Australia

marzec 2025

Jesteśmy w Melbourne! 🇦🇺
Właśnie szczęśliwi i cali dotarliśmy do Australii! 😄✈️ Niestety bez bagażu, który ponoć wciąż jest w Singapurze… 😅 Ale miła pani na lotnisku poinformowała nas, że walizki zostaną dostarczone jutro do hotelu. 🧳👌
Dostałam również pakunki, które trzymam w dłoni – najprawdopodobniej znajdują się w nich piżamy i szczoteczki do zębów. 🪥😴
Tak że… w Melbourne mamy godzinę 7:30 i ruszamy w miasto! 🌅🚶‍♀️
Frankfurt – Singapur – Melbourne
 
Na pokładzie samolotu do Singapuru widziałam dwie osoby, które mogłyby być profesorem Johnsonem z mojej książki Ego.🧐 Nie podeszłam, nie zagaiłam, powstrzymałam się 😉🤣… 12 godzin lotu minęło spokojnie, choć wiadomo – w ekonomicznej miejsca zawsze mogłoby być więcej… 👀 Gorąco zrobiło się dopiero na lotnisku. 🌡️
 
W hali przylotów czekał na nas pracownik z kartką – na niej nasze nazwiska i numer lotu. Okazało się, że zmieniono nam połączenie i zamiast czekać 4,5 godziny na lot do Melbourne, mamy tylko godzinę. ⏳ W tym czasie musimy w jednej części lotniska zrobić check-in, a w drugiej – zdążyć na boarding. Tak że zdjęcia robione są w biegu… 🏃‍♀️ I może nie oddają luksusu. Ale powiem: kolana się uginają. 😮 Pod stopami miękkie dywany i eleganckie kafle, wokół szkło, designerskie przestrzenie, elegancja.
 
Jeśli chodzi o fotki robione z okien samolotu 🪟 – zwracam uwagę na niesamowitą ilość łodzi widocznych na morzu 🌊. Ich nagromadzenie jeszcze wyraźniej pokazuje, jak strategiczne znaczenie ma Singapur. Już od początku swojego istnienia pełnił rolę kluczowego węzła handlowego i logistycznego – co opisywałam w mojej książce „Ego”💪💪

Dzień 1

Po 8 godzinach lotu z Singapuru dotarliśmy do Melbourne. ✈️ Tu spędzimy 3 dni teraz i kolejne 4 dni pod koniec naszej podróży po Australii. 🌏
 
Jesteśmy zakwaterowani na 17. piętrze – widok z okna robi wrażenie! 😍 Walizki już dotarły (uff 😅), więc czas trochę odetchnąć i ruszyć na pierwszy spacer.
 
Załączam zdjęcia z naszego spaceru wokół rzeki Yarra. Wzdłuż brzegów ciągną się bulwary pełne kawiarni i restauracji, widać eleganckie jachty, a w tle górują wieżowce dzielnicy biznesowej . 🌆
 
Odwiedziliśmy też Federation Square – najbardziej znany plac w Melbourne, gdzie odbywają się wszystkie większe wydarzenia kulturalne, festiwale i imprezy plenerowe. To miejsce tętni życiem przez cały dzień i noc! 🎉

Dzień 2

Ranek przywitał nas chłodem, ale już około 10:00 słońce rozświetliło miasto 🌞, a ponad naszymi głowami ukazało się niebieskie, turkusowe niebo. Przetruchtaliśmy 17 km 🏃‍♀️🏃‍♂️, zwiedzając ważne i piękne miejsca miasta.
 
Na zdjęciach:
Royal Botanic Gardens Victoria 🌿 – Oaza zieleni w środku Melbourne! 38 hektarów egzotycznych roślin 🌺, urokliwych ścieżek i klimatyczne jezioro. Ogrody powstały w 1846 roku i do dziś są jednym z ulubionych miejsc spacerów mieszkańców i turystów.
 
National Gallery of Victoria (NGV) 🖼️ – Najstarsza galeria sztuki w Australii, pełna arcydzieł z całego świata. Przy wejściu zachwyca szklana ściana wodna 🌊, a nad galerią góruje biała wieża Arts Centre Melbourne – ikona miejskiej panoramy.
 
St Paul’s Cathedral ⛪ – Neogotycka perła z końca XIX wieku. Strzeliste wieże, piękne witraże i historia sięgająca wizyty papieża Jana Pawła II w 1986 roku, kiedy modlił się tu o pojednanie z Aborygenami.
 
State Library of Victoria 📚 – Monumentalna biblioteka z majestatyczną kopułą nad La Trobe Reading Room, zbudowaną w 1913 roku – wtedy największą na świecie! Miejsce pełne książek, historii i wyjątkowej atmosfery.
 
Melbourne zachwyca na każdym kroku! 💙

Dzień 3

Przyznam, że po dwóch dniach zwiedzania miasto urzekło mnie swoim urokiem. Dzisiaj przemierzyliśmy kolejne 20 km, tak że nogi zaczęły już dokuczać, więc aby odpocząć, zaserwowaliśmy sobie bosy spacer po idealnie przystrzyżonym boisku do krokieta. Ale było warto! Dotarliśmy do wspaniałych miejsc, które przedstawiamy na zdjęciach i opisuję poniżej.
 
Melbourne Zoo 🦘
Postanowiliśmy spojrzeć tym „strasznym” zwierzakom w oczy – zza krat. Z myślą, że taki dystans jest w porządku. Kogo zobaczyliśmy? Walczące diabły tasmańskie, ogromnego pytona 🐍, koale 🐨, kangury i psy dingo. Szczególnie czekałam na spotkanie z waranem z Komodo 🦎, głównym bohaterem mojej książki „Czas snu”. Jednak młody waran o imieniu Khan, urodzony 4 kwietnia 2022 roku, okazał się mniejszy niż się spodziewałam, co nieco zaskoczyło mnie, biorąc pod uwagę jego imponującą reputację jako największej jaszczurki na świecie.
Melbourne Museum 🏛️
 
To największe muzeum w Australii, pełne historii i kultury tego kraju. Ciekawostką były umeblowane domki z przełomu XIX i XX wieku, do których można było wejść i poczuć, jak wtedy żyli ludzie. Najbardziej przyciągały filmy historyczne o Melbourne oraz historia Aborygenów opowiadana ich własnymi słowami.
 
Targ Królowej Wiktorii (Queen Victoria Market) 🛒 
Usytuowany u podnóża imponujących drapaczy chmur Melbourne, Targ Królowej Wiktorii to największy targ na świeżym powietrzu na południowej półkuli. Stoiska pełne są świeżych ryb 🐟, owoców 🍇, warzyw 🥕 i wypieków 🥖 – aż proszą się, aby je zjeść prosto z witryn. Skusiliśmy się na kilkucentymetrowe winogrona i banany, jakich dotąd nigdzie nie widzieliśmy oraz tutejsze ciepłe pączki z marmoladą – prosto z foodtrucka.
Jutro wylatujemy do Sydney, ale do Melbourne jeszcze wrócimy na kilka dni. ✈️

Dzień 4

Sydney

Dzień 5

Sydney.
 
Dzisiaj niebo okryte chmurami, ale powietrze ciepłe i przyjemne. Poznawaliśmy miasto i drapieżny świat Australii w bezpiecznej perspektywie! ☁️🌴
 
Na zdjęciach:
Ulice centrum miasta – tętniące życiem, pełne nowoczesnych drapaczy chmur i kolonialnych budynków. 🌆🏙️
 
SEA LIFE Sydney Aquarium – płynęliśmy łódką pośród pingwinów niczym na Antarktydzie 🐧❄️ i zanurzyliśmy się w podwodnym świecie, oglądając rekiny w Virtual Reality (VR) Shark Dive, który przenosi w sam środek zatoki rekinów! 🦈
 
WILD LIFE Sydney Zoo – miejsce, gdzie można spotkać ikoniczne australijskie zwierzęta, w tym kangury, koale i słynnego krokodyla Rexa. 🐊🦘
Madame Tussauds Sydney – galeria słynnych figur woskowych przedstawiających gwiazdy, sportowców i historyczne postacie. 🌟👑
 
Royal Botanic Garden Sydney – 30-hektarowy ogród z przepięknymi roślinami, egzotycznymi drzewami i widokiem na słynną Operę w Sydney. 🌺🌳
 
Doliczamy kolejne 20 km do naszego spacerowego bilansu po Australii! 🚶‍♀️🌏

Dzień 6

O tej chwili marzyłam od dawna – zanurzyć się w Pacyfiku i wygrzać w promieniach gorącego australijskiego słońca! 🌴🔥 I oto dzisiaj marzenie spełniło się na Bondi Beach – najsłynniejszej plaży miejskiej w Sydney i jednej z najpiękniejszych na świecie 🌍 Złocisty piasek, turkusowe fale i surferska energia – było wszystko, czego dusza zapragnie! 💪
 
Po południu podziwialiśmy miasto z góry! 🚡 Wjechaliśmy na Sydney Tower Eye – najwyższą wieżę w mieście o wysokości 309 metrów. U naszych stóp rozciągała się aglomeracja w całej okazałości – kilkanaście wysp, Opera, most Harbour Bridge, drapacze chmur, a ludzie wyglądali niczym mrówki krzątające się po mieście.👀👀
 
Na zdjęciach widać również ulice nadmorskiej dzielnicy Bondi oraz centrum miasta
 
Tymczasem jutro czeka nas wspaniała wyprawa – jedziemy na wycieczkę do stolicy Australii, Canberry 💪💪

Dzień 7

Canberra zachwyciła ich swoim widokiem. Niewielkie miasto, położone było pomiędzy wzgórzami Wielkich Gór Wododziałowych. Wypełnione i otoczone zielenią, zachęcało do spacerów, jazdy na rowerze czy uprawiania sportu.
– Zauważyłeś – zapytała Sara, kiedy szli brzegiem jeziora – że nie ma tu wieżowców? W ogóle, to miasto jest jakieś inne niż wszystkie. Nie ma hałasu, smogu, gwaru.
– To dlatego, że wybudowano je od zera i tylko po to, aby było stolicą Australii.
– Dawno?
– Z tego co pamiętam, budowę rozpoczęto w 1913 roku, a zakończono 14 lat później.
– Dlaczego tak? Przecież Australia miała Sydney i Melbourne.
– Wciąż ze sobą rywalizowały o miano stolicy. W Sydney był parlament, a w Melbourne pozostałe instytucje rządowe. Ponieważ nie potrafiono pogodzić interesów, postanowiono wybudować nowe miasto. Architekci mieli więc duże pole do popisu.
– Dziwne – zamyśliła się Sara.
– Nie wszystko w życiu jest logiczne – uśmiechnął się Neo, obejmując ją w pasie. – A co się tyczy tego miasta, to najdziwniejsza jest jego nazwa. Zgadniesz, co oznacza?
– No przecież nie, skąd mam wiedzieć…
– Słowo „Canberra” oznacza kobiece piersi.
Sara roześmiała się, obejmując wzrokiem Lake Burley Griffin.
– Może chodziło o kształt tego jeziora? – zapytała.
– Przecież go tutaj nie było – odparł rozbawiony Neo. – Gdy powstawał plan architektoniczny, płynęła tędy rzeka Molonglo.
– Żartujesz.
– Nie, to zbiornik zaporowy. Każdego roku, wpuszczają do wody ryby. Na brzegach wybudowali różne instytucje: sąd, uniwersytet, galerie i muzea. Natomiast nieco dalej: parlament, teatry, kasyna oraz hotele. Posadzili 12 milionów drzew i ot, jest największe na kontynencie miasto, nie licząc tych na wybrzeżach.
– Dużo osób tu mieszka?
– Z tego co wiem, populacja nie przekroczyła jeszcze pół miliona.”
 
Fragment książki „Czas Snu” Iwona Gajda. ✨

Na zdjęciach: Parlament w Canberze 🏛️, Jezioro Burley Griffin – zbiornik zaporowy 💧, ptaki w mieście 🐦 – zwracam uwagę na ogromne białe papugi (kakadu żółtoczube), które gromadnie obsiadają drzewa i skrzeczą niemiłosiernie głośno 🦜, uliczki miasta 🚶‍♀️.

Dzień 8

Pożegnanie Sydney 🌧️🏙️🌊
 
Dziś ostatni dzień w Sydney. Deszcz siąpi z nieba, jakby chciał nas pożegnać symbolicznymi łzami albo sprawić, by nie było nam żal wyjeżdżać… A czy będzie? Pewnie tak, bo miasto ma swój urok – można by tu pobaraszkować dłużej. Piękne plaże kuszą piaskiem i czystym morzem 🏖️, drapacze chmur domagają się podziwu 🏢, a darmowe muzea zapraszają na fascynujące ekspozycje 🎨.
 
Ale dla mnie czas w drogę 🚐, realizować swoją misję. Przede mną kolejne etapy podróży – w stronę Adelaide i Outbacku, za bohaterami mojej książki i śladami Aborygenów…
– Pojedziemy do Sydney – odparł Neo. – Obiecałem babci, że poślę jej zdjęcie z Operą w tle. Chcę wywiązać się z tej obietnicy.
– A co z obietnicami, które mi złożyłeś? – obruszyła się Sara.
– Hmm?
– Przecież miałeś ze mną wejść na Harbour Bridge – najdłuższy jednoprzęsłowy most na świecie, który wygląda jak wieszak na ubrania. Nie pamiętasz?
– Naprawdę?
– I z jego szczytu mieliśmy oglądać miasto – mówiła ożywiona. – I jeszcze mówiłeś, że pokażesz mi The Rocks, czyli najstarszą dzielnicę Sydney, a potem pójdziemy do Hyde Park, gdzie rośnie 600 egzotycznych drzew.
– Ja to wszystko obiecałem?
– Tak, ty – odparła Sara. – Jeszcze to, że będziemy się kąpać na Bondi Beach.
– A co to takiego?
– To jedna z najpiękniejszych plaż w mieście – szepnęła.
– Ok, ok – spojrzał na nią zmieszany. – Skoro tak mówiłem, to na pewno się wywiążę.”
 
Fragment „Czas snu”, Iwona Gajda

Dzień 9

Pakujemy walizki, by jutro z samego rana wyruszyć na lotnisko. Samolot zabierze nas wprost do Adelaide, miasta uważanego za bramę Outbacku. Zagłębię się też bardziej w świat Aborygenów 🌏 – potomków pierwszych mieszkańców tego kontynentu, którzy stanowią nieodłączny element tej podróży. Ich historia i współczesne życie przenikają się z nowoczesnością kraju. W książce poświęcam im dużo miejsca, próbując uchwycić ten niezwykły kontrast i trudne dziedzictwo, jakie niosą.
 
Aborygeni, rdzenni mieszkańcy Australii, stanowią 3,3% populacji kraju. Ich flaga, uznana za symbol narodowy od 1995 roku, symbolizuje ludność aborygeńską, ziemię i słońce 🌞. Żyją zarówno w dużych miastach, jak Sydney i Melbourne 🏙️, jak i w społecznościach na terenach wiejskich, takich jak Arnhem Land 🌾. Utrzymują się z pracy najemnej, działalności artystycznej, turystyki oraz świadczeń socjalnych.
 
W australijskim parlamencie rośnie liczba parlamentarzystów pochodzenia aborygeńskiego – jak Linda Burney czy Lidia Thorpe – a ich portrety i sztuka są eksponowane w budynku parlamentu 🖼️.
 
Mimo sukcesów w polityce i sztuce, wielu Aborygenów wciąż zmaga się z problemami społecznymi, w tym alkoholizmem i niższą długością życia. Proces asymilacji jest trudny, a w muzeach coraz częściej potomkowie w eleganckich garniturach opowiadają o traumie i wyzwaniach swoich społeczności.
– Do Australii przybyli około 45–65 tysięcy lat temu, najprawdopodobniej z południowo–wschodniej Azji. Prowadzili koczowniczy tryb życia, zajmowali się łowiectwem, zbieractwem i rybołówstwem. Stworzyli swoją kulturę i religię. Wykształcili też własne struktury organizacyjne.
– Plemiona? – zapytała Adela.
– Coś w tym rodzaju. Niektórzy nazywają to klanami. W każdym razie, były to grupy osób połączone więzami krwi, na czele których stała starszyzna. Ich system społeczny oparty był na patriarchacie.
– To znaczy, że władza spoczywała w rękach mężczyzn? – zapytała Adela.
– Tak. Zwykle tych, którzy mieli największy autorytet.
– Ilu było Aborygenów? – dociekał Red.
– Na początku XIX wieku istniało około 600 plemion, które mówiły co najmniej 500 językami. Mówi się o 700 tysiącach rdzennych mieszkańców.
– I co potem?
– Pojawili się biali. Od 1788 roku brytyjski rząd zsyłał tu więźniów i przestępców, tworząc z kontynentu kolonię karną.
– No to nie mieli ciekawie… – zamyślił się Red.
– Na początku skazańcy porywali i gwałcili Aborygenki. A potem rozpoczęła się systematyczna eksterminacja tubylców. Wypędzano ich z ziem i mordowano. Na przykład na wyspie Tasmania upoważniono żołnierzy, aby zabijali każdego napotkanego Aborygena. Wyznaczono też nagrodę za ich złapanie. 5 funtów płacono za dorosłego, a 2 funty za każde dziecko. Na początku XX wieku pozostało przy życiu niecałe 20 tysięcy Aborygenów. Natomiast ilość osadników wzrosła do 4 milionów. Oprócz skazańców przypływali tutaj również poszukiwacze złota.
– Chcesz powiedzieć, że przez 100 lat biali usunęli z powierzchni ziemi 700 tysięcy ludzi, którzy mieszkali tam od dziesiątek tysięcy lat?! – zapytała przerażona Adela.
– Generalnie tak. Poza tym jest jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia, o której powinniście wiedzieć…
– Co takiego? – Neo spojrzał na OKK wyczekująco.
– Oni nie byli definiowani jako ludzie.
– A jako co? – zapytał Red.
– Jako zwierzęta.”
 
Fragment „Czas snu”, Iwona Gajda

Dzień 10

Adelaide✈️

Stolica Australii Południowej

Dzień 11

Adelaide, stolica Australii Południowej, to miejsce zdecydowanie odmienne od Sydney czy Melbourne. Miasto liczy około 1,4 miliona mieszkańców i zachwyca swoją niewysoką, kolonialną zabudową. Szerokie, uporządkowane ulice otacza zielony pas (Park Lands), który pełni funkcję rekreacyjną dla mieszkańców i turystów. 🌳🏛️
 
Historia Adelaide
Przed przybyciem Europejczyków te tereny przez ponad 20 tysięcy lat zamieszkiwali Aborygeni – lud Kaurna, którzy nazywali to miejsce Tarntanya, czyli „Czerwoną Krainą Kangurów”. 🦘 Kaurna żyli w plemionach (grupy rodzinno-klanowe zwane yarta mathanya, co można tłumaczyć jako „ludzie danej ziemi”), stworzyli wyjątkową kulturę, pełną rytuałów i duchowych tradycji. 📜 Niestety, kolonizacja w 1836 roku – z chorobami, przymusową asymilacją i brutalnym odbieraniem ziemi – doprowadziła do drastycznego upadku tej społeczności. 😢
 
Dzisiejszy dzień
Spędziliśmy zwiedzając miasto – zarówno podziwiając jego urok na ulicach, jak i odkrywając kulisy w licznych miejscach pełnych wiedzy i historii. W South Australian Museum zanurzyliśmy się w świecie Aborygenów, oglądając ich tradycyjne łodzie, domy, stroje, narzędzia i dzieła sztuki. Niestety, mimo piękna prezentowanych eksponatów, temat wyniszczenia tej społeczności przez kolonizatorów został starannie pominięty, jakby „zamieciony pod dywan”. 😞
 
Poznaliśmy także megafaunę – imponujące zwierzęta, które przez tysiąclecia zamieszkiwały te tereny – oraz tropikalną roślinność regionu. 🌺 Podziwialiśmy sztukę dawną i bardzo nowoczesną, jak to nazwał mój mąż, „czasami trudną do zrozumienia”. Aczkolwiek w Ogrodzie Botanicznym nowoczesne, szklane formy idealnie współgrały z bujną roślinnością, tworząc niezwykłą przestrzeń do refleksji. 🌿 Największe wrażenie zrobiły na nas dzisiaj olbrzymie, kilkutonowe meteoryty, które spadły na ziemię i zostały tu odkryte. 🚀

Dzień 12

Glenelg Beach 🌞 Cała Plaża Nasza