wąwozy, wyglądające tak, jakby ziemia miała zaraz rozpaść się na pół.
 
3. Wulkan Licancabur
Ten majestatyczny stożek góruje nad San Pedro, wznosząc się na prawie 6000 m. Na jego szczycie znajduje się jedno z najwyżej położonych jezior świata. Choć nie wybuchał w czasach historycznych, wulkan uważany jest za potencjalnie czynny, ale niskiego ryzyka – ostatnie młode wypływy lawy datowane są na ponad 13 tysięcy lat temu. Licancabur miał znaczenie sakralne dla ludów andyjskich – na obrzeżach krateru odkryto kamienne platformy rytualne, używane podczas równonocy i przesileń. W czasach Inków takie szczyty łączono z rytuałem capacocha, w którym składano ofiary – dzieci i drogocenne przedmioty – by przebłagać bogów w chwilach kryzysu.
 
4. Dolina Śmierci
Ostatnim etapem naszej trasy była Dolina Śmierci – miejsce, gdzie od tysięcy lat nie spadł deszcz. Krajobraz jest surowy i niemal kosmiczny, przypominając klimat Marsa. Dlatego służy jako poligon badań analogowych dla misji marsjańskich. Jej niezwykła sceneria przyciąga też filmowców – fragmenty Quantum of Solace i dokument Cielo powstały właśnie tutaj. To jedno z najbardziej nieziemskich miejsc na pustyni Atacama.
🎥 ZAPRASZAM NA ATACAMĘ✨🌍
 
Są miejsca na ziemi, gdzie czas się zatrzymał. Gdzie wiatr opowiada historie dawnych światów, a cisza wbija się w duszę jak echo wieczności. Takim miejscem jest Dolina Śmierci w San Pedro de Atacama. 🌵
 
Tu od tysięcy lat nie spadła kropla deszczu. Nie ma wody, nie ma życia, nawet bakterii. Ziemia oddycha pustką, a jednocześnie emanuje mocą większą niż wszystkie miasta świata. 💨
 
To właśnie tutaj narodziła się we mnie potrzeba napisania 7. części „Hologramowego Świata” – Zmysły. Patrząc na bezkres piasku, zanurzyłam się w opowieści dawnych ludów: pradawnych Chinchorro, którzy jako pierwsi na świecie mumifikowali swoich bliskich, w tajemnice Inkaskiego imperium, w dramatyczne ślady hiszpańskich konkwistadorów, aż po ślady obozu Pincheira, gdzie bunt mieszał się z nadzieją. 🔥
 
A potem moja wyobraźnia poleciała jeszcze dalej – ku przyszłości, na Marsa, do obserwatorium ALMA, które z tej samej pustyni spogląda w nieskończoność kosmosu. 🚀
 
Dolina Śmierci to jak fragment innej planety. Jakby ktoś wyrwał kawałek Marsa i zostawił go tu, byśmy mogli spojrzeć w lustro – zobaczyć świat bez wody, bez życia, ale pełen… sensu. ✨
🌙 Valle de la Luna – Dolina Księżycowa
 
Valle de la Luna swoim wyglądem przypomina powierzchnię Księżyca, choć niektórzy naukowcy porównują ją do Marsa. To obszar o powierzchni około 440 km² w obrębie Cordillera de la Sal – pełen kraterów, skalnych grzbietów, szczelin i piaskowych wydm.
Miliony lat temu znajdowało się tu wewnętrzne morze, które wyschło, pozostawiając ogromne pokłady soli i minerałów. Wiatry i osady wulkaniczne wyrzeźbiły skały w niezwykłe kształty przypominające m.in. Amfiteatr, Trzy Marie – formacje kojarzone z kobiecymi postaciami strażniczek pustyni – oraz jaskinie solne. ✨
 
Dolina zawiera także pozostałości starych kopalni soli — np. kopalnię Victoria Mine, czynną do połowy XX wieku, gdzie wydobywano bloki soli używane później do konserwacji mięsa i w produkcji przemysłowej. Z Cordillera de la Sal związane jest nazwisko Ignacego Domeyki, polskiego geologa i badacza, który w XIX wieku opisywał chilijskie Andy i przyczynił się do rozwoju wiedzy o tym regionie. ⛏️ .
 
Trasę liczącą ok. 7 km pokonaliśmy samochodem, jadąc powoli z dozwoloną prędkością około 20 km/h. We wskazanych miejscach zatrzymywaliśmy się, by pieszo eksplorować teren. Muszę przyznać – dech zapiera w piersiach! Czuliśmy się jakbyśmy byli na innej planecie 🧐🧐

Dzień 7

Pożegnanie z Atacamą 🏜️
 
Nasz 4-dniowy pobyt na pustyni Atacama dobiega końca. Przyznam, polubiłam to miejsce w realnym świecie, a pokochałam w iluzorycznym – na kartach Hologramowego Świata część 7 „Zmysły”.
 
🌙 Dzisiejszy dzień spędziliśmy w Dolinie Księżycowej. Krajobraz wyglądał jak z innej planety – Marsa? A może Księżyca? Hmm..🤔
 
🐕 Pożegnaliśmy się też z San Pedro – niewielkim miasteczkiem na wysokości 2400 m n.p.m., z niską zabudową z gliny i… niezliczoną liczbą psów, które zdają się być jego prawdziwymi gospodarzami.
 
🌵 To miejsce od tysięcy lat zamieszkiwali Atakamowie (Likan Antai), którzy stworzyli tu swoją kulturę i pozostawili bogate dziedzictwo. Ich obecność czuć na każdym kroku – w glinianych murach, dawnych cmentarzach i kamiennych rytach. Nad miasteczkiem góruje majestatyczny wulkan Licancabur, który przypomina o dawnych rytuałach i ofiarach składanych wysoko na jego zboczach.
 
✈️ Jutro ruszamy do Peru – kolejny etap naszej podróży!

Dzień 16

✈️ Z Peru wróciliśmy do Santiago, by kontynuować zwiedzanie miasta i jego okolic. Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy spacerując po centrum — miasto budziło się do życia przed weekendem.
 
🎶 Na każdym kroku słychać było muzykę, a ulice wypełniali odświętnie ubrani ludzie. W Parque de Armas, tuż obok katedry, trwały występy uliczne, a przed gmachem prezydenta ustawiono scenę, by świętować 50-lecie metra w Santiago. Na ulicznych skwerach mijaliśmy roztańczone grupy osób — śmiech, taniec i rytm miasta unosiły się w powietrzu. Atmosfera była radosna, pełna dźwięków, światła i energii…✨ ✨

Chile - Valparaíso

Dzień 17

Piękne nadmorskie miasto kusi nie tylko widokiem na ocean 🌊, ale też kolorowymi murami. Graffiti i murale oplatają niemal każdą ścianę – sztuka wylewa się z domów, schodów, murków.
 
Ale Valparaíso to również ciemniejsza strona podróży: złodziei jest tu naprawdę wielu.
Wypożyczyliśmy samochód w Santiago 🚗, a zanim zdążyliśmy dotrzeć na strzeżony parking – wpadliśmy w sidła ulicznych naciągaczy. Na czerwonym świetle 🔴
przebili nam dwa tylne koła i próbowali swoich „metod”. Na szczęście zachowaliśmy zimną krew – numer im nie wyszedł.
 
Ale 1,5 godziny czekania na assistance ⏳ było prawdziwym wyzwaniem. Co chwila ktoś podchodził, ostrzegał, proponował pomoc… I nagle nie wiedzieliśmy już, kto jest po naszej stronie, a kto przeciwko nam. W końcu policyjny patrol 🚓 postanowił nas pilnować aż do przyjazdu auta zastępczego.
 
Tak czy siak – jeszcze nigdy nie stresowaliśmy się tak czerwonymi światłami🤫
 
A samo Valparaíso?
Magicznie dudniło 26. Carnavalem Mil Tambores 🥁 – rozśpiewane 🎶, rozbawione 🎭, wciągające w swój rytm i kolory. Nie sposób było przejść obojętnie…
Valparaíso – rozpoczął się 26. Carnaval Mil Tambores! 🥁💃🎨
 
Dziś, 5 października, o 10:00 rano ulicami miasta ruszyła wielka parada – pasacalle – pełna bębnów, tańca, kolorów i radości.
 
Biją w bębny, tańczą: dzieci, młodzież, seniorzy. Poprzebierani, uśmiechnięci, pełni życia. Tłumy patrzą, świętują razem, a dźwięki unoszą się po całej przestrzeni miasta, między wzgórzami.
 
📣I ja tam byłam. Tańczyłam i w plecak, niczym w bębny, biłam…🥁🥁

Chile - Santiago

Dzień 18

Chyba mamy jakąś manierę odwiedzania szczytów z wielkimi pomnikami. 😉 Tym razem ze wzgórza San Cristóbal przywołała nas ogromna figura Matki Bożej Niepokalanej – symbol Santiago.
 
Na szczyt ⛰️ wjechaliśmy panoramicznym busem. Miałam wrażenie, że miasto i majestatyczne Andy rosną w oczach.
 
Wreszcie, na wysokości 880 m n.p.m., przed naszymi oczami ukazał się 22-metrowy wizerunek Niepokalanej, stojący na ogromnym cokole. Trzeba przyznać, że robi wrażenie – zwłaszcza w słońcu 🌞, które wybielając rzeźbę, rysowało w mojej wyobraźni postać anioła stróża…
 
Siedząc u stóp tego niezwykłego posągu, wpatrywaliśmy się w panoramę miasta. Czas zdawał się zatrzymać ⏳️– spędziliśmy tam prawie godzinę, w ciszy, kontemplacji i zadziwieniu, jak wszystko na ziemi wydaje się małe i przemijające.
A potem, w nostalgicznym nastroju, poszliśmy za ciosem – wprost na Cementerio General de Santiago, najważniejszy cmentarz w stolicy 🏛 – by złożyć hołd naszemu rodakowi, Ignacemu Domeyce. 💙
Nekropolia leży u podnóża góry; odległość kilkunastu kilometrów pokonaliśmy pieszo, obserwując codzienne życie w ubogich dzielnicach. Trzeba przyznać, że to niecodzienne doświadczenie. Miejscami szliśmy tak blisko domostw zbudowanych z kartonów, płyt, materiałów i śmieci, że niemal ocieraliśmy się o nie. Czułam jakiś nienazwany, irracjonalny lęk…🫨🫨
 
🏛Sam cmentarz to zupełnie inny świat – miasto z marmuru i ciszy. 🌿 Założony w 1821 roku, należy do najstarszych nekropolii Ameryki Południowej. Wśród zielonych alei i monumentalnych grobowców spoczywają prezydenci, artyści, poeci i bohaterowie narodowi Chile – w tym Salvador Allende i Gabriela Mistral.
 
W cieniu marmurowych mauzoleów, pomiędzy aniołami i rzeźbionymi sarkofagami, znajduje się również pomnik Ignacego Domeyki – Polaka, który po powstaniu listopadowym znalazł tu nową ojczyznę. Był geologiem, reformatorem szkolnictwa i badaczem Andów; opracował mapy złóż minerałów i zmodernizował Uniwersytet Chilijski.
 
Na jego pomniku widnieje napis:
„Ignacio Domeyko, sabio polaco-chileno” – „mędrzec polsko-chilijski”.
🌞 I tak, w nieco sentymentalnym nastroju, w cieple promieni słonecznych, przeminął kolejny dzień naszego pobytu w Chile…
⛰️ Wzgórze San Cristóbal, Santiago de Chile
 
Na szczycie, na wysokości 880 m n.p.m., góruje 22-metrowa figura Matki Bożej Niepokalanej wzniesiona w 1908 roku. To duchowy symbol miasta i miejsce modlitwy oraz ciszy nad tętniącą życiem stolicą.
 
Z jej stóp rozciąga się niezwykła panorama Santiago i śnieżnych Andów – widok, który naprawdę zapiera dech w piersiach 💙

Dzień 19

Wiele przeżyć jak na tak krótki czas. Santiago – tętniąca życiem stolica 🏙️, pustynia Atacama z gejzerami El Tatio 🌋, bezdroża kamiennej Doliny Śmierci i tajemniczej Doliny Księżycowej 🌕, turkusowe laguny o krystalicznie czystej wodzie 💧 i niebo usiane gwiazdami, które obserwowaliśmy nocą przy największych teleskopach świata 🔭. A do tego barwny karnawał w Valparaíso 🎭
 
Tę Atacamę przecież już znałam – widziałam, przeżyłam ją kiedyś na kartach 7. części „Hologramowego Świata” pt. Zmysły. A jednak teraz wszystko śnić będzie się prawdziwiej i głębie …
 
Każde z tych miejsc zapisało się w pamięci inaczej – zapachem, światłem, ciszą lub dźwiękiem ulicznych bębnów. Chile okazało się krajem kontrastów i emocji, w którym pustynia i ocean, cisza i zgiełk, duchowość i codzienność splatają się w jedną, niepowtarzalną całość.
 
Trochę żal odjeżdżać… jakby człowiek zostawiał tu cząstkę siebie. ❤️

Dzień 20

Powrót do domu ✈️
 
Podróż powrotna trwała ponad dobę. Za nami tysiące kilometrów, zmieniające się strefy czasowe i obrazy, które zostaną w pamięci na długo.
 
Z Santiago do São Paulo – cztery godziny ponad Andami i południowoamerykańskim lądem. Potem długi, jedenastogodzinny lot przez Atlantyk do Frankfurtu i wreszcie krótki przelot do Pyrzowic. W sumie szesnaście godzin w powietrzu i około ośmiu na odprawy, przesiadki i drogę z lotniska.
 
Dla mnie najpiękniejszym etapem podróży był przelot nad Andami 🏔️. Ośnieżone szczyty lśniły w słońcu, jakby żegnały nas ostatnim blaskiem Ameryki Południowej. Potem zapadła noc i tylko ciche światła pod nami 🌌 towarzyszyły naszym myślom.
 
Zmęczeni, ale szczęśliwi, dotarliśmy do domu 🏡. Co zostanie z tej podróży po Chile i Peru?
Zdjęcia, wspomnienia, kilka drobnych pamiątek… i coś znacznie więcej. Ta podróż była wędrówką śladami moich bohaterów z Hologramowego Świata — z części „Zmysły” i „Intuicja”. Miejsca, o których pisałam, ożyły – pachniały, drżały w świetle, mówiły własnym głosem…
 
Dlatego te książki już nigdy nie będą tylko tekstem – stały się doświadczeniem ✨.
A każda podróż, także ta, przypomina, że świat naprawdę odpowiada na nasze marzenia. Wzbogaca, otwiera i daje nadzieję 💫.
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Andora – Andora

Andora - Andora

lipiec 2025

Dzień 7

📍Andora
Dziś spojrzałam na Pireneje z wysokości 2500 m n.p.m. — surowe szczyty, świerkowe lasy i poczucie absolutnej wolności. 🌲🦅
✨
 
To właśnie tu, w Andorze, wśród tych gór, narodziło się opowiadanie Wolność (z książki pod tym samym tytułem).
 
Historia iberyjskich orłów – szczęśliwych w naturze, a potem porwanych przez kłusowników – wróciła do mnie w pełni. Ich desperacka ucieczka ku wolności znów stała się moja.
📸
 
W dzisiejszej relacji znajdziecie ujęcia tego wspaniałego zakątka świata – choć prawdę mówiąc, po prostu zachęcam Was do odkrycia tego kawałka globu osobiście.
🌍
 
Andora to mikroskopijne, niezależne państwo wciśnięte między Francję a Hiszpanię. Choć ma zaledwie 468 km², kryje w sobie potęgę gór i ciszy. Słynie z narciarskich kurortów, tanich zakupów i średniowiecznych wiosek, ale dla mnie to przestrzeń wolności — tej realnej i tej pisanej. 🏔️
 
Tym samym moja krótka wyprawa na południe Francji dobiega końca. Jeszcze tylko ostatnia noc w Tuluzie… i pora wracać do domu. 🧳 
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Francja – Tuluza

Francja - Tuluza

lipiec 2025

Dzień 1

📍 Tuluza. Tu zaczęła się moja podróż przez świat sztuki…
Jestem w Tuluzie – czwartym co do wielkości mieście Francji, położonym niedaleko Pirenejów, tuż przy granicy z Hiszpanią. Temperatura sięga teraz 35°C, a powietrze pachnie ciepłym wiatrem z południa. 🌬️☀️
 
To właśnie tutaj urodził się Henri de Toulouse-Lautrec – artysta, który jako pierwszy wprowadził mnie do świata malarstwa… i na ulice Paryża.
 
📖 Jego biografię przeczytałam jako nastolatka – była to moja pierwsza książka o malarzu. Rozbudziła we mnie fascynację malarstwem, impresjonistami i awangardą przełomu XIX i XX wieku – epoką zwaną fin de siècle. A potem poleciało jak lawina…
 
🎨 Za Lautrekiem pojawili się kolejni malarze: Van Gogh, Monet, Cézanne, Gauguin… Ich obrazy, światło i emocje pochłaniałam z zachwytem.
 
💃 Lautrec nie tylko zapoczątkował moją miłość do malarstwa, ale też fascynację Paryżem i legendarnym Moulin Rouge – światem artystów, kompozytorów, tancerek i nocy. Ich sztuka – kolor, nastroje, światłocień – do dziś znajduje swój wydźwięk w moich książkach, m.in. w Wolności czy w cyklu Hologramowy Świat.
 
🗺️ Przede mną 7 dni na południu Francji – w miejscu pięknym i bliskim mojemu sercu. Mam nadzieję, że jak zwykle spędzę je z piórem w ręku, dzieląc się wrażeniami tutaj, na fanpage’u. Tym razem towarzyszy mi lekki ból głowy – pamiątka po spotkaniu z samochodową rzeczywistością 😉 – ale też moja córka, która wszystko łagodzi. Zapowiada się naprawdę ciekawie. ✍️❤️🎒

Dzień 2

Centrum Tuluzy jest przepiękne – narkotycznie wciąga… ✨
Ale do rzeczy.
 
Miasto zostało założone w I wieku p.n.e. i leży nad rzeką Garonną. Budynki łączą style z różnych epok, tworząc harmonijną mozaikę historii i południowego charakteru. 🏛️
 
Może nie wszyscy wiedzą, ale Tuluza nazywana jest „Różowym Miastem” (La Ville Rose) – a to ze względu na charakterystyczne budowle z różowo-czerwonej cegły, której używano w budownictwie już od czasów rzymskich. Warto wspomnieć, że w większości francuskich miast dominuje kamień, co sprawia, że Tuluza naprawdę się wyróżnia.
👀👀
 
Dzisiejszy dzień spędziliśmy na chłonięciu atmosfery miasta.
Zwiedzilsmy tez dwie atrakcje:
🇫🇷 Capitole de Toulouse
Rozmiarami dorównuje Kaplicy Sykstyńskiej, a jego wnętrza – jak ona – kipią złotem, marmurem i malowidłami. Idąc korytarzami do sali reprezentacyjnej, można wpaść w dziwny, niemal psychodeliczny stan. A to za sprawą ogromnych malowideł wybitnych artystów, które pokrywają ściany. Obrazy splatają mitologię z rzeczywistością. Widzimy na nich sceny z życia zwykłych ludzi i wielkich przywódców: sądy, egzekucje, triumfy, miłość, bunt… ale także nagie nimfy i alegoryczne postaci fruwające między kolumnami.
Sam budynek istnieje od ponad 800 lat i pełni dziś funkcję ratusza miasta. Wewnątrz znajduje się też Théâtre du Capitole – jedna z najważniejszych scen operowych Francji.
⛪ Katedra św. Szczepana (Saint-Étienne) w Tuluzie skrywa relikwie aż 260 świętych, co czyni ją jednym z najbogatszych relikwiarzy we Francji. Została wzniesiona w IV wieku, a przez stulecia była wielokrotnie przebudowywana. Katedra znajduje się na szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostela i przez wieki przyciąga wędrowców z całej Europy.
Trzeba przyznać, że surowe wnętrza w połączeniu z malowidłami robią niezwykłe wrażenie. Nawet nie zauważyłam, kiedy zanurzyłam się we własnym duchowym świecie. ..

Dzień 3

Dziś płynęliśmy bajkowym szlakiem wodnym – średniowiecznymi kanałami, którymi Garonna spływa z Pirenejów do samego serca Tuluzy. Nad naszymi głowami wielkie drzewa splatały się w zielone tunele, przez które przebijało ciepłe światło. 🌿✨ Co jakiś czas nasz statek przeciskał się pod niskimi mostami albo między wąskimi ścianami śluz, które regulują poziom wody – różnice sięgają nawet 20 metrów!
 
🚤🌉 W centrum miasta sieć wodnych arterii rozdziela się na trzy kanały: Canal du Midi, Canal de Brienne i Canal de Garonne. My zaś, po rejsie, ruszyliśmy na spacer wzdłuż brzegu, odwiedzając dawną elektrownię wodną. Tam, z filiżanką kawy i szklanką soku, rozkoszowaliśmy się widokiem rzeki, która wciąż pulsuje historią. ☕🍊🌊
 
Co jeszcze zobaczylismy dzisiaj?
📿 Zajrzeliśmy do klasztoru Jakobinów – monumentalnej budowli z XIII wieku, która robi ogromne wrażenie swoim tzw. palmowym sklepieniem: wysokie filary rozchodzą się na górze promieniście niczym liście palmy, tworząc unikatową konstrukcję architektoniczną. 🌴 Warto wiedzieć, że z tym miejscem związany jest św. Tomasz z Akwinu – to właśnie tu znajduje się jego grób. 🙏
 
🧀🥩🍇 Odwiedziliśmy też legendarną Halę Victor Hugo – tętniący życiem targ w samym sercu Tuluzy, gdzie mieszkańcy codziennie zaopatrują się w świeże sery, mięsa, warzywa i owoce.
 
🚗 Jutro ruszamy dalej!
Wypożyczamy auto, opuszczamy Tuluzę i obieramy kierunek: wybrzeże. 🌊☀️
Ale zanim tam dotrzemy… czeka nas zwiedzanie przepięknego miejsca! 😍⛪🌿

Dzień 4

Perpignan. 300 km emocji i zachwytu 🌻🍇
 
To była emocjonująca podróż: słoneczniki kłaniały się nam w pas, a winorośle zapraszały w objęcia regionalnych winnic. Niestety tym razem czas nie pozwolił…
✨
 
Bo w Albi czekała już na nas monumentalna twierdza biskupia – gotycka katedra Sainte-Cécile, największa ceglana świątynia na świecie.
🎨
 
I – tuż obok – świat Henriego de Toulouse-Lautreca, malarza z tego regionu, mistrza plakatu i nocnego życia paryskiego Montmartre’u.
Podziwialiśmy jego oryginalne płótna i plakaty, które przyniosły mu światową sławę. Cóż tu dużo mówić – dla mnie to była prawdziwa gratka dla duszy.
Oprócz dzieł Lautreca na wystawie prezentowano również prace innych artystów jego epoki.
🌙
 
Do Perpignan dotarliśmy późnym wieczorem. Ledwie zdążyliśmy na LUMINISCENCE – immersyjny spektakl 360°, który zamienił dawny kościół dominikanów w pulsujące światłem i dźwiękiem sanktuarium sztuki.

Dzień 5

📍Riwiera Katalońska. Południowe wybrzeże Morza Śródziemnego zachwyca nas za każdym razem, gdy tu jesteśmy. 🌊
 
Szerokie i okazałe plaże wprowadzają w świat błogiego lenistwa, a czysta, ciepła woda zaprasza do pływania.
 
Dziś przeszliśmy ponad 18 kilometrów wybrzeżem – połowę trasy plażą, a drugą wąskimi nadmorskimi alejkami – mijac port, zatoczkę, targowisko. Po południu natomiast, jak ryby! – pluskaliśmy się między falami. 🐠🌞 Było super!
 
Jutro… powtórka! Bierzemy na tapetę inny kawałek wybrzeża 🙂
P.S. A widok z 6. piętra – wprost na morze – niesamowity… 💪 💪

Dzień 6

📍Riwiera Katalońska. 
 
Spieczeni wczorajszym słońcem uciekliśmy z plaży do samochodu.
A ten pooowiódł nas szlakiem najpiękniejszych miasteczek na wybrzeżu.
(A niektórzy twierdzą, że i całej Francji…)
 
☀️ Collioure – bajkowe miasteczko, w którym wszystko tonie w kolorach. Dawniej przyciągało artystów – to tutaj malowali Matisse i Derain, tworząc pierwszy rozdział fowizmu. Dziś zachwyca portem, śródziemnomorskimi fasadami i potężną twierdzą nad wodą. Spacer uliczkami to jak przechadzka po żywym obrazie.
 
🏰 Castelnou – ukryta wśród wzgórz perełka średniowiecza. Kamienne domy, brukowane uliczki i widok na Pireneje sprawiają, że czas się tu zatrzymał. Wybierane jako jedno z najpiękniejszych miasteczek Francji, pachnie historią, ciszą i lawendą.
☕ Wstąpiliśmy też na moment do Le Cannet-Plage, by przy kawie powspominać dawne wakacje – znajome plaże, znajome fale… jakby czas się cofnął.
 
👋 A potem – Perpignan, by pożegnać się z córką. Wyrusza do Rzymu, a my… w stronę gór.
 
🏔️ Kierunek: Andora.
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan

Norwegia – Oslo

Norwegia - Oslo

czerwiec 2025

Dzień 1

Zawieszona między snem a jawą, przybyłam do Oslo.🧐
 
W Wielkiej Sali Ratusza znajduje się kilkaset cieni wybitnych postaci. Są wśród nich m.in. Martin Luther King, Mahatma Gandhi, Albert Lutuli… Przybyli na ceremonię wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla Nelsonowi Mandeli.
 
Niestety – w 12. rozdziale Jaźni (9. części Hologramowego Świata) – zastygli w jednej pozie, porażeni wizją nadchodzącego zniewolenia ludzkości. I tak trwają od 1993 roku…
 
Na domiar złego, Nelson Mandela zagubił się w czasoprzestrzeni.👀👀
 
Muszę więc sprawdzić, co się tu dzieje… Czy ktokolwiek coś wie! 🤔🤔

Dzień 2

Deszcz siąpił z nieba, a my, uzbrojeni w parasole 🌂, natychmiast ruszyliśmy w kierunku Ratusza. Niestety, o tak późnej godzinie pocałowaliśmy tylko klamki 🚪💔.
 
Żeby nie tracić czasu, zaczęliśmy rozglądać się po mieście z nadzieją, że wpadniemy na jakiś trop Nelsona Mandeli ✨. Niestety, przywódcy walki z apartheidem – nie znaleźliśmy, ale za to zauważyliśmy sporo dziwnych i podejrzanych rzeczy 👀🤨.
 
Ni stąd, ni zowąd, pod gmach opery podjechała królowa Norwegii 👑. Po co? Dlaczego? Nie wiadomo. Po mieście chodziły renifery–androidy 🦌, a w alejkach stały setki rowerów z zapalonymi światłami 🚲💡 – jakby na kogoś czekaly.… Na kogo?
Jakby tego było mało o 22.30 na zewnątrz bylo jasno..Hmm…🤔
 
Jutro spróbujemy dowiedzieć się czegoś więcej 🔍. Uważam jednak, że coś na rzeczy musi być…

Dzień 3

Byliśmy w Ratuszu. Tłumy w kolejkach, kontrola w drzwiach, a postacie na muralach – Henrika Sørensena, Per Krohga, Alfa Rolfsena i Aage Storsteina – milczały. Udawały, że nie widzą w przestrzeni noblistów i setek innych postaci. Że nic nie wiedzą o zniknięciu Nelsona Mandeli w 12. rozdziale mojej książki JAŹŃ.
 
A przecież w powietrzu wyraźnie czuć było podniosłą atmosferę… 🌫️✨
 
Cóż. Obrażona opuściłam Wielką Salę i ruszyłam na poszukiwania Mandeli – już bez ich pomocy. Najpierw w Muzeum Noblowskim, gdzie zauważyłam jego wizerunek wśród innych laureatów 🕊️. To oznaczałoby, że w jakiejś równoległej rzeczywistości przybył jednak do Oslo. Ale jak to możliwe? Kiedy?
 
A może ja jestem w innym wymiarze czasoprzestrzeni? – pomyślałam – i stąd te nieporozumienia? Hmm… 🌀
 
Aby to sprawdzić, postanowiłam pójść do Muzeum Wikingów i zobaczyć, o czym tam mówią. Czy przedstawiają znaną mi historię, czy jakąś inną? Okazało się, że wszystko jest w porządku. Ja jestem tam, gdzie należy.
 
Poszliśmy więc pod Pałac Królewski 👑. Pomyślałam, że król albo królowa mogą coś wiedzieć. Ale oni stali na balkonie, podziwiając występy swojej gwardii 🇳🇴 – zachowywali się tak, jakby mnie nie widzieli w tłumie…
 
Pochodziliśmy jeszcze po mieście tu i tam – ale żadnego śladu byłego prezydenta RPA.
Nie pozostało mi więc nic innego, jak poszukać pomocy w przestworzach…
Na filmie – Wielka Sala Ratusza Miejskiego w Oslo, miejsce wręczania Pokojowej Nagrody Nobla od 1990 roku. Sala może pomieścić ponad tysiąc osób i zdobią ją monumentalne malowidła autorstwa Henrika Sørensena, Per Krohga, Alfa Rolfsena i Aage Storsteina, przedstawiające historię, kulturę i wartości społeczne Norwegii.
 
Od 1901 roku Pokojowa Nagroda Nobla została przyznana 105 razy, uhonorowano nią 142 laureatów – 111 osób i 31 organizacji. Wśród nich znaleźli się m.in. Nelson Mandela, Lech Wałęsa, Malala Yousafzai, Matka Teresa oraz organizacje takie jak ONZ i jej agendy. Warto dodać, że w 19 latach nagroda nie została przyznana, głównie z powodu wojen światowych i braku odpowiednich kandydatów.
 
To miejsce emanuje historią i symboliką – przestrzeń, w której honoruje się tych, którzy walczyli o pokój, prawa człowieka i godność. Chwila skupienia i refleksji.

Dzień 4

Duch pokoju i miłości unosił się dziś nad miastem. Dotykał, mamił i sycił każdego, kogo spotkał na swojej drodze. Miałam wrażenie, że pcha nas dokładnie tam, gdzie powinniśmy dzisiaj być – także w swoje ramiona. Zastanawiałam się, kto za tym wszystkim stoi? Duchy noblistów? Czyżby chcieli mi coś pokazać? Posunąć jakąś wskazówkę do kolejnych rozdziałów Jaźni? No nie wiem… Tak czy inaczej – zobaczyliśmy dziś sporo:
 
🏂 Holmenkollen – ponad 130-metrowa legendarna skocznia narciarska, symbol norweskiego narciarstwa. Windą wjechaliśmy na sam szczyt, a emocje były nieziemskie, zwłaszcza gdy wyobraziłam sobie, jak skaczą z niej najlepsi na świecie.
 
🎨 Vigeland Park – artystyczna ikona Oslo z 212 rzeźbami przedstawiającymi życie i emocje. Autorem jest Gustav Vigeland, który przez około 40 lat tworzył swoje dzieło z brązu, granitu i żeliwa. Najpierw oniemiałam z wrażenia, długo milczałam, aż wreszcie zanurzyłam się w nowoczesny cykl książek, które napiszę…
 
🌈 Oslo Colour Festival to barwne święto inspirowane hinduskim festiwalem Holi. Pod sceną rozbrzmiewała energetyczna muzyka z Indii, a ludzie tańczyli i rzucali kolorowy proszek, tworząc niesamowitą atmosferę radości i jedności. To wydarzenie łączy różne kultury i pokazuje, jak integracja może budować pokój i miłość.
 
🎶 Dissimilis Festival to coroczny festiwal muzyczny z udziałem około 300 artystów z niepełnosprawnościami. Odbywa się na Rådhusplassen jako część większego Musikkfest Oslo i jest pięknym symbolem integracji, równości i wspólnoty.
 
🏳️‍🌈 Oslo Pride (20–28 czerwca) to jedno z najważniejszych wydarzeń promujących równość i prawa człowieka, które łączy społeczność LGBT+ z całego świata. W mieście powiewa wtedy tysiące tęczowych flag, symbolizujących szacunek, miłość i pokój.

Dzień 5

Jutro opuszczamy stolicę Norwegii
– a ja jestem trochę zdezorientowana i zawiedziona. Bo przecież przeszukałam całe miasto, a Nelsona Mandeli nie ma.👀
 
Dziś wybraliśmy się ponownie do Ratusza 🏛️by zwiedzić pierwsze piętro i salę Rady Miasta. Przyznam, że liczyłam na jakieś wskazówki… cokolwiek. Niestety.
 
Postacie na muralach nabrały wody w usta, a jedna z nich wprowadziła mnie nawet w błąd.
Chodzi o króla Haakona VII 👑, którego wizerunek widnieje na pierwszym piętrze Ratusza. Ten, ruchem ręki, skierował nas do Twierdzy Akershus.
 
🏰 Poszliśmy więc do niej. Zwiedziliśmy wszystkie komnaty i obejścia. A ponadto przemierzyliśmy ulice centrum Oslo wzdłuż i wszerz. Nic.
 
W tym tygodniu wracam do pisania ✍️kolejnej części Jaźni – i tam poszukam byłego prezydenta RPA!
 
Póki co – kierunek lotnisko i w przestworza ✈️✈️
Zobacz więcej:

| kwiecień 2026 | Japonia – Tokio, Kioto
| luty 2026 | Malta – Valetta
| styczeń 2026 | Hiszpania – Madryt
| grudzień 2025 | Włochy – Rzym
| wrzesień 2025 | Peru – Lima, Cuzco, Maras, Ollantaytambo, Pisac, Urubamba
| wrzesień 2025 | Chile – Santiago, San Pedro de Atacama, Valparaíso
| lipiec 2025|  Andora – Andora
| lipiec 2025| Francja – Tuluza
| czerwiec 2025| Norwegia – Oslo
| maj 2025| Włochy – Rzym
| marzec 2025| Australia – Melbourne, Sidney, Adelaide 
| styczeń 2025| Hiszpania – Alicante 
| grudzień 2024 | Włochy – Rzym
|  wrzesień 2024  | Argentyna – Buenos Aires, El Chaltén,  El Calafate, Iguazu, Misiones 
|  październik 2024  |  Urugwaj – Colonia del Sacramento 
|  sierpień  2024  | Czechy – Olomouc  
|  lipiec 2024  | Szwecja – Goetyborg
| czerwiec 2024 | Wielka Brytania – Manchester 
| maj 2024 | Czechy – Ostrawa 
| kwiecień 2024 | Chiny – Pekin, Xian, Qufu, Tai Shan 
| styczeń 2024 | Francja – Paryż 
| grudzień 2023 | Grecja – Saloniki  
| październik 2023 | Włochy – Rzym, Neapol 
| wrzesień 2023  | Holandia – Eindhoven 
| wrzesień 2023 | Kanada – Montreal, Ottawa, Quebec City 
| sierpień 2023 | Holandia – Amsterdam 
| lipiec 2023 | Czechy – Adrspach 
| maj 2023 | Szkocja – Edynburg
| marzec 2023 | Włochy – Rzym, Watykan
| luty 2023 |  Szwecja – Sztokholm
| styczeń 2023 |  Wielka Brytania – Londyn
| listopad 2022 | Słowacja – Koszyce
| październik 2022 | Niemcy – Berlin
| wrzesień 2022 | Włochy – Rzym
| sierpień 2022 | Włochy – Mediolan